gdzie zjeść w tallinie

Są tutaj również miejsca, gdzie warto się wybrać na większy obiad. Zapraszamy do lektury, gdzie przedstawiamy polecane bary w Barcelonie! Gdzie zjeść w Barcelonie lista polecanych barów: Carrer Blai. Niesamowita ulica w Barcelonie, miejsce tłumnie odwiedzane nie tylko przez Barcelończyków, ale również przez turystów.
Tallin, Estonia – plan zwiedzania, informacje praktyczne. napisane przez Ada 07/04/2021. Stolica Estonii – Tallin, to przepiękne, choć niestety mało popularne miejsce wśród polskich turystów. Stare Miasto, zamek na wzgórzu, pałace czy ciekawe muzea to tylko niektóre z powodów, dla których warto odwiedzić to miasto!
Tallin białe noce Najdłuższy dzień będzie 21 i 22 czerwca 2019 r. : Zachód Słońca 22:42, Wschód Słońca 4:02. Czyli dzień będzie trwał 18 godzin i 40 minut. W praktyce jeszcze dłużej, bo przecież ciemno nie robi się od razu po zachodzie Słońca. Nocy prawie nie będzie. Jeszcze przed przesileniem letnim czyli na początku czerwca będą się odbywały Dni Starego Miasto. Impreza ma już długą tradycję, bo po raz pierwszy miała miejsce w roku 1982. W czasie tych 5 dni będą się odbywały koncerty, przedstawienie i konkurencje sportowe, w godzinach od 10 do 22. Motywem przewodnim będzie Stare Miasto i wpływy kultur różnych narodowości w rozwój miasta. Z kolei już po przesileniu na początku lipca odbędzie się kolejna ciekawa impreza będą to Dni Średniowiecza. W czasie tej imprezy zapoznamy się z czasami świetności Tallina, gdy należał do Związku Miast Hanzy. W godzinach od 12 do 16 na Rynku Ratuszowym będą występowali tancerze i muzycy, będzie też średniowieczna procesja i kupcy. Jarmark Świąteczny w Tallinie Pierwsza choinka w Europie (na placu miejskim) została ustawiona w roku 1441 w Tallinie, tak zapewniają w mieszkańcy miasta. Mieszkańcy Rygi mają jednak inne zdanie. W każdym razie w tym roku choinka w Tallinie będzie wcześniej niż w Rydze, bo już 16 listopada 2018. Jarmark Bożonarodzeniowy będzie trwał do 7 stycznia 2019. Program znajdziemy tutaj: Talliński jarmark wieczorem Przez ten czas na scenie wystąpi 1700 wokalistów i tancerzy, również jest przewidziany specjalny koncert na Sylwestra. Mikołajkowy występ można zobaczyć na kanale youtube (proszę zwrócić uwagę jak ciepło są ubrane estońskie dzieci): Występy artystyczne odbywają się od godziny 17 do 19 w piątki. W soboty, niedziele i święta od 12 do 14. Święty Mikołaj będzie czekał na dzieci każdego dnia od godziny 12 do 19. Sam Jarmark będzie już czynny od godziny 10 rano. Można zakupić estońskie potrawy świąteczne i miejscowe specjały: pierniki, kiszoną kapustę, kaszankę, a także rozgrzewające napoje. Nieodłącznym elementem Jarmarków Świątecznych jest grzane wino. Możemy je sobie sami przyrządzić w domu. Przepis na grzane wino Estońskie ciekawostki: Estończycy uchodzą za prekursorów we wdrażaniu internetu w życiu społecznym. Był to pierwszy (!) kraj na świecie, który wprowadził głosowanie w wyborach przez internet. Głosowanie zajmuje pół minuty, tak twierdziła nasza przewodniczka. W Estonii wymyślono też komunikator internetowy Skype. Wiele osób uważa, że Estonia stała się internetowym tygrysem dlatego, że miała bardzo młody rząd, składający się z trzydziestolatków (średnia wieku 35 lat). W roku 2018 Estonia otworzy pierwszą na świecie ambasadę danych w Luksemburgu, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych informatycznych. Tallin jest też centrum cyberbezpieczeństwa NATO. Widać tam też wpływ skandynawskiego myślenia socjalnego np.: komunikacja autobusowa w Tallinie (dla mieszkańców) jest bezpłatna. Prezydentem Estonii jest kobieta - pani Kersti Kaljulaid. Jeśli ktoś jest zainteresowany tym jak Estonia stała się liderem w branży technologicznej. polecam artykuł w The Economist: . Oby estoński przykład był inspirujący dla polskiego rządu. Tallin najważniejsze zabytki W Tallinie zachowała się duża część średniowiecznego muru obronnego, bo aż 1850 metrów muru i 26 baszt, wież strażniczych. Budowę murów rozpoczęto w roku 1265 i kontynuowano przez kolejne wieki. W sumie mur miał 4 km długości i wysokość 15 metrów. Widok na Stare Miasto w Tallinie Warto zobaczyć jeszcze: Zamek Toompea i wieżę Długi Herman, Ratusz Miejski, który ma już ponad 600 lat i przetrwał w niezmienionej formie do dnia dzisiejszego, Sobór Aleksandra Newskiego, Kościół św. Olafa., Kościół św. Mikołaja, Kościół św. Piotra i Pawła (świątynia katolicka z polskimi mszami), Dom Bractwa Czarnogłowych, Muzeum Miejskie, Skansen Budownictwa Drewnianego Rocca Al Mare, Kadriorg - barokowy pałac z kompleksem parkowym. Tallin - Informacje praktyczne Dojazd Do Tallina możemy dojechać z Warszawy Lux Expresem, Ecolines . Podróż jest dość długa ale można sobie zrobić przerwy na zwiedzanie Wilna lub Rygi. Oba miasta bardzo ciekawe. Bywają bardzo dobre promocje na przejazdy autokarowe np. w lutowej promocji Ecolines bilet kosztował tylko 16 złotych! W promocji bilety będą kosztowały 45 złotych. Promocje autobusowe: Promocja Ecolines i Promocja Luxexpres . Uwaga: Gdy zarejestrujemy się w programie PINS Lux Expresu otrzymamy 15 % zniżki na bilety i 50 pkt na start. Zapisujemy się pod linkiem: Rejestracja w programie PINS . Tanimi liniami lotniczymi nie dostaniemy się bezpośrednio z Polski ale możemy próbować szukać połączenia np. przez Oslo. Tradycyjne linie lotnicze jak np. LOT latają regularnie. W promocji do można było kupić bilety za 349 złotych: Noclegi Nocleg znajdziemy już od 50 złotych za osobę w pokoju dwuosobowym. Blisko Starego Miasta i Dworca Autobusowego jest Guest House, który zarezerwujemy tutaj Możemy sami sobie przygotowywać posiłki, bo kuchnia jest dobrze wyposażona. Pół godziny przed przyjazdem trzeba wysłać smsa lub zadzwonić do hotelu żeby na nas czekał recepcjonista. Zwiedzanie z przewodnikiem Codziennie odbywają się wycieczki z przewodnikiem po Tallinie. Zbiórka przy Biurze Informacji Turystycznej o godzinie 12. Wycieczka trwa około 2 godziny. Jest bezpłatna ale należy przewodnikowi na koniec wręczyć napiwek, najniższe były 5 EUR. Pamiątki W dzielnicy handlowej Rotermann znajduje się sklep z estońskimi czekoladami z słynnej fabryki Kalev, założonej w 1806 roku, przez Szwajcara. Czekolada to z pewnością dobry pomysł na prezent. Albert Einstein (też obywatel Szwajcarii) w rozmowie z producentem czekoladek powiedział, że żeby zdobyć uznanie ludzi trzeba karmić w pierwszej kolejności ich ciała, a dopiero później doceniamy karmienie umysłu i duszy. Można tam zakupić np. czekolady z widoczkami z Tallina. Fabryka (obchodząca w tym roku 210 rocznicę założenia) ma także kawiarnię i muzeum pod adresem: Pikk tn 16, Tallinn (jest to blisko Ratusza). Czynne codziennie od 10:00 do 20:00. Dokładne informacje pod adresem www: Jedzenie Niedaleko Ratusza jest popularny pub z naleśnikami: cena 4,90 EUR za sztukę ale jednym naleśnikiem można się najeść. Bardzo popularny jest też pub: . Na Placu Vabaduse jest (polecany przez Informację Turystyczną) SquareKebab Przy ulicy: Pikk tn 16 (jest to blisko Ratusza i Pubu Kompressor) znajduje się kawiarnia fabryki czekolady Kalev. Kawiarnia Maiasmokk ("Słodki Ząb") działa w tym samym miejscu od roku 1864 i jest najstarszą w Tallinie. Polski kościół W katedrze Św. Piotra i Pawła w Tallinie odprawiane są Msze Św. po polsku w czwartek o 18 i niedzielę o 10. Do katedry przyjeżdżają Polacy nawet z Helsinek, czy estońskiej wyspy Sarema gdzie również jest Polonia. Baszta "kuchenna", bo pozwalała wartownikom podglądać co robią Tallińczycy w swoich kuchniach. Wysokość 44,5 metra, z XV wieku. Pełniła ważne funkcje obronne w czasie wojen inflanckich. W Tallinie zachowało się aż 2 kilometry murów obronnych. Jedna z charakterystycznych dla Tallina wąskich uliczek. Najwęższa jest tak wąska, że dwie damy w strojach z epoki nie były w stanie przejść jednocześnie.
Właśnie w takiej wersji dostaliśmy ją na Komi Beach na Chios. 6) KALMARY . Chyba nawet nie muszę tego pisać- wszędzie tam, gdzie są, muszę je jeść. W Grecji na pewno spotkacie je w wielu miejscach – często smażone w całości, rzadziej w krążkach (typowych np. dla Hiszpanów) albo grillowane.
Autor Wiadomość Temat postu: Re: Tallin #21 Wysłany: 02 Lip 2014 18:06 Rejestracja: 19 Lut 2014Posty: 314 krystoferson112 napisał(a):haha jak miło, ja też mam w Tallinie jako "must" Cena za łosia wydaje mi się, że kosztuje 3 a nie 2 Euro, chyba, że coś się zmieniło to zwracam czerwca łoś biegał po 2 euro Góra zorro36 Temat postu: Re: Tallin #22 Wysłany: 02 Lip 2014 18:11 Rejestracja: 23 Maj 2013Posty: 161 Góra Marianna777 Temat postu: Re: Tallin #23 Wysłany: 04 Lip 2014 09:39 Rejestracja: 24 Sty 2014Posty: 74Loty: 55Kilometry: 66 321 Byłam w Tallinie w okresie estońskich świąt 23 i 24 czerwca - udało mi się spróbować sławnej zupy z łosia w Draakonie ale już naleśników z Kompressora nie - zamknięte było. Część knajpek zamykała się wcześniej, duża część w ogóle nie była otwierana w tych dniach. Wszystkim fanom Depeche Mode polecam natomiast wizytę w DM Baar (Voorimehe 4, blisko Kompressora). W środku znajdziecie plakaty, zdjęcia z autografami i cały katalog drinków o nazwach piosenek DM. Góra Grzegorz40 Temat postu: Re: Tallin #24 Wysłany: 07 Lip 2014 20:15 Rejestracja: 03 Lip 2012Posty: 1283 niebieski Przypadła mi do gustu samoobsługowa restauracja "Daily Special" w centrum handlowym Viru Keskus - wejście od strony starówki, czyli od Tamsaare Park; za sklepem Sportland w prawo schodami ruchomymi na pierwsze piętro. Chyba ze 4 zupy do wyboru, dania na ciepło, pizza, sałatki, słodkości. Niby centrum handlowe, ale smacznie karmią. Góra krystoferson112 Temat postu: Re: Tallin #25 Wysłany: 17 Lip 2014 10:46 Rejestracja: 14 Mar 2014Posty: 1238Loty: 85Kilometry: 125 454 niebieski Drakon III staje się jednym z obowiązkowych do zobaczenia miejsc w Tallinie. W poniedziałek ok kolejka na 10 minut stania, rzesze turystów większość tych od "gawarjat pa ruskii". Naprawdę fajne miejsce i fakt jak na estońską starówkę cenowo zachęcające, zupa z łosia 2 e (bardzo dobra i pożywna), pierożek z kapustą 1 e, suszone mięso łosia ( cienki pasek) 1 e, dużego piwa za 5 e nie piłem, tym bardziej, że było to estońskie Saku, które moim zdaniem do pysznych nie należą. Góra Jac Temat postu: Re: Tallin #26 Wysłany: 21 Lip 2014 13:24 Rejestracja: 29 Lis 2013Posty: 175 niebieski Mam pytanie:Kupilem bilety na 29 grudnia z Gdanska do Turku, powrot 4 stycznia z Helsinek. Pierwszy dzien planujemy (lece z kobitka) spedzic w Turku i prosze o porade co z pozostalymi dni byscie poradzili spedzic w Helsinkach a ile w Tallinie, no i najwazniejsze gdzie ciekawiej bedzie w Sylwestrowa noc? Nie chodzi nam o kluby czy bale tylko raczej zabawa na ulicy, muzyka na rynku itd z gory dziekuje za odpowiedz Góra cavani Temat postu: Re: Tallin #27 Wysłany: 21 Lip 2014 13:42 Rejestracja: 19 Wrz 2012Posty: 484Loty: 183Kilometry: 372 827 niebieski Ile dni w Helsinkach? Bardziej na miejscu byłoby pytanie ile godzin. Ze 3-4 godziny. Choć zimą to i tak będzie za dużo. _________________ Góra Sudoku Temat postu: Re: Tallin #28 Wysłany: 29 Lip 2014 16:22 Rejestracja: 25 Sie 2011Posty: 7638Loty: 896Kilometry: 864 152 platynowy piotrekgliwice napisał(a):leprechan napisał(a):ja od siebie polecam KOHVIK MUST PUUDEL, w trakcie pięciu dniu w Tallinie zajadaliśmy się tam prawie każdego dnia. dania dnia zawsze 2 EURO i jest bardzo pysznie, duzo tradycyjnej kuchni, dużo regionalnych alkoholi, przepiękny ogródek na ... 4345624930Skorzystałem trzykrotnie i z ręką na sercu polecam Danie dnia kosztuje 3 EUR, zupa dnia 2 EUR - z małą adnotacją że ta promocja nie obowiązuje w weekendy. Codziennie na stronie FB PUUDEL-a jest publikowana informacja nt. dania dnia. W menu w restauracji jej nie znajdziecie Ale jeżeli zapytacie kelnerki to okaże się że takowa istnieje Pozapromocyjne dania także są w bardzo dobrych cenach , około 6EUR, co jak na Tallinn jest ceną bardzo niską. Niestety dania główne w Puudlu są już po 9 EUR. _________________ Góra Vojtas Temat postu: Re: Tallin #29 Wysłany: 26 Sie 2014 14:57 Rejestracja: 15 Lip 2010Posty: 321Loty: 77Kilometry: 121 350 niebieski Cytuj:Niestety dania główne w Puudlu są już po 9 wiem skąd ta informacja. Może w weekendy jest drożej?Przed wyjazdem śledziłem ich profil na FB i zawsze było coś w granicach 6-7 E (zupa + danie).Sam na miejscu zjadłem zestaw zupa krem + 2 bułki (2E), a do tego kawałki kurczaka + pieczone ziemniaki z sosem pieczarkowym + surówka z marchewki (4E).Wszystko bardzo ładnie była cała duża miska, natomiast drugie danie trochę skromniejsze (duży chłop się tym nie naje).Osobiście bardzo ktoś chciałby zjeść dużo za niewielkie pieniądze to polecam markety jak u nas są tam stoiska z gotowym zestaw: kotlet + pudełko pieczonych ziemniaków + sałatka zapłaciłem w markecie niedaleko portu około 3, pizzy w pizzeriach dla jednej osoby (28-30 cm) około sklepach piwo w cenach 0, na prohibicje w sklepach od 22:00 _________________ Góra Anonymous Temat postu: Re: Tallin #30 Wysłany: 26 Sie 2014 20:56 Jak ktoś lubi takie klimaty to polecam wegańską restaurację na Rataskaevu, niemalże naprzeciwko Kompresora. Ciekawe menu, spore porcje i ceny niższe niż w polskich tego typu lokalach. Do tego świetne wnętrze - miło się tam spędza czas. Góra cavani Temat postu: Re: Tallin #31 Wysłany: 26 Sie 2014 21:45 Rejestracja: 19 Wrz 2012Posty: 484Loty: 183Kilometry: 372 827 niebieski Osoby będące w Tallinnie, które chciałyby kupić tańszy alkohol, a nie wybierają się promem do Helsinek, mogą zrobić zakupy w Prisma Express przy Terminalu Tallinnk koło hotelu Portus. Ceny często nawet niższe niż na promie, zaopatrują się tam również Finowie. Oczywiście najekonomiczniej kupować wielosztuki. _________________ Góra Zibid Temat postu: Re: Tallin #32 Wysłany: 02 Paź 2014 22:29 Rejestracja: 02 Mar 2012Posty: 690Loty: 45Kilometry: 79 508 srebrny info z końca września 2014:Pudel ..... - dania po 9 € - jakościowo j wielkością takie sobie - zupa rybna (z łososia) - 3,90 € - bardzo smaczna - piwo Saku z nalewaka - 2,70 €/0,5 L - oszukane wodniste - piłem te same z butelki, poezja - pierożek ze śledziem - 1,60€ szt - dobry, wielkością nie zachwycaPodsumowując: Fajny klimat lokalu ,lecz 25 € za dwie osoby - drogo. Brak tańszych zestawów polecanych tu na forum. Kompresor - naleśniki po 4,90 € - duże, dają radę ale bez fajerwerków. Próbowaliśmy z pastą śledziową, z boczkiem i serem, z wędzonym łososiem i pomidorami i mozarellą. Ostatnich nie polecam - cydr FIZZ z nalewaka - polecam, bardzo dobry, orzeźwiający - trochę drogawo 3,20 €/0,5 L - zupa Solijanka - 3,00 € micha- świetna - znawcy tematu znają o co chodzi - herbata 1,50 €Podsumowując: Fajny bohemowski klimat - można się najeść. Naleśniki duże i bardzo duży wybór - jednak finezją nie powalają. Cenowo nie jest już tak tanio jak kiedyś ale chyba najlepsza jakość do ceny . Byliśmy tu dwa razy na obiedzieEAT - zupa warzywna (zupa dnia) - 1,20 € micha - słabiutka - zestaw filet z kurczaka z surówkami - 3,90 € - pierożki - 0,70 € /100 gr - samemu się nakłada do miseczki. Zamówiłem z mięsem oraz z ziemniakami - pożywne. Ciasto troszkę przy twardawe - pewnie robione z dużym wyprzedzeniem - uwielbiam tego typu rzeczy, to ogólnie oceniam na plusPodsumowując: Najtańsza opcja - 10 € za dwie osoby. Jednak klimat czystość, jakość potraw i estetyka nie zachęca. Drakon - zupa z łosia - 2€/micha - świetnaJedliśmy na zewnątrz więc lokalu nie oceniam - ale zajrzałem do środka ........klimat średniowiecza jest Pozdrawiam Góra noyle Temat postu: Re: Tallin #33 Wysłany: 04 Paź 2014 20:34 Rejestracja: 20 Paź 2012Posty: 287Loty: 85Kilometry: 236 428 niebieski Jeżeli chodzi o jedzenie polecam "rosyjską" knajpę LIDO BISTRO w centrum handlowym Solaris w centrum w barze na dworcu autobusowym maja bardzo dobre jedzenie, solijanka była fantastyczna. Góra JarekGdynia Temat postu: Re: Tallin #34 Wysłany: 06 Mar 2015 22:08 Rejestracja: 19 Sie 2014Posty: 1629Zbanowany gruda napisał(a):Od siebie polecam pub sportowy NIMETA, czyli pub bez nazwy Chcieliśmy zajrzeć, ceny na zewnątrz bardzo zachęcające. Niestety obecnie jest remont i lokal chwilowo nieczynny, szkoda. Jak kilka osób już pisało zdecydowanie trzeba zajrzeć do III Draakon na zupę z łosia (2euro). Świetny klimat. Bardzo oryginalne miejsce, cenowo również na plus. Góra Anonim3 Temat postu: Re: Tallin #35 Wysłany: 11 Mar 2015 03:41 Rejestracja: 26 Sie 2014Posty: 1498 Butterfly Lounge - Vana-Viru 13 - w godz. 12-15 dwa dania lunchowe (sałatka albo coś na ciepło) za 5 EUR. W lecie - przyjemny ogródek. Góra Wirecki1 Temat postu: Re: Tallin #36 Wysłany: 06 Cze 2015 13:19 Rejestracja: 18 Wrz 2013Posty: 328 Zupa z łosia w dalszym ciągu 2 EUR, kiełbaski 3 EUR, kiszone ogórki gratis w III Draakon, ... również Soljankę i śledzie w St. Patrick`s, zwłaszcza w porze obiadowej, kiedy w ofercie specjalnej dania te byłby tańsze (zupa 1,9 vs. 3,5 normalnie). ... dobre jedzenie, choć nieco droższe i rewelacyjna obsługa w PEGASUS ... Kohvik Must Puudel - dobre ceny (piwo 2,5 eur), smaczne desery i przystawki (to próbowaliśmy). Tłoczno, to chyba popularny lokal. _________________ Góra Misiatek Temat postu: Re: Tallin #37 Wysłany: 16 Cze 2015 12:30 Rejestracja: 09 Mar 2014Posty: 3217 złoty A co lokalnego warto tam zjeść, oprócz sławnej zupy z łosia? Góra zoskakaktus Temat postu: Re: Tallin #38 Wysłany: 28 Lip 2015 14:03 Rejestracja: 27 Lip 2015Posty: 17 W Tallinnie koniecznie trzeba wstąpić do Olde Hansa u podnóża Ratusza - bez trudu zorientujecie się, gdzie jest wejście. Będą się tam kłębiły tłumy turystów w długiej kolejce, by spróbować zupy nalewanej prosto z kotła do glinianej miski Nie ma tu oświetlenia, a wnętrze rozświetlają jedynie świece - warto tam chociaż zajrzeć, by poczuć klimat prawdziwego deser wybierzcie się do Maiasmokk Cafe - najstarszej kawiarni w mieście. Uwagę zwraca wyjątkowa karuzela skonstruowana z filiżanek i łyżeczek do herbaty. Gorąca czekolada smakuje tu lepiej, niż gdziekolwiek indziej I jeszcze ważna informacja dla tych, którzy wybierają się do Estonii po raz pierwszy (tyczy się to również Litwy i Łotwy): od godz. 22:00 do godz. 10:00 nie można kupić w sklepie niczego co zawiera procenty. Zasada ta nie tyczy się barów, restauracji i innych praktycznych informacji dotyczących nocowania, jedzenia i zwiedzania zamieściliśmy w naszej relacji z podróży po krajach Bałtów: ... a-estonia/ Góra sobo Temat postu: Re: Tallin #39 Wysłany: 30 Lip 2015 09:10 Rejestracja: 14 Maj 2013Posty: 2342 srebrny zoskakaktus napisał(a):Koniecznie zajrzyjcie do Olde Hansa. Karczma znajduje się w budynku Ratusza (wejście z boku)W budynku ratusza, o ile pamiętam znajduje się Draakon III ( _________________ Góra monus Temat postu: Re: Tallin #40 Wysłany: 30 Lip 2015 09:36 Rejestracja: 07 Sie 2013Posty: 417Loty: 177Kilometry: 387 374 niebieski Dokładnie, w budynku ratusza znajduje się Draakon III, Olde Hansa jest oddalona od ratusza o jakieś 40 m. _________________ Góra
Gdzie tanio zjeść w Tallinie? Polecane restauracje i kawiarnie. W poszukiwaniu zróżnicowanych smaków, warto zajrzeć do hali targowej Balti Jaama Turg, która znajduje się w dzielnicy Telliskivi, tuż obok dworca kolejowego w Tallinie. We wnętrzu hali targowej działa kilkanaście knajpek, stoiska ze świeżymi owocami i warzywami i
Podróż z Wilna do Tallina mija szybko i przyjemnie. Przez większą część jazdy śpimy, budząc się tylko na chwilę podczas krótkiego postoju w Rydze. Do estońskiej stolicy docieramy ok. 7:30. Z uwagi na położenie Tallina (prawie na 60 stopniu szerokości geograficznej północnej) dopiero zaczyna świtać. Jest zimno, zatem postanawiamy zjeść śniadanie w dworcowej poczekalni. Gdybym chciał porównać oba dworce: wileński i talliński, to ocena tego pierwszego byłaby zdecydowanie gorsza. Po pierwsze: w Wilnie jest o wiele chłodniej, co wynika z niedogrzania budynku bądź kiepskiej izolacji termicznej. Po drugie: jest o wiele więcej pijaków i bezdomnych. Po trzecie: wizualnie talliński dworzec prezentuje się lepiej niż wileński. Oczekiwanie na przyjazd autokaru w tym miejscu to czysta przyjemność! Zjadamy śniadanie i wyruszamy na miasto. Swe pierwsze kroki kierujemy w stronę naszego hostelu, w którym spędzimy dwie noce. To Old Town Munkenhof Guesthouse. Jest co prawda oddalony od dworca autobusowego o kilka kilometrów, ale jego wielką zaletą jest bliskość centrum, a właściwie położenie w ścisłym centrum Starego Miasta (zaledwie 150 m od Placu Ratuszowego), a także stosunkowo niska cena noclegu (jak na lokalizację) – od €25 za pokój. Więcej o hostelu, który ma także niestety swoje wady, opowiem potem. Po prawie godzinnym spacerze po Tallinie w końcu docieramy do celu. Nie musimy nawet otwierać mapy. Tallin, jak i cała Estonia, szczyci się tym, że miejsc, w których można korzystać z Wi-Fi jest bez liku, zatem osoby przyzwyczajone do korzystania z internetu „na ulicy” będą zachwycone. Dzięki temu i my docieramy do miejsca noclegowego jak po sznurku. Ze względu na to, że zakwaterowanie jest możliwe dopiero od godzin popołudniowych, zostawiamy nasze wielkie plecaki i meldujemy się „na zaś”. Nie ma na co czekać. Czas wyruszyć na zwiedzanie! No właśnie… zwiedzanie w deszczu. To nas chyba dzisiaj czeka. W momencie, gdy przyjeżdżaliśmy do Tallina, było pochmurno, ale jeszcze nie padało. W miarę zbliżania się do hostelu kropel deszczu przybywało z każdą chwilą. Teraz pada na całego. Może nie leje rzęsiście, ale wystarczająco, aby uprzykrzyć spacer. My się jednak wody nie boimy i ruszamy czym prędzej przed siebie! Ale… zanim opowiem Wam co zwiedzamy, na początek parę zdań o estońskiej stolicy. Chcąc opowiedzieć całą historię Tallina, można by napisać książkę. Na przestrzeni wieków miastem władali Duńczycy, Kawalerowie Mieczowi, Szwedzi, Rosjanie… . W historii był nawet okres, że i Polacy (krótko, bo krótko, ale jednak sprawowali pieczę nad miastem). Tak samo jak włodarze grodu zmieniały się i jego nazwy. Dzisiejszy Tallin to dawna Lindanisa, Rewal, czy Rewel. Początki estońskiego ruchu narodowego, który „obudził” w mieszkańcach tego malutkiego kraju świadomość narodową, sięgają dopiero XIX w. Niepodległa Estonia to już XX w. Jako ciekawostkę można przywołać fakt, że pierwsza proklamacja niepodległości została ogłoszona 24 lutego 1918 r., a więc niecałe 9 miesięcy przed Polską, natomiast kolejna (po upadku Związku Radzieckiego) 20 sierpnia 1991 r. (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Ważną postacią dla Estończyków jest Kalevipoeg – mityczny osiłek, który ukształtował krajobraz dzisiejszej Estonii. Jeśli wierzyć legendzie, był on także budowniczym obecnego Tallina. No dobrze, ale skąd w ogóle wzięła się ta postać? Otóż Kalevipoeg to bohater estońskiego eposu narodowego o tym samym tytule. Jego autorem jest Friedrich Reinhold Kreutzwald – z wykształcenia lekarz. Dzieło, poza niewątpliwym wkładem w historię sztuki i literatury Estonii, stało się inspiracją do odrodzenia narodowego (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Zostawmy legendy, wróćmy do rzeczywistości. W 1997 r. tallińska starówka została wpisana na międzynarodową listę UNESCO, a w 2011 r. Tallin pełnił funkcję europejskiej stolicy kultury. Dziś miasto liczy ponad 400 tys. mieszkańców i posiada jedną z „najbardziej inteligentnych społeczności” świata. Po tym bardzo krótkim wstępie, można przystąpić do zwiedzania. Zapraszam na spacer po Tallinie! Z góry chciałbym Was przeprosić za jakość niektórych zdjęć, ale podczas wyjazdu mój aparat odmówił posłuszeństwa i musiałem posiłkować się telefonem komórkowym. To tyle tytułem dygresji 🙂 . Plac Ratuszowy w Tallinie Kierujemy się w stronę Placu Ratuszowego ulicą Vene. Jest klimat. To co od razu zwraca naszą uwagę, to brukowana nawierzchnia. Dla mnie, jako geologa, jest to wyznacznikiem autentyczności miasta. I nie chodzi mi tutaj o bruk podobny do tego z krakowskiego rynku (sprowadzony z Turcji, a który już się rozleciał), lecz taki z lokalnych materiałów (w tym przypadku ze skał przywleczonych przez lodowiec – głównie granitoidów). Raz, że pięknie wygląda, a dwa – wprowadza w dobry nastrój. W sezonie letnim uliczki tallińskiego Starego Miasta pełne są rozstawionych kawiarnianych stolików i krzeseł. W zimie jest tu pusto, zupełnie inaczej. Przyjeżdżając do estońskiej stolicy poza sezonem, musicie być także przygotowani na to, że nie zwiedzicie wielu atrakcji, gdyż duża część z nich jest zamykana na zimę. Coś za coś: mniej turystów, ale i mniej do zobaczenia. Wracając do naszego spaceru… . Po kilku minutach dochodzimy do Placu Ratuszowego – jednego z piękniejszych miejsc w mieście. O godzinie rano w deszczowy, niedzielny poranek, jest tutaj cicho i spokojnie. Swoją obecną nazwę Plac Ratuszowy zyskał niedawno, bo w 1923 r. Wcześniej zwano go rynkiem, bądź placem rynkowym. Nie wiem, czy Estończycy obraziliby się na to, gdyby ktoś nazwał go po staremu, ale wiem, że np. Krakusi mogliby poczuć się zniesmaczeni, gdyby ktoś Rynek Główny nazwał Starówką. To taki żartobliwy przerywnik 😉 . Talliński Plac Ratuszowy pełnił funkcję serca miasta. Odbywały się tu jarmarki, występy artystyczne, sądy i inna wszelkiego rodzaju działalność. Do dziś na placu wśród kostki brukowej można zobaczyć płaskie kamienne koło, będące pozostałością po średniowiecznym pręgierzu. W miejscu tym wymierzano karę winowajcom i stąd wyprowadzano poza mury miejskie skazanych na karę śmierci. Tylko raz wykonano egzekucję na Placu Ratuszowym. Spotkało to pewnego duchownego, który zabił służącą w karczmie za to, że… przygotowała mu niesmaczny posiłek. Miejsce wykonania wyroku znaczy dziś litera L, wyryta na kamiennym bruku placu (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). W okresie bożonarodzeniowym talliński Plac Ratuszowy wypełnia się straganami, na których można dostać wszystko to, co gdzie indziej w tym okresie. Można się również napić wyśmienicie przyprawionego grzańca. Na placu stoi choinka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że najprawdopodobniej Tallin był pierwszym europejskim miastem, który rozpoczął tradycję ubierania żywego bożonarodzeniowego drzewka. Stało się to już w 1441 r.! Jak bardzo estońska stolica wyprzedziła w tym aspekcie Europę Zachodnią niech świadczy fakt, że np. w Berlinie drzewko pojawiło się w 1780 r., a w Paryżu w 1865 r., że o Polsce nie wspomnę (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Podziwiamy Plac Ratuszowy, chowając się przed deszczem w podcieniach najważniejszej budowli, która się na nim znajduje – a jakże – ratusza! Nie sposób pomylić go z żadnym innym budynkiem w mieście. Jego charakterystyczna sylwetka jest jednym z symboli Tallina. Może i nie byłem w wielu miastach Europy, ale osobiście uważam go za jeden z najładniejszych ratuszy na kontynencie. Ratusz w Tallinie Początki tallińskiego magistratu sięgają XIV w. Jest to jedyna zachowana do dzisiaj gotycka siedziba rady miejskiej w Europie Północnej. Na przestrzeni wieków wygląd budowli ulegał znacznym zmianom. Od 1530 r. na ratuszowej wieży stoi wiatrowskaz w postaci figury miejskiego strażnika. Mieszkańcy nazwali go Vana Toomas (Stary Tomasz). Z biegiem lat stał się on jednym z symboli Tallina i bohaterem legend. Z kolei w 1672 r. ratusz ozdobiono rzygaczami w kształcie smoczych głów (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Jeśli chcecie zwiedzić talliński ratusz poza sezonem (od września do czerwca) musicie liczyć się z tym, że w celu wejścia do środka należy wcześniej zarezerwować wizytę telefonicznie bądź mailowo (raekoda@ Tak czy siak w okresie zimowym nie wejdziemy niestety na wieżę ratuszową i nie będziemy mogli podziwiać pięknych widoków na tallińską Starówkę z wysokości. Pozostaje obejść się smakiem. Nie jesteśmy smutni, gdyż o fakcie zamknięcia wieży wiedzieliśmy już wcześniej. Zastanawialiśmy się tylko, czy zamówić spacer po magistracie. Stwierdziliśmy jednak, że w mieście są ciekawsze miejsca do odkrywania i odpuściliśmy. Tym bardziej, że cena €5 za wstęp do najniższych nie należy. Zainteresowanych wnętrzami średniowiecznych ratuszy zachęcam jednak do zwiedzania. W tym momencie pozwolę sobie na krótką dygresję. Jeśli chcecie cieszyć się tallińskimi zabytkami w nieskrępowany sposób, mieć darmową komunikację miejską (od kilku lat mieszkańcy Tallina nie płacą za korzystanie z transportu publicznego) i zaoszczędzić pieniądze, weźcie pod rozwagę zakup karty Tallin Card. Na tej stronie internetowej możemy dodać interesujące nas miejsca do listy zwiedzania i sprawdzić, czy opłaca nam się ją kupować czy nie. Do wyboru mamy karty 24 h, 48 h i 72 h. Sądzę, że szczególnie w sezonie letnim, gdy dzień jest bardzo długi i więcej obiektów w Tallinie udostępnia się turystom, jej zakup będzie opłacalny. W zimie wg mnie nie ma takiej potrzeby. Deszcz nie ustaje, ale przecież nie przejechaliśmy tyle kilometrów, aby siedzieć w hostelu i patrzeć bez sensu w okno. Idziemy dalej – na wschód! Przechodzimy obok jednej z najciekawszych, a zarazem najdroższych restauracji w centrum miasta – Olde Hansa – w pobliżu której znajduje się budynek polskiej ambasady (z przepięknymi drewnianymi drzwiami – jednymi z najstarszych zachowanych w Tallinie). Ulicą Viru stopniowo oddalamy się od głównego placu miasta. Nie przesadzę, jeśli napiszę, że ulica Viru należy do głównych deptaków Tallina. Prawie zawsze pełno tu turystów, więc osobom chcącym „zgubić się” w miejskich zakamarkach polecam boczne uliczki. Jeśli chcielibyście nabyć oryginalną pocztówkę z widokiem miasta, a nawet ją wysłać, zrobicie to właśnie tutaj. Idąc od Placu Ratuszowego, pocztę odnajdziecie po prawej stronie. Niedługo za nią znajduje się jedna z byłych głównych bram wejściowych do miasta – brama Viru. Jej historia sięga XIV stulecia. Mimo że do naszych czasów nie przetrwała w całości, to i tak, jak na swój wiek, prezentuje się nadzwyczaj okazale. W lecie tonie w zieleni, co sprawia, że wygląda wtedy jeszcze piękniej (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Brama Viru jest niejako granicą między starym Tallinem, a nowoczesną częścią miasta. Gdy ją przekroczymy, naszym oczom ukaże się nowoczesna stolica jednego z najbardziej zinformatyzowanych krajów Europy. Połączenie tradycji z nowoczesnością oraz natury z cywilizacją to coś, co w Estonii fascynuje. Dla nas, Polaków, ten mały kraj powinien być wzorem do naśladowania. Estończycy potrafią – dlaczego i my nie mielibyśmy umieć? No i znowu nie obyło się bez dygresji… 🙂 . Wybrzeże Morza Bałtyckiego, Tallin Po przekroczeniu bramy Viru przecinamy ruchliwe skrzyżowanie i w dalszym ciągu kierujemy się na wschód ulicą Narva maantee. Przed nami około dwuipółkilometrowy spacer wzdłuż alei, przy której rozrosła się nowoczesna architektura i centra handlowe. Po półgodzinnym spacerze w deszczu docieramy do wybrzeża Morza Bałtyckiego, a konkretnie – Zatoki Fińskiej. Listopadowy Bałtyk to coś zupełnie innego niż wakacyjne morze. Granitowe głazy ułożone na brzegu przypominają o sile lodowca, który napierał z północy, niszczył swoje podłoże i transportował wielkie eratyki na odległości kilkuset, a być może nawet tysięcy km. Wdychamy morskie powietrze. Jest cudownie. Przed chwilę spacerujemy wzdłuż wybrzeża. Jest to możliwe dzięki nadmorskiej alejce prowadzącej tuż przy linii brzegowej. Gdy napatrzyliśmy się na Bałtyk już wystarczająco, skręcamy na południe ku widocznemu z dala pomnikowi Rusałki. Pomnik Rusałki, Tallin Statua została postawiona na pamiątkę katastrofy carskiego pancernika „Rusałka”, który 7 września 1893 r. zatonął w czasie sztormu na Morzu Bałtyckim. Była to jedna z największych tragedii morskich na Bałtyku. Zginęli wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie: 12 oficerów oraz 165 marynarzy i podoficerów. Pomnik odsłonięto w 9 rocznicę tragedii. Przedstawia anioła stojącego na cokole i unoszącego krzyż, wskazując zarazem miejsce, gdzie wydarzyła się katastrofa. Na monumencie oraz otaczających go słupkach umieszczono nazwiska ofiar (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Aleja w pobliżu Kadriorgu, Tallin Spod pomnika udajemy się w kierunku jednego z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Tallina – parku Kadriorg. Piękna zielona alejka prowadzi nas bezpośrednio przed najważniejszy budynek kompleksu – pałac Kadriorg. Pałac Kadriorg, Tallin Jego historia jest nieodłącznie związana z osobą cara Piotra I Wielkiego, który polecił, aby właśnie w tym miejscu wybudować swoją letnią rezydencję (wmurował nawet osobiście trzy cegły, które do dziś można podziwiać na północno-wschodnim rogu pałacu). Niestety sam nie dożył końca budowy, ale budynek wraz otaczającym go parkiem został nazwany na cześć jego żony „Kadriorg” (od Doliny Katarzyny). Dziś mieści się w nim Estońskie Muzeum Sztuki. Muzeów do zwiedzania jest tu zresztą co niemiara. Prócz wspomnianej wyżej placówki, w najbliższej okolicy możemy odwiedzić Dom – Muzeum Piotra I, czyli miejsce, w którym car spędzał swój czas podczas pobytu w ówczesnym Rewlu. Miłośników malarstwa może zainteresować Muzeum Johannesa Mikkela, a wielbicieli literatury Muzeum Eduarda Vilde i Tammsaare. Do najciekawszych muzeów sztuki w tej części Europy należy Kumu. Jak widzicie, park Kadriorg dla miłośników sztuki może stać się miejscem, w którym spędzą cały dzień, bo naprawdę jest tu co zwiedzać. Oczywiście jeśli taka tematyka nas interesuje. My mamy inne priorytety. Poprzestajemy na spacerze po parku. Tuż przy pałacu Kadriorg mijamy budynek Kancelarii Prezydenta Republiki Estonii. Idziemy dalej. Park Kadriorg, Tallin Spacerując wśród zieleni, natrafiamy na całkiem spore jezioro z wysepką, na której znajduje się niewielka altanka. To Łabędzi Staw liczący już sobie prawie 300 lat! Co prawda w kolorach wiosny, lata i jesieni park Kadriorg z pewnością prezentuje się piękniej, ale nie żałujemy naszego spaceru. Po wizycie na tallińskim Starym Mieście chcieliśmy poznać inne oblicze Tallina: ciche i spokojne. Czy nam się udało? Z pewnością tak! Estońska stolica ogólnie jest miastem, które nie przytłacza, ale mimo wszystko warto zajrzeć do dzielnicy Kadriorg, pospacerować parkowymi alejkami, przejść się wzdłuż brzegu morza… . Ale… czas powrócić na tallińską starówkę. Zatem – w drogę! Wędrówka po Kadriorgu tak nas wciągnęła, że… gubimy się. Co prawda pisałem, że WiFi w Tallinie jest prawie w każdym miejscu, ale akurat trafiamy na punkt, w którym go nie ma, zatem nie pozostaje nam nic innego, jak zapytać o drogę przypadkowych przechodniów. Język rosyjski się przydaje. W Tallinie dogadamy się w nim równie łatwo jak po angielsku. Rosjanie stanowią ponad 1/3 mieszkańców estońskiej stolicy, zatem jest to zrozumiałe. Dojście do centrum zajmuje nam ponownie około pół godziny. Po raz kolejny przechodzimy przez bramę Viru, a kilka minut później lądujemy na Placu Ratuszowym. Zgłodnieliśmy, więc rozglądamy się za tanią i dobrą restauracją. No właśnie… tania i dobra restauracja… . Czegoś takiego na Starym Mieście w Tallinie nie doświadczycie. Mało tego! Nie dość, że na pewno nie będzie tanio, to jeszcze nie ma gwarancji, że będzie smacznie. Jeżeli ceny najtańszej zupy wahają się w przedziale €5 – €9, to o czym my mówimy… . Zatem… nie będę Wam polecał żadnej knajpy w centrum. Zakładam, że nie chcecie drenować swoich portfeli, a jeśli koniecznie chcecie coś zjeść na Starówce, to skorzystacie z porad choćby Tripadvisora. Póki co nie stać nas na wydanie €6 na zwykłą zupę, którą sobie nawet nie pojemy. Gdzie zatem zjeść? Z pomocą przychodzi – a jakże – tallińskie WiFi i Tripadvisor, czyli nieodłączna para naszego pobytu w mieście. Natrafiamy na znajdującą się nieopodal Starego Miasta (dosłownie 10 minut drogi od Placu Ratuszowego) samoobsługową restaurację Lido. Za dwudaniowy obiad (solanka, pierogi z jagodami, 0,5 l kwasu chlebowego) płacimy ok. €7 – 8. Jeśli weźmiemy pod uwagę polskie ceny, możemy pomyśleć: drogo! Ale gdy zorientujemy się w cenach w Tallinie, stwierdzimy, że tak tanio i smacznie jak tutaj nie zjemy nigdzie indziej! Po posiłku postanawiamy odpocząć po trudach dwudniowej podróży i chwilkę się zdrzemnąć. Dwie noce pod rząd w autobusie zrobiły swoje. Organizm domaga się odpoczynku. W hostelu dopełniamy wszelkich formalności i urządzamy sobie popołudniową sjestę. Budzimy się około 3 godziny później. Mamy wystarczająco dużo energii, aby ruszyć na miasto jeszcze raz. Nie mamy zamiaru zwiedzać. Chcemy po prostu powłóczyć się po uliczkach starego Tallina. Ratusz w Tallinie W pobliskim sklepie robimy zakupy. Uwaga! W Estonii alkohol można kupić maksymalnie do godziny 22. Potem staje się to niemożliwe. Warto o tym pamiętać, jeśli chcemy zaoszczędzić i napić się czegoś we własnym gronie np. w hostelu, a nie w jednym z pubów, gdzie piwo kosztuje ponad €2. Mijamy Plac Ratuszowy, a następnie pniemy się w górę ku zamkowemu wzgórzu Toompea (opiszę je w kolejnych tekstach). Wieczorny Tallin urzeka swym pięknem. Jest zimno. Czuć chłodny powiew północy. Na szczęście pogoda lituje się nad nami – przestaje padać. Ulice powoli pustoszeją. Wstępujemy na mały dzban grzanego wina do ratuszowej piwnicy. Tallin kładzie się spać. Kładziemy się także i my. Jutro odkryjemy miasto na nowo. Galeria zdjęć z Wilna i Tallina do obejrzenia tutaj. Galeria zdjęć z poprzedniego wypadu do Tallina do obejrzenia tutaj.
Ryga na weekend – przewodnik dla każdego. 3 października 2017 Łotwa. Ryga to stolica Łotwy i cel wycieczek weekendowych wielu Polaków. Na temat miasta możecie przeczytać najróżniejsze opinie. Ryga od wielu lat widniała na liście moich marzeń podróżniczych i dopiero we wrześniu 2017 roku mogłem odwiedzić to miasto.
Tallin to nasz przystanek w drodze do domu z Moskwy, przez Petersburg. Nasza wizyta przypadła na początek lutego i okropne mrozy. Przez cały nasz pobyt temperatura oscylowała w granicach -25 do -30 stopni, do tego silny wiatr. Z racji na fakt, że za nami już kilka bardzo mroźnych dni spędzonych w Petersburgu, to mróz w Tallinie dawał nam nieco w kość, ale nie zmienia to faktu, że estońska stolica bardzo się nam spodobała. Tallin potrafi zachwycić nawet gdy pogoda nie jest – jak dojechać?Drogę z Petersburga do Tallina pokonaliśmy autobusem rejsowym firmy Ecolines. Do tej pory wszystkie nasze doświadczenia z Ecolines były całkiem pozytywne. Jednak ta podróż wyjątkowo zapadła nam w pamięć. Mróz na dworze, a w autokarze przez całą drogę nie działało ogrzewanie! Droga krótka nie była, bo jednak przejechanie ok 380 km + czas spędzony na granicy chwilę zajmuje. Miałam wrażenie, że dość szybko wyglądem zaczęłam przypominać gigantyczny sopel lodu!Jeśli wybierzecie się do Tallina z Polski to bez większego problemu można znaleźć dogodne połączenia autobusowe. W celu znalezienia połączenia warto sprawdzić strony Eurolines, Ecolines, Luxexpress i Sindbad. Jeśli macie więcej czasu to warto pomyśleć o bilecie z przesiadką w Wilnie lub dworzec autobusowy znajduje się przy ul. Lastekodu 46. Z łatwością można dojść pieszo do centrum w ok 15-20 minut. Można także podjechać tramwajem (przystanek Viru). Jeśli jesteście w Tallinie tylko przejazdem, to na dworcu można skorzystać ze skrytek – co zobaczyć?Pierwsze kilka kroków po mieście i już wiedziałam, że Tallin potrafi zachwycić. Tutaj ma się wrażenie jakby średniowiecze, współistniało z nowoczesnością. Tallin to miasto, które posiada wiele intrygujących zabytków, niektóre z nich wyróżniają się wyjątkową historią i nie można ich znaleźć nigdzie indziej na świecie. Jeśli więc Twój pobyt w Tallinie jest ograniczony czasowo lub szukasz czegoś naprawdę wyjątkowego, to w tym wpisie znajdziesz miejsca godne polecenia. Tallin CardJeśli planujecie pobyt w Tallinie trwający minimum 24 h warto rozważyć zakup karty turysty Tallin Card. Wykupienie karty kalkuluje się, gdy mamy w planach odwiedziny w muzeach i korzystanie z transportu publicznego. Wszystkie niezbędne informacje o karcie znajdziecie na stronie starego miastaAtrakcją numer jeden w Tallinie jest niewątpliwie Stare Miasto, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Warto poświęć trochę czasu na spacer wąskimi, brukowanymi uliczkami, by podziwiać wielowiekową architekturę. Warto zaglądać do ukrytych dziedzińców i przejść – w wielu takich miejscach można znaleźć klimatyczne kawiarnie, piękne sklepy lub niezwykłe ogrody. By poczuć klimat średniowiecznej starówki trzeba przejść ją RaruszowyPlac Ratuszowy, podobnie jak w średniowieczu, jest sercem Starego Miasta. Dawniej służył jako targowisko, dziś jest miejscem na którym odbywają się różne miejskie wydarzenia np jarmark bożonarodzeniowy. Nazwa placu pochodzi od budynku gotyckiego ratusza. Latem zwiedzający mogą wspiąć się na 34-metrową wieżę ratusza, z której rozpościera się widok na Stare metrów od Placu Ratuszowego znajduje się Maiasmokk, czyli najstarsza kawiarnia w Estonii i od 1864 roku popularne miejsce spotkań miłośników Miasta TallinaJednym z pierwszych miejsc, jakie odwiedziliśmy w estońskiej stolicy było Muzeum miasta, które warto odwiedzić, choćby ze względu na z fakt, że znajduje się w nim makieta miasta. Muzeum działa w XIV-wiecznym średniowiecznym domu kupieckim i przybliża historię i rozwój telewizyjnaUkończona w 1980 r. 314-metrowa wieża telewizyjna w Tallinie jest najwyższym budynkiem w Estonii. Z góry można podziwiać panoramę miasta. Jeśli planujecie wizytę na wieży telewizyjnej warto sprawdzić prognozę pogody. Najlepsze widoki będą w bezchmurny, pogodny ToompeaWarto się tu wybrać, bowiem na szczycie wzgórza znajduje się kilka punktów widokowych, z których można zobaczyć miasto i jego botanicznyBędąc w Tallinie w okresie kiepskiej pogody warto swoje kroki skierować w stronę Ogrodu Botanicznego. Na ponad 120 hektarach znajduje się 8500 roślin. Latem ogród jest idealnym miejscem na rodzinny spacer, z kolei zima warto skierować swoje kroki do tutejszych szklarni. Dla zwiedzających przygotowano audioprzewodniki, dzięki którym można dowiedzieć się wielu ciekawostek o tutejszych Najstarsze tallińskie osiedle, byłe więzienie oraz mieszkanka sowieckiej architektury z drewnianymi romantycznymi domkami. Dzielnica słynie z drewnianych domówLennusadam Sea HarbourSupernowoczesne muzeum morskie i wojskowe, które warto odwiedzić zarówno z dziećmi jak i bez 🙂 Znajduje się w dzielnicy Kalamaja. Ekspozycje opowiadają ekscytujące historie o morskiej i wojskowej historii Estonii. Centralnym punktem muzeum jest zbudowany w Wielkiej Brytanii okręt podwodny Lembit, ważący 600 ton. Zbudowany w 1936 roku dla estońskiej marynarki wojennej Lembit służył podczas II wojny światowej pod sowiecką banderą. Pozostał w służbie przez 75 lat i był najstarszym okrętem podwodnym na świecie, który nadal był w użyciu, dopóki nie został wyciągnięty na brzeg w 2011 jeszcze zobaczyć będąc w Tallinie?Jeśli lubicie marcepan to skierujcie swoje kroki do Muzeum Marcepanu „Kalev”.Targ Balti Jaama – miejsce, gdzie można kupić praktycznie wszystko do jedzenia co przyjdzie Wam do głowy..Ciekawostki o TallinieTransport publiczny jest całkowicie bezpłatny dla mieszkańców 30% całkowitej powierzchni estońskiej stolicy zajmują parki. Najbardziej znanym z nich jest Kadriorg jest jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Starym Miastem znajduje się labirynt XVII-wiecznych tuneli. W czasie II wojny światowej były one wykorzystywane jako schrony – gdzie zjeść?Kompresor, ulica Rataskaevu 3, gdzie można za rozsądną cenę zjeść dużego smacznego naleśnika i napić się grzanego cafe (strona internetowa o tu), gdzie moim faworytem stała się kremowa zupa o EstoniiEstonia szczyci się darmowym dostępem do internetu (w autobusach, pociągach itp). Z tego co wyczytałam posłowie mogą brać udział w posiedzeniach parlamentu z najdalszych zakątków świata 😉To Estończycy wymyślili Estonia jest krajem, który ma najwięcej kraterów po uderzeniach meteorytów (na jednostkę powierzchni) na innych charakterystycznych rzeczy dla Estonii warto wspomnieć Cider. Można go kupić w wersji alkoholowej i bezalkoholowej. Znany i chętnie przywożony przez turystów jest likier Vana Strona wykorzystuje pliki cookies. W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących
\n gdzie zjeść w tallinie
Tallinn jest jedną z najtańszych stolic Europy, ale kiedy nie sprawdzisz cen przed przyjazdem i odwiedzisz najbardziej turystyczne miejsca na Starym Mieście, może się wydawać, że jest to nawet drogie miejsce. Ale nie martw się, na Starym Mieście w Tallinie jest wiele rzeczy do zrobienia, bez rozbijania banku. Oto jak go zbadać w ramach budżetu.
Kiedy w Polsce pięć miast rywalizuje o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, u tegorocznego zwycięzcy trwa prawdziwa uczta kulturalna. Stolica nie tak odległej geograficznie, ale i trochę tajemniczej Estonii wabi turystów licznymi propozycjami. Podpowiadamy co, gdzie i kiedy szczególnie warte jest naszej uwagi w Tallinie. Przy wyborze miast na Europejską Stolicę Kultury bierze się pod uwagę dwa główne kryteria: „europejski” wymiar miasta oraz jego stosunki z mieszkańcami. I dlatego tak istotne jest, że pomimo trwającej przez setki lat przynależności najpierw do Rosji, potem do ZSRR, Tallinn pozostał przede wszystkim miastem skandynawskim. Dziś stara się prezentować jak najbardziej europejskie oblicze, wykorzystując przysługujący mu zaszczytny wybrzeża„W 2011, najlepsze historie Europy opowiedziane będą w Tallinie!” Tak brzmi hasło przyświecające kulturalnym wydarzeniom w estońskiej stolicy. Na ten rok zaplanowano największe w historii Estonii przedsięwzięcie, polegające na opowiadaniu o wszystkim, co wywodzi się z inspiracji morzem, językiem estońskim oraz Estończykami, a przede wszystkim Tallinem. Nieważne, czy opowiadanie to splecione zostanie ze słów, namalowane, wyśpiewane czy odegrane na scenie. Bez znaczenia, czy będzie długie, czy krótkie, nowoczesne czy zainspirowane tym, co pierwotne – najważniejsze, żeby było prawdziwie co w tym roku dzieje się w Tallinie jest więc opowieścią o historii Estończyków. O ich przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, tradycyjnej kulturze i zachodzących w niej zmianach. Festiwale muzyczne, wydarzenia z zakresu sztuk wizualnych, literatury, folkloru, ale i najnowszych zjawisk życia społecznego według pomysłodawców stanowią jedno wielkie opowiadanie o mieszkańcach kraju nad Morzem większe wydarzenia kulturalne przyporządkowane zostały do trzech wyodrębnionych z opowiadania tematów: historie wspólnego śpiewania, historie z życia dawnego miasta, historie marzeń i niespodzianek. W Tallinie codziennie odbywa się coś, co stanowić może cząstkę tego wielogłosu, który wciąż opowiada i opowiada o przeczytać: Tallinn w środku wakacji: nocleg + przelot za 500 złEstończycy na rowery!Fundacja Tallinn 2011, wraz z innymi organizacjami bierze udział w projekcie Eesti Rattarikkaks! (co można przetłumaczyć jako Estonia Rowerowa). Akcja propaguje dojazd do pracy na jednośladach, jako ekologicznych środkach transportu. Starania o równouprawnienie rowerów w przestrzeni miasta, poza wieloma zaletami tego środka komunikacji, ma nadać estońskiej stolicy prawdziwie europejski wygląd. Pomysłodawcy liczą przy tym, że w pewien sposób wpłynie to na styl życia jej zakończył się Talliński Tydzień Rowerowy, promujący kulturę cyklistów. W jego ramach odbył się Bicycle Film Festival, którego idea przywędrowała do Europy z Nowego Jorku. To tam przed dziesięcioma laty miała miejsce pierwsza edycja. Festiwal, na który każdy może zgłosić film niezależnie od formy, byle dotyczył kultury rowerowej, zadomowił się w wielu miastach Ameryki Północnej, jak również naszego Rowerowy, który odbył się w Tallinie po raz pierwszy, był dla cyklistów okazją do spotkania oraz promocji wszystkiego, co związane jest z ich pasją. Od sprzętu, przez sztukę, po własne przeczytać: Estonia – paleta kontrastówFolklor i urbanistykaTegoroczna Stolica Kultury nie stara się jednak budować swojego wizerunku wyłącznie z elementów zaczerpniętych ze współczesnej kultury Zachodu. Niedaleko od centrum Tallina, w Rocca al Mare, znajduje się skansen będący rekonstrukcją osiemnastowiecznej wioski rybackiej. W Noc Świętojańską otworzą się przed turystami tradycyjne obchody, związane z najkrótszą nocą w roku. Nawiązują one do pogańskich korzeni Estonii, składających się na magiczny folklor kraju znad Zatoki nad przeszłością dominuje teraźniejszość. Ważnym wydarzeniem tego lata w Tallinie będzie festiwal instalacji miejskich LIFT11. Rozpocznie się on 12. czerwca i potrwa do połowy września. Festiwal ten stanowi przedsięwzięcie nie do przecenienia. Składające się na niego prace będą cieszyć oko, odzwierciedlać praktyczny zmysł zagospodarowania przestrzeni oraz skłaniać do refleksji nad kierunkami rozwoju festiwalu ujrzymy także dziesięć prac z pogranicza sztuki i architektury. Rozmieszczone w przestrzeni miasta w rozmaitych formach będą wydobywały z otoczenia szereg zupełnie nowych znaczeń oraz modyfikowały miejski krajobraz z korzyścią dla Tallina. Jego mieszkańcy będą jednocześnie prowokowani do odkrywania na nowo miejsc, które stanowią stały element ich codzienności. Trzy spośród festiwalowych projektów związane są z zagospodarowaniem wybrzeża, które mogłoby stanowić ogromny atut estońskiej stolicy W odczuciu młodych artystów nie jest ono dostatecznie LIFT11 są przykładem dążenia do nowoczesności i rozwoju. To także dowód na to, że stolica Estonii wciąż jest na początku tej drogi – a to oznacza, że jeszcze długo będzie tutaj o czym szczegółowych informacji o wydarzeniach w tegorocznej Europejskiej Stolicy Kultury znajdziecie pod tymi adresami:
Pad Thai – bo nie spróbować Pad Thaia w Tajlandii, to nie być w Tajlandii. Polecam tego w Bangkoku. To smażony makaron ryżowy z dodatkiem kurczaka albo owoców morza, jajka, sosu z tamaryndowca, sosu rybnego i cukru palmowego. Przepyszny. Panang Curry – delikatniejsze curry, mało pikantne, z dodatkiem orzeszków ziemnych.
Tallin – gdzie jeść i pić? Najlepszy przewodnik. Gdzie jeść w Tallinie? Gdzie jeść to jedno z pierwszych i najbardziej podstawowych pytań, jakie każdy zadaje sobie przybywając do nowego, odwiedzanego po raz pierwszy miejsca. Czytaj też: Najlepsze kawiarnie w Tallinie Tallin – gdzie spać Tallin to turystyczna perełka północnej Europy Wiedzieliśmy, że czarodziejska aura tego miasta przyciąga jak magnes i uzależnia na dobre, ale wiedzieć to jedno, a doświadczyć tego na własnej skórze – to coś całkiem innego. To, co w Tallinie zaskakuje chyba najbardziej, to fakt, że rezerwacje w restauracjach trzeba robić ze sporym wyprzedzeniem, choć nie ma tu ani jednego gwiazdkowego lokalu. W niektórych udało nam się zjeść tylko dlatego, że zabukowaliśmy stolik na 6 tygodni przed wylotem, a i tak już wtedy okazało się na przykład, że niektóre terminy (piątkowe i sobotnie wieczory) są zarezerwowane na 3-4 miesiące do przodu. Warto mieć to na uwadze, planując harmonogram restauracyjnych wizyt. Grafik domknęliśmy dzięki temu, że spędziliśmy w Tallinie nieco ponad tydzień. Przy krótszych wizytach lepiej zaplanować lunche czy kolacje wcześniej – im mniej dni do wyboru, tym pole manewru skromniejsze. A po co skazywać się na jedzenie w przypadkowych miejscach, skoro Tallin ma tyle dobrego do zaoferowania? Druga rzecz, to malunki i podzięki na rachunkach. Małe, a cieszy 🙂 Dodatkowa uwaga: W prawie wszystkich restauracjach, które odwiedziliśmy, w menu bardzo czytelnie oznaczone były potrawy wegańskie oraz zawierające alergeny, w tym gluten. Poniżej lista sprawdzonych przez nas miejsc, które polecamy z czystym sumieniem: I. ViniRestoran Dominic Gdzie: Vene 10 Dominic to przede wszystkim winiarnia. I świetne miejsce dla miłośników alkoholi wszelakich. Lista win nie ma końca, a sam lokal zachęca do wejścia hasłem: The best wine list in Estonia. Coś w tym musi być. Samych porto mają tu przeszło 20 do wyboru, a poza tym calvados, pineau, pommeau, jerez, ratafia, madeira, sporo brandy i sherry… Karta dań jest dość krótka (8 starterów, 6 dań głównych, 5 deserów) i zawiera potrawy w stylu fusion, nawiązujące szczególnie do kuchni francuskiej i włoskiej (nie ma tu zbyt wielu nawiązań do estońskich smaków, nawet deska serów ogranicza się w Dominicu do Francji i Włoch). Karta win – wręcz przeciwnie, to właściwie książka! O tym, że wina są tu najważniejsze, świadczyć może też udział Francuzów w ogólnej liczbie gości – kiedy przyszliśmy na obiad, spora grupa zajmowała duży stół tuż przy wejściu. Chefem w Dominicu jest Allar Oeselg, sommelierem Imre Uussaar. Nasza wczesnopopołudniowa wizyta była spontaniczna – nie mieliśmy rezerwacji, a że dzień wcześniej przez majową śnieżycę LOT – zamiast do Tallina – dostarczył nas do Helsinek, i przepadła nam oczekiwana kolacja w Restoran MOON (na szczęście udało się to nadrobić kilka dni później), uznaliśmy, że niezależnie od zaplanowanej na wieczór kolacji trzeba jakoś zrekompensować sobie straty dnia poprzedniego i lotnicze przygody. A przede wszystkim zrelaksować się przy dobrym winie. Jedzenie w Dominicu jest proste, klasyczne, bardzo smaczne i ładnie podane. Zamówiliśmy: Maślane przegrzebki, krabowe risotto z orzeszkami piniowymi, brokuł – 18 EUR Przegrzebki idealne – miękkie, jędrne i soczyste, risotto delikatne i kremowe z lekko chrupkimi piniolami, kruchy blanszowany brokuł. Filet z kaczki, czarna porzeczka, rillettes z kaczki, migdałowy ziemniak i jarmuż – 16 EUR Delikatne mięso i kremowe rillettes, dobrze dobrane dodatki i przepyszny rozpływający się w ustach ziemniak migdałowy (to gatunek popularny w Skandynawii). Dlaczego nie mogę ich namierzyć w Warszawie, której ziemniaczane horyzonty kończą się na irdze i irysie? Do tego Aqua Panna (3 EUR), a jako aperitif Prosecco Montelvini Superiore DOCG (2 kieliszki – 10 EUR). Po nim apelacja Maury i Mas Amiel Maury Vintage (2 kieliszki – 16 EUR). Na deser porto (Maynard’s 10 Tawny – 2 kieliszki za 16 EUR) + americano (2 x 2,50 EUR). II. Rataskaevu 16 Nazwa lokalu to jednocześnie jego adres. To tutaj w połowie marca zarezerwowane były wszystkie piątkowe godziny wieczorne aż do końca czerwca. Lokal jest bardzo popularny, ponieważ serwuje proste, bardzo smaczne i ładnie podane jedzenie z dobrej jakości składników i w dobrych cenach. Sięga też do lokalnych tradycji kulinarnych, dzięki czemu można tu zjeść np. mięso z renifera czy łosia albo spróbować deski estońskich serów. Jedliśmy w Rataskaevu 16 dwukrotnie i za każdym razem mieliśmy okazję obserwować, jak od drzwi odbijają się kolejni goście, liczący na niezapowiedziane wejście z ulicy, bez rezerwacji. W ten sposób można ewentualnie próbować wbić się tu w godzinach lunchowych, ale wieczorem raczej nie ma na to szans. Koszt kolacji z butelką wina to wydatek rzędu 65-80 EUR, w zależności od ilości przystawek. Pełna recenzja Rataskaevu 16 pojawi się wkrótce, poniżej kilka z zamówionych dań: III. Vegan Restoran V Gdzie: Rataskaevu 12 (tuż przy opisanym wyżej Rataskaevu 16) Jak wskazuje nazwa, Vegan Restoran to restauracja w 100% wegańska. I to taka, która pozwala odzyskać wiarę w sens istnienia tego rodzaju lokali. Wegańskich jadłodajni nie brakuje, ale tych, które z przekonaniem i bez zgrzytu można nazwać restauracją jest niestety jak na lekarstwo. Na szczęście Vegan Restoran to kompletne przeciwieństwo ryskiej Raw Garden. Mają tu fajne, zmienne, pomysłowe menu i dania przygotowane z głową – pełne smaku, kreatywne i ładnie podane. To wszystko sprawia, że spokojnie odnajdą się tu również nie-weganie; pod warunkiem, że mają otwarte umysły i potrafią nie potępiać czegoś w czambuł tylko dlatego, że jest inne od tego, co wyznają na co dzień. Nie trzeba być weganinem, by mieć satysfakcję z lunchu czy kolacji w Vegan Restoran, a my – gdyby tylko czas na to pozwalał – przyszlibyśmy tu z przyjemnością kolejny raz. Podsumowując, dobre jedzenie w jeszcze lepszych cenach, dobre wina, jest tu nawet całkiem niezły Muscadet Sur Lie. Najbardziej smakował nam wytrawny twarożek z nerkowców wypełniający plasterki lekko marynowanych buraków – jak widać nerkowce to dobry materiał nie tylko do słodkich wegańskich serników. Rezerwacja stolika (jest ich tylko 8) na kolację w godzinach wieczornych jest niezbędna. Ceny: Buraczane ravioli z twarożkiem z nerkowców – 4,90 EUR Curry z kalafiora i ciecierzycy z ryżem basmati – 8,20 EUR Pikantne tofu z quinoa i batatem w sosie pomidorowo-kokosowym – 10,30 EUR Muscadet (butelka) – 19 EUR Butelkowana niegazowana woda mineralna 0,70 – 4,50 EUR Buraczane ravioli z twarożkiem z nerkowców Pikantne tofu z quinoa i batatem w sosie pomidorowo-kokosowym Curry z kalafiora i ciecierzycy z ryżem basmati IV. DM Baar Gdzie: Nunne 4 DM Baar to czynny do późnych godzin nocnych bar pod wezwaniem Depeche Mode. W głośnikach hity DM, na ekranie klipy DM, w karcie drinki nawiązujące do utworów DM. Jeśli jesteś fanem DM i przylecisz do Tallina – musisz tu przyjść. Ja jestem, więc musiałem 🙂 Drinki nie są może najtańsze, ale za to barman dba o to, by po zamówieniu z głośników popłynęła piosenka odpowiadająca wybranemu trunkowi 🙂 Poniżej: porto i The Perfect Kiss Poniżej: Enjoy The Silence V. Platz Gdzie: Rotermanni tee 5-7 To miejsce namierzone przez nas przypadkiem podczas spaceru po Rotermanni, interesującym szczególnie z architektonicznych względów. Powinni tu przyjść wszyscy ci, którym Tallin kojarzy się tylko – z przepiękną skądinąd – średniowieczną starówką. Wystarczyła pobieżna lektura menu wystawionego na zewnątrz, by w mig stało się jasne, że musimy tu zjeść. I zjedliśmy dwukrotnie. Oferta Platz zaskakuje ilością prostych, pełnych warzyw, naturalnie bezglutenowych i wegańskich dań. Burger z portobello zamiast bułki, ze świetnym ostrym sosem pomidorowym, makaron z cukinii, pieczone warzywa, w 100% roślinne mini naleśniki z gryki (bez mleka i jajek – smażę takie w domu), sorbet malinowy to tylko kilka przykładów. Bezglutenowe pieczywo w pakiecie, nawet jeśli się o nie nie prosi ;-). Z drugiej strony mięsa również tu nie brakuje. Do tego bardzo smaczne americano, niezły wybór win, rozległy zalany słońcem ogródek i przyjemne wnętrze. Lokal dla każdego i na każdą pogodę. Czego chcieć więcej? Ceny: Americano – 2 EUR/filiżanka Portobello burger z pikantnym sosem pomidorowym – 9,50 EUR –> mój PRZEPIS Sauvignon Blanc – 4 EUR/kieliszek Makaron z cukinii (jako danie główne) – 8,50 EUR Naleśniki gryczane z sorbetem malinowym – 4 EUR Porcja grillowanych warzyw – 3 EUR Makaron z cukinii (jako przystawka) – 3 EUR Grillowane żeberka wieprzowe + coleslaw – 11 EUR VI. Restoran Ö (fine dining) Gdzie: Mere puiestee 6E Tallin nie doczekał się jeszcze restauracji z gwiazdką Michelin, ale takie lokale jak Restoran Ö mają na to wyróżnienie szansę. Ö znaczy po szwedzku wyspa, a menu Restoran Ö nawiązuje wprost do smaków typowych dla największej estońskiej wyspy Saaremaa. Pochodzą z niej dwaj szefowie kuchni Ö – Ranno Paukson i Martin Meikas. Kolacja w Ö była dla nas bardzo pozytywnym kulinarnym doświadczeniem. Jeśli chodzi o jedzenie, wyszliśmy stąd w pełni usatysfakcjonowani, jeśli chodzi o obsługę – jest jeszcze nieco do nadrobienia, ale w gruncie rzeczy lekko spięty z początku kelner nie stanowi aż takiego problemu, szczególnie jeśli z każdym kolejnym dankiem kruszeją lody i robi się coraz sympatyczniej. To przez ten północny chłód i zakodowany dystans … 😉 Ogólnie rzecz biorąc, zdecydowanie warto tu przyjść, nie tylko dla szpanu 🙂 i rewelacyjnych lodów z chrzanu i gryki. Rezerwacja jest niezbędna. Pełna recenzja –> Restoran O, a poniżej kilka przykładowych elementów menu. Jagnięcina, korzeń pietruszki, dzikie jabłko Lody gryczane (u dołu) i chrzanowe (u góry) Chlebki gryczane wypiekane na miejscu z wyrabianym – również na miejscu – masłem w dwu smakach Ekipa restauracji – w akcji: VII. Restoran MOON Gdzie: Võrgu 3 (w bezpośrednim sąsiedztwie dystryktu Kalamaja, niedaleko wybrzeża) Moon to estońskie spojrzenie na rosyjską kuchnię w nowoczesnym wydaniu. Lokal istnieje od 2009 r. Stoi za nim grupa młodych ludzi, których zasadniczą ambicją jest tworzyć restaurację możliwie normalną – czyt.: dla każdego, z niezobowiązującą, swobodną atmosferą i smacznym jedzeniem z prostych składników, nawiązującym do najlepszych tradycji kuchni rosyjskiej (z jednej strony) i nordyckiej (z drugiej). Jak sami o sobie mówią, realizacja tak określonego celu może stanowić większe wyzwanie niż samo tylko przyrządzanie znakomitych potraw, mających wywrzeć wrażenie na gościach restauracji. MOON proponuje kuchnię prostą, uczciwą i szczerą. Mamy tu lokalne składniki, szacunek do natury, sporo wyraźnie nordyckich inspiracji, dużo ryb, sezonowe warzywa, prostotę i umiar w kompozycji dań. Jedyne, do czego można się przyczepić, to ceny win. Marże są niepoważne, ceny najtańszych butelek zaczynają się od 26-30 EUR, a wina w tej kategorii – delikatnie rzecz ujmując – nie oszałamiają. Rezerwacja jest konieczna. Pełna recenzja wkrótce, poniżej kilka przykładowych dań: Kiszone ogórki z miodem i kwaśną śmietaną Pieczona sieja ze smażoną kapustą Savoy, kremem z karczochów i buraczanym pesto VIII. Kohvik Komeet Gdzie: Estonia puiestee 9 Kohvik Komeet to bardzo sympatyczna kawiarnia i restauracja w jednym, działająca na najwyższym piętrze centrum handlowego Solaris (Solaris Keskus), z ładnym widokiem na miasto. O kawiarnianym obliczu Komeet przeczytasz we wpisie o kawiarniach w Tallinie. Można tu również zjeść coś bardziej sensownego niż ciasto. Komeet oferuje sporo prostych i bardzo smacznych danek, które zadowolą każdego, dla kogo mają znaczenie jakość i zdrowotne walory posiłków. Jest sporo potraw naturalnie bezglutenowych i wegańskich z kaszą gryczaną, komosą ryżową i warzywami w roli głównej. Obsługa jest sympatyczna, pomocna, kompetentna i wychodzi naprzeciw oczekiwaniom gości. Jedno z zamówionych przez nas dań wypadło z karty, ale wciąż było obecne w menu dostępnym online. Kelner zerknął i stwierdził, że bez problemu mogą je przygotować. Luźna atmosfera, dobre jedzenie – świetne miejsce na spontaniczny posiłek w ciągu dnia, w przerwie od zwiedzania. Rezerwacja nie jest potrzebna. Ceny: 2 x butelka wytrawnego estońskiego cydru Mull – 10 EUR Sałatka z komosy ryżowej marynowanej w oleju kokosowym, z dynią piżmową, szpinakiem, czosnkiem i kolendrą. Do tego awokado, kiełki, prażone nerkowce i dressing z tahini – 11,50 EUR Śledzie zapiekane z warzywami – 10,50 EUR Chemex (0,5 litra) – 6 EUR IX. DEPOO TURG Gdzie: Telliskivi 62 Depoo Turg przy odrobinie optymizmu można porównać do stołecznej Burakowskiej, choć Burakowska na tle Depoo wypada dość blado, smutno i drętwo. Depoo to poprzemysłowy teren zabudowany zespołem industrialnych hal, rewitalizowanych i oddanych do powszechnego użytku w 2016 r. Odbywa się tu targ spożywczy, ale Depoo to także liczne sklepy z antykami, galerie, kawiarnie, bary, restauracje, czynne mniej lub bardziej okazjonalnie foodtrucki i inne atrakcje. Można tu sympatycznie spędzić cały dzień, nie nudząc się ani chwili. O działających na terenie Depoo Rude Rats i Renard Coffee Shop / Renard Speed Shop przeczytasz więcej w poprzednim wpisie nt. Tallina. X. Arizona Saloon Gdzie: Viru, Stare Miasto To jeden z tych barów, do których wchodzi się nie wiadomo czemu 😉 Majówka w Tallinie była mroźna, w nocy temperatura spadała nawet do zera, a nam – choć było już po 23, nie chciało się jeszcze wracać do hotelu. Przez okno na ekranie podwieszonego w Arizonie telewizora zobaczyliśmy transmisję finałowego meczu World Snooker Championship (Mark Selby vs. John Higgins), uznaliśmy więc, że nie zaszkodzi wejść i trochę się pogapić. W hotelu to nie to samo. Ekipa baru sprawiała dość podejrzane wrażenie. My – sądząc po ukradkowych spojrzeniach z ich strony – wydawaliśmy się im podejrzani jeszcze bardziej. Co dobrego można myśleć o zbłąkanych stworach, które w środku nocy wpadają na oglądanie snookera i zasypiają jak dzieci w miękkich, ultra wygodnych fotelach po kilku łykach porto? 😉 Dwa kieliszki jedynego dostępnego tu Calem Ruby – 10 EUR. cdn.
\n \n\n \ngdzie zjeść w tallinie
Gdzie zjeść w Lizbonie nie stanowi problemu: w mieście jest wiele lokali gastronomicznych (kawiarnie, restauracje, kawiarnie, tasca). W instytucjach krajowych możesz spróbować “Caldo Verde” (bogata zupa z warzywami), ryby “robalo” i “wilk”, “caldeirada” (gruby gulasz na bazie owoców morza), pieczone mięso jagnięce lub jagnięce, szaszłyki fevras, tarty owocowe.
26 lipca 2013, piątek W Warszawie i przez połowę drogi upał ponad 30 st., potem pochmurno i 21 st. Całe przedpołudnie pakujemy się, M. załatwia jeszcze lekarza medycyny pracy, a R. szczepi Sebusia i siebie „na kleszcze” i powolutku szykujemy się do drogi. Warszawa – Giby, 13:40–18:30, 280 km Droga nas nie rozpieszcza, bo są spore korki, zwłaszcza przez Marki i potem ruch wahadłowy i remont przed Łomżą. Chłopcy na szczęście tę część trasy przesypiają. My jednak chętnie zatrzymujemy się, żeby chociaż trochę „pozwiedzać”… taką już mamy słabość. Tuż za Łomżą, w miejscowości Piątnica-Poduchowna nie bez trudu znajdujemy pozostałości dawnych rosyjskich fortów. Tereny piątnickich fortów to dobre miejsce na popas z dziećmi, można pobiegać pomiędzy tajemniczymi, regularnymi wzgórzami, częściowo obudowanymi betonem, kryjącymi labirynt tajemniczych podziemnych korytarzy. Na nieszczęście dla Sebusia tutejsze zarośla obfitują we właśnie rozpoczynającą sezon pylenia bylicę. Bojąc się, żeby „armatnie salwy” kichania S. nie obudziły jakiegoś strażnika, robimy mały piknik w cieniku na uboczu. Pozostałości rosyjskiej twierdzy (XIX), Piątnica-Poduchowna. Jak w górach. Przygoda na całego. Tymo, łap!. Posileni i wypoczęci ruszamy w ostatnią część drogi, która już teraz mija gładko i sprawnie dojeżdżamy do naszego celu – ośrodka wypoczynkowego w Gibach. Miejsce to co prawda lata swojej świetności ma już za sobą, ale dla nas głównym jego atutem jest cisza i przyjemne położenie. Za 170 zł dostajemy pięcioosobowy domek z łazienką, to dobra alternatywa dla ciasnego pokoju w przydrożnym hotelu. A dodatkowo możemy zrobić sobie spacerek do pobliskiego jeziora (plaża na terenie ośrodka, ale trzeba przejść kilkaset metrów) i zamoczyć nogi w wodzie w promieniach zachodzącego słońca… Dopełnieniem miłego wieczoru jest smaczna kolacja w ośrodkowym barze. Kiełbasę oraz pierogi ruskie i z serem sprzątamy szybko, a chłopcy twierdzą, że to „najlepsza kolacja, jaką kiedykolwiek jedli”. Dotarliśmy na nocleg. Giby. Tam widać Jezioro Gieret!. Wejść, czy nie wejść. Może złowimy rybę na kolację. 27 lipca 2013, sobota Rano chłodno, ale słoneczko szybko powoduje, że mamy bardzo miły dzień, ok. 25 st. Poranny chłód nie zachęca do wczesnego wstawania, ale jakoś zmuszamy się do szybkiego zgarnięcia bambetli i ruszenia w długą. Giby – Padise 6:40 – 18:40 (naszego czasu), ponad 700 km, przejazd przez cztery kraje! O dzisiejszej drodze można powiedzieć głównie to, że jest dość monotonna i nużąca. Praktycznie cała trasa to normalna jednopasmówka. Pomimo braku odcinków ekspresowych czy autostrad jedzie się jednak sprawnie, bo praktycznie nie przejeżdża się przez miejscowości. Sunąc równo 90-100 km/h można całkiem sprawnie pokonać trasę (średnia ok. 85km/h), a do tego nie spalić zbyt wiele paliwa (nawet z „trumną” na dachu, jak w naszym przypadku). Zatrzymujemy się na śniadanie w McD w Kownie, potem na stacji za Poniewieżą i w lesie na końcowym odcinku obwodnicy Rygi. Im dalej na północ, tym mniej spotykamy sensownych miejsc na postój czy posiłek. W Estonii jedziemy wciąż przez niekończące się lasy i restauracja okazuje się niespotykanym rarytasem. W końcu niechętnie (marzyła nam się jakaś knajpka z domowym jedzeniem) lądujemy na obiedzie w… McD na obrzeżach Parnu. Na Łotwie bardzo podobał nam się odcinek drogi wzdłuż wybrzeża z postojami przy samej plaży, niestety akurat ten odcinek chłopcy przespali i nie mogliśmy z tych miejsc skorzystać. Może uda się w drodze powrotnej. Estonia natomiast zaskoczyła nas niesamowitą „odludnością”, jechaliśmy praktycznie tylko przez lasy, nawet chłopcy stwierdzili, że ludzi tutaj widuje się tylko w samochodach (a i to rzadko…), bo poza tym ich nie widać. Niektórym mogłoby to nie odpowiadać, ale my właśnie takiego spokoju szukamy! Nasza meta to ośrodek Kallaste Talu, położony ok. 1 km od Padise. Bardzo przyjemny teren nad rzeczką w lesie, ośrodek w rustykalnym klimacie, widać, że stale się rozwija, ale… Nasz domek za ok. 400 Euro na tydzień trochę nas rozczarowuje – jest mały, prowizoryczny i brak w nim praktycznie zupełnie jakichkolwiek mebli. To chyba świadectwo pragnienia Estończyków autentycznego kontaktu z naturą. Na szczęście zaprawiona w organizacji M. świetnie aranżuje nam przestrzeń i w efekcie mamy całkiem przytulne gniazdko, a pewne niedoskonałości rekompensuje przemiłe leśne otoczenie. Chłopcy dokazują na terenie, a wieczorkiem inaugurujemy tarasik z herbatką, drinkiem, zdjęciami i zapiskami… Zmęczeni, ale szczęśliwi, że bezpiecznie pokonaliśmy Via Balticę! Jedziemy. Postój na Litwie (Kowno). Postój na Łotwie. No i jesteśmy na miejscu!. 28 lipca 2013, niedziela W nocy temperatura spadła aż do 10 stopni, za to rano słońce błyskawicznie zrobiło swoje – na śniadaniu na dworze było już gorąco, potem cały dzień piękny, 25 stopni Po wczorajszym zmęczeniu chcemy wybrać wycieczkę niezbyt wymagającą, z niewielkim dystansem do pokonania. Wybór pada na położony niedaleko Tallina skansen Rocca al Mare. Jest to idealne miejsce do rozpoczęcia przygody z Estonią dla wszystkich tych, którzy mogą pozwolić sobie na jeden luźniejszy dzień podczas swojego wyjazdu. Na sporym zalesionym terenie rozmieszczono ponad siedemdziesiąt drewnianych budynków charakterystycznych dla różnych rejonów Estonii. Obejrzeliśmy już wiele skansenów i zawsze uważaliśmy, że to dobry pomysł na wycieczkę z dziećmi. Ten jednak wyróżniał się przepięknym położeniem nad brzegiem morza – widoki drewnianych szop z błękitem morza w tle szczególnie zapadały w pamięć. Dla chłopców wypożyczyliśmy przy wejściu drewniany wózek, co było dla nich wielką atrakcją (no, może nie wózek sam w sobie, ale ewolucje, które na nim urządzali), a nam ułatwiło pokonanie dużego dystansu. Oglądaliśmy spichlerze, obory, szopy, malownicze wiatraki, XVII-wieczny kościółek, doszukując się różnic pomiędzy tradycyjnym budownictwem na ziemiach estońskich i polskich. Naszą szczególną uwagę zwróciły … płotki – inne niż u nas: albo układane z kamieni, albo z patyków umocowanych sosnowymi gałązkami. Doskonałą rozrywką dla wszystkich podczas spaceru było huśtanie się na tradycyjnej drewnianej huśtawce (mogącej na swej sporej konstrukcji pomieścić nawet 6 dorosłych osób huśtających się … na stojaka). Ukoronowaniem wycieczki był obiad w skansenowej karczmie, gdzie mieliśmy możliwość spróbowania tradycyjnych estońskich przysmaków, ubitych ziemniaków z okrasą, podawanych ze śmietaną i ogórkami małosolnymi. Ceny jak u nas. Chłopcy – poza drobnymi wyjątkami (potwierdzającymi jednak regułę:)) – byli świetnymi kompanami. Aż się buzia uśmiechała od słuchania ich rozmów. Wczoraj Sebuś opowiadał o brązowym zachodzie słońca na działce, dziś rozprawiał o tym, że w przyszłości nie zakocha się w żadnej dziewczynie i ożeni się z … Tymem:) Ciągle przynosił nam różne roślinki, które znajdował dookoła – np. ostatnio przyniósł „koperniczek”, czyli roślinę podobną do koperku. Skansen Rocca al Mare. Chłopcy wsiedli do swego pojazdu. Tymuś koniem pociągowym. Garderoba… Skansen Rocca al Mare. Wnętrza… Przy pracy… Spichlerz. A tak działały żarna. Wiatrak jaki jest, każdy widzi. Można siedzieć, ale można też leżeć. Kościółek z XVII w. Kościółek z XVII w. Pierwsze spojrzenie na morze. Takiego wybrzeża u nas nie ma… Wiatraczek. Huśtawa… nawet na 6 osób!. Wio, Tymusiu!. I kolejne spojrzenie na morze. Szopy na siano. A takie głazy to tutaj codzienny widok. Zagroda z wyspy Muhu. Urocze płotki. Na koniec trzeba się posilić. Wybieramy, co by tu zjeść. A czekając, można się pobawić. Mniam!. Po naszym powrocie S. dosypia w domu, a M. z Tymem eksplorują okolicę ośrodka w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na kąpiel. Niestety, rzeczka przepływająca obok jest mocno niewyględna, więc decydujemy się po obudzeniu się S. podjechać nad morze. Popołudnie spędzamy nad brzegiem Bałtyku niedaleko miejscowości Paldiski. Jest niezwykle malowniczo – przybrzeżne wody są dosłownie usiane głazami, więc nadmorski pejzaż jest bardzo urozmaicony. Trzeba jednak do tej idylli dodać łyżkę dziegciu – woda nie sprawia wrażenia czystej, przede wszystkim za sprawą glonów i wodorostów wszelakiej maści. W dodatku na wyciągnięcie ręki widać port. Widok kąpiących się miejscowych sprawia jednak, że i my wchodzimy do wody. Jest tak ciepła, że aż trudno nam uwierzyć, że jesteśmy nad Bałtykiem, tym bardziej, że wody są spokojne, a brak fal przywodzi na myśl jezioro. Bałtyk k. miejscowości Paldiski. Inna ta plaża, ale muszelki takie same… Plaża w okolicy Paldisek. Rzut oka na port w Paldiskach. Niech każdy znajdzie jakiś głaz… Rozkręcamy imprezę. Jestem królem Bałtyku!. Czasem warto spojrzeć pod nogi. Po kąpieli chłopcy wieczorem bez problemu pałaszują kolację, a my zastanawiamy się nad planem na następny dzień. Jesteśmy już dużo bardziej wypoczęci, więc decydujemy się na Tallin. 29 lipca 2013, poniedziałek Prawdziwy upał, do 30 st. C, duszno, ale też trochę chmurek Tallinn – spacer po Starym Mieście Tallińska starówka jest jednym z najciekawszych średniowiecznych zespołów miejskich w Europie, jej walory turystyczne doceniono przez umieszczenie na liście UNESCO. Parkujemy w pobliżu Placu Wolności i ruszamy w kierunku Placu Ratuszowego, po drodze „zaliczając” krótką wspinaczkę na skraj Górnego Miasta, by obejrzeć Kiek in de Kök – ogromną XV-wieczną basztę, której mury mają aż 4 metry grubości! Jej nazwa pochodzi od tego, że z jej okien wartownicy mogli zajrzeć do niejednej mieszczańskiej kuchni. Ulicą Harju docieramy na zalany słońcem i tłumem ludzi Plac Ratuszowy (po drodze po lewej widzimy zbór św. Mikołaja, gotycki kościół z XIII-XV w., odbudowany ze zniszczeń z II Wojny Światowej, służący obecnie jako muzeum sztuki religijnej). Po krótkim postoju („lizakowym”) pod charakterystycznym średniowiecznym ratuszem z początku XV w. (z obowiązkowym spojrzeniem na Starego Thomasa – prawie 500-letni wiatrowskaz i „smokowe” gargulce) ruszamy dalej. Za namową chłopców wchodzimy na udostępniony do zwiedzania fragment murów obronnych z trzema basztami przy ulicy Gümnaasiumi. Następnie ulicą Lai idziemy w kierunku kościoła św. Olafa. Był on niegdyś najwyższym budynkiem świata, a jego wieża sięgała 145 m (odbudowana po pożarze mierzy obecnie 123 m). I tę wieżę właśnie mamy dzisiaj „na celowniku”. O dziwo obaj chłopcy bez problemu wchodzą po prawie 270 stopniach na położony na wysokości 60 m taras widokowy. Z tej wysokości świetnie widać nie tylko Stare Miasto i górujące nad nim wzgórze Toompea, lecz także cały Tallin i fragment Zatoki Fińskiej. Zmęczeni tym wyczynem szukamy miejsca na obiad. Trafiamy do restauracji położonej w zacisznej bramie ulicy Lai vis a vis ul. Vaimu. Jemy kluchy z kurczakiem, pyszną zupę-krem z warzyw i regionalne danie – jajko sadzone z boczkiem i ziemniakami (tym razem w mundurkach), które towarzyszą tutaj w różnych odsłonach prawie każdej potrawie. W ogóle potrawy w Estonii są raczej „ciężkie”, odpowiednie do surowego klimatu i ciężkiej fizycznej pracy, nie narzekamy jednak na ich walory smakowe. Dodatkową atrakcję funduje nam jakiś pijany młody Estończyk, który nago biega po okolicy naszej restauracji, a potem wybiega na główną ulicę… Cóż, w europejskich stolicach to się zdarza – ostatnio w Budapeszcie spotkaliśmy dziewczynę kąpiącą się nago w fontannie – co ten alkohol robi z ludźmi:)! Mieliśmy w planie jeszcze wizytę w Górnym Mieście, ale Sebuś jest już porządnie zmęczony po ponad trzech godzinach spacerku, więc kierujemy się z powrotem na nasz parking. Wracamy ulicą Pikk, oglądając (podobnie jak przy ul. Lai) wiele oryginalnych domów hanzeatyckich kupców. Na deser podziwiamy najstarszy oryginalnie zachowany budynek w mieście – zbudowany na początku XIV w. kościół Świętego Ducha, ozdobiony pięknym biało-złotym zegarem. Tallin nie zachwyca może jakimś jednym konkretnym zabytkiem, ale ogólnie całym zachowanym, naprawdę „klimatycznym” zespołem budynków z zachowanymi dużymi fragmentami obwarowań miejskich. Około 20 zachowanych baszt i mury są wyjątkowe, bo zbudowane nie z cegieł, ale z szarych kamieni, które w połączeniu z czerwienią dachówek na basztach i otaczających domach tworzą naprawdę malowniczy i zapadający w pamięć widok. Tallin, Baszta Kiek in de Kok, XV w. Obwarowaia miejskie, w tle wieża zboru św. Mikołaja. Zbór św. Mikołaja, XIII-XV w. Aniołki na gołąbkach. Plac Ratuszowy. Ratusz, początek XV w. Vana Toomas. Mury miejskie. Na murach. Widok z baszty Sauna torn. Baszta Sauna torn. Ulicą Lai do kościoła św. Olafa. Wieża kościoła św. Olafa, 123m, XIII w., przeb. XIX w. Wejście na wieżę – test na rozmiar wchodzącego – chłopcy zdali!. Prawie 270 stopni później, na wieży. Widoki z wieży – Stare Miasto i wzgóze Toompea. Port w Tallinie. Wzgórze Toompea – Górne Miasto. Pora schodzić. Nóżki małe, ale do schodzenia doskoałe. Czasem trzeba odpocząć, zwłaszcza na specjalnych stołeczkach. Pamiątka z Tallinna. Jak za czasów Hanzy. Domy hanzeatyckich kupców na ulicy Pikk. Kościół Świętego Ducha, początek XIV w. Wracamy przez plac Ratuszowy. Ostatnie spojrzenie na Ratusz. Tętniący życiem Plac Vana Turg obok Ratusza. Kamienice przy Vana Turg. Po powrocie Sebuś dosypia, R. zapisuje trasę, a M. z Tymusiem dzielnie myją nasz zakurzony przez jazdę po drodze dojazdowej do naszego ośrodka samochód. Wieczorem robimy jeszcze przejażdżkę na plażę nad zatoką Lahepera w Laulasmaa. Tym razem trafiamy na nieźle (jak na estońskie warunki) zagospodarowaną plażę przy ośrodku wypoczynkowym. Na plaży piasek i drobne kamyki, prawie bez wodorostów, a w wodzie malownicze kamienie i głazy. Warunki do kąpieli z dziećmi wymarzone – jak w Balatonie – płycizna z cieplutką wodą ciągnie się ponad sto metrów od brzegu! A to wszystko około 20:00 tutejszego czasu przy temperaturze 26oC! Na koniec podjeżdżamy jeszcze do odległego o zaledwie 5 km Keila-Joa, żeby obejrzeć piękny wodospad położony w pobliżu niewielkiego neogotyckiego dworku otoczonego parkiem. Po estońskim wodospadzie położonym zaledwie kilka km od morza nie spodziewamy się niczego wielkiego. Tymczasem naszym oczom ukazuje się naprawdę imponująca, szeroka na kilkanaście i wysoka na 6 metrów kaskada spadająca z płasko ułożonych płyt skalnych sprawiających wrażenie, jak by były zrobione z betonu. Widać, że infrastruktura turystyczna powoli się rozwija, jest plan ścieżki turystycznej, obecnie budowane są ładne mostki powyżej wodospadu, a dworek, jeszcze niedawno opisywany w przewodniku jako opustoszały, jest już odnowiony. Sebuś co chwilę wymyśla arcyśmieszne powiedzonka i nazwy, np.: „płaszczotka-pluszczotka” to jego stara grzechotka, a gdy napastują go owady, których bardzo się boi, woła, żeby odgonić „gryzionki” albo „bzyczonki”. Klimatyczny sklep nieopodal naszego lokum. Na plaży w Laulasmaa. Na plaży w Laulasmaa. Na plaży w Laulasmaa. Wodospad w Keila-Joa. Wodospad w Keila-Joa. 30 lipca 2013, wtorek W naszej okolicy ok. 20 st. C i przelotny (a po południu nawet ciągły) deszcz; w okolicy Parku Lahemaa nadal pięknie, ponad 25 stopni, tylko chwilami wietrznie; wieczorem ciągły deszcz Dość długi dojazd samochodem (niemal 2 godziny i ok. 140 km w jedną stronę) do Parku Narodowego Lahemaa zostaje zrekompensowany przez bardzo urozmaiconą i niezwykle malowniczą wycieczkę. Pierwszym punktem programu jest zespół parkowo-pałacowy w Palmse. Ta niewielka miejscowość jest siedzibą Parku Narodowego Lahemaa. Spędzamy tu dobrą godzinkę (a można by znacznie więcej), zwiedzając wnętrza XVIII-wiecznego dworku szlacheckiego (zadziwia nas obecność instrumentów muzycznych niemal w każdym pomieszczeniu! Estończycy to niezwykle muzykalny naród), ładny park w stylu francuskim i niewielką wystawę dawnych pojazdów (z ciekawym eksponatem: rowerem-drezyną). Wizyta w Palmse pozwala wyobrazić sobie, jak wyglądało życie bogatych rodów szlacheckich na tych ziemiach – odtworzono nie tylko dwór i jego wnętrza, lecz także cały zespół zabudowań ze spichlerzem, destylarnią i budynkami gospodarczymi. Wycieczka jest ciekawa również dla chłopców – podoba im się duża pozytywka, umieszczona w szafie (i uruchamiana przez obsługę dla zwiedzających), manekiny bez głowy (o, tu są głowy! – wołają chłopcy, widząc wystawę nakryć głowy w garderobie), bieganie po ogrodowych alejkach i stylowa huśtawka. Arystokratyczna reyzdencja w Palmse (XVIII). Wchodzimy do pałacu w Palmse. Oglądamy pałacowe wnętrza. Sebuś zadziwiony słucha pozytywki. O, są ludzie bez głowy!. A tu są ich głowy! (garderoba). Pałacowa kuchnia. Pałac w Palmse. Tu można biegać!. Park okalający pałac. Romantyczna altanka musi być!. Budynek dawnej łaźni (obecnie restauracja). Dawny spichlerz. …mieści kolekcję starych pojazdów. Na deser huśtamy się. Z Palmse udajemy się prosto do dawnej rybackiej miejscowości Altja (po drodze zatrzymujemy się tylko na chwilę, by rzucić okiem na rokokowy dwór szlachecki [XVIII] w Sagadi)– w czasach radzieckich całą wieś wyludniła się z powodu braku dostępu do morza (dla Estończyków), za to zachowało się kilka drewnianych, krytych strzechą chałup rybackich. W jednym ze starych budynków urządzono gospodę – nie omieszkujemy zatrzymać się w niej na smaczny obiad – tradycyjne wnętrze, przyozdobione sieciami rybackimi, tworzy wyjątkowy klimat. Chłopaki nie doceniają pewnie całego otoczenia, ale za to zajmują się świetnie wtykaniem wykałaczek w koła swoich samochodzików-zabawek, łobuzując przy tym (aż za) wesoło. Rokokowy (XVIII) dwór w Sagadi. Stara chałupa w rybackiej wsi Altja. Mieści się tu stylowa gospoda. Wnętrze pokazuje tradycję rybołóstwa. Domowe masło i tradycyjne estońskie danie – mniam!. Dawne rybackie domy w Altja. Dawne rybackie domy w Altja. Po obiedzie jedziemy do słynącego z piaszczystej plaży Võsu. Godzina nad morzem okazuje się największą atrakcją dla chłopców – ciepła (o dziwo cieplejsza niż w Balatonie!) woda i długa przybrzeżna płycizna stwarzają doskonałe warunki do wodnych szaleństw. R. z chłopakami budują imponujący zamek, przypominający kapadockie budowle, Sebuś cieszy się „klejącą masą” i bieganiem do „innego morza” (na głębszą wodę) po piasek, a Tymo udaje rekina i pływając brzuchem po piasku, sieje postrach wśród morskich stworzeń. M. nie może oderwać się od aparatu – tutejsze widoki naprawdę cieszą oko, a przy tym dla nas, przyzwyczajonych do polskich plaż, są niezwykle interesujące. Bałtyk w tych okolicach przypomina raczej jezioro, brzegi są porośnięte szuwarami, nie ma fal, dno opada bardzo łagodnie. Plaża w Vösu. Plaża w Vösu. To nie jezioro, to Bałtyk!. Chłopcy w Vösu mają raj!. Morze płytsze niż Balaton. W Estonii jest fajnie!. Po kąpieli chłopaki w samochodzie zasypiają niemal natychmiast, więc my decydujemy się wydłużyć drogę powrotną o objechanie półwyspu Pärispea. Po drodze nie możemy oderwać oczu od malowniczych widoków. Szczególnie zapada nam w pamięć usiane głazami wybrzeże w okolicy Turbuneeme, ale w ogóle wszędzie jest pięknie – aż chciałoby się wziąć rower i pojechać przed siebie. Usiany głazami Bałtyk w okolicy Turbuneeme. Usiany głazami Bałtyk w okolicy Turbuneeme. Po opuszczeniu Parku Narodowego Lahemaa niemal od razu psuje się pogoda. Pada aż do wieczora. Przyjeżdżamy do domku, zjadamy kolację. Wieczorem udajemy się jeszcze na deszczowy (ale jakże miły) spacer po naszym Kallaste Talu w poszukiwaniu zasięgu sieci internetowej. Wreszcie w pobliżu głównego budynku udaje nam się sprawdzić maile i pogodę na najbliższe dni. Wieczór – jak zwykle – spędzamy z „Miolastanem” (…procentowym:)) na tarasie, słuchając szumu targanych wiatrem drzew. 31 lipca 2013, środa Częściowe zachmurzenie i przelotne opady Po wczorajszej długiej wycieczce dzisiaj wybieramy coś krótszego: decydujemy się dokładniej zeksplorować atrakcje turystyczne w okolicy Tallina. Po uwinięciu się ze śniadaniem, pakowaniem itp. (co w rodzinnym składzie nie zawsze jest łatwe, tym bardziej, że wspólne wakacje to często u nas okres wzmożonych oddziaływań … hmmm … wychowawczych – niezbyt przyjemnych, ale jakże potrzebnych…) wsiadamy do samochodu i podjeżdżamy pod budynek KUMU – estońskiego muzeum sztuki współczesnej. Nowoczesna architektura sprawia, że jest na czym zaczepić oko. Następnie chłopcy dosiadają swoich dwukołowców i udajemy się na spacer po Parku Kadriorg, zagospodarowanego w XVIII w. na rozkaz Piotra Wielkiego. To bardzo dobry spacer dla wszystkich, którzy po wielkomiejskich atrakcjach (jakich pełno w Tallinie) chcą odpocząć wśród zieleni. Po drodze oglądamy niespełna 100-letni gmach pałacu prezydenckiego – obecnej siedziby prezydenta Estonii, zwracając uwagę na oryginalne stroje wartowników. Potem chłopaki szaleją chwilę po parku, objeżdżają fontannę dookoła, znajdują różne „skarby” (w postaci kamieni i kasztanów), a wreszcie dostrzegają spory teren atrakcyjnego placu zabaw, gdzie wsiąkają na dłużej. KUMU – Estońskie Muzeum Sztuki Współczesnej. Tallin, pałac prezydencki, XX w. Estoński wartownik. Wykorzystując chwilę spokoju, M. idzie z aparatem pod Letni Pałac Kadriorg, otoczony pięknie utrzymanym ogrodem w stylu francuskim. Utrwala na zdjęciach piękne kolory tej XVIII-wiecznej budowli (nazwanej na cześć żony Piotra Wielkiego, przyszłej carycy Katarzyny I) po czym wraca do chłopaków. Tu też znajduje się coś interesującego. Plac zabaw został urządzony nieopodal dawnego budynku Pawilonu Dziecięcego (30. XX) przywodzącego na myśl dawną architekturę uzdrowiskową. Przed budynkiem znajduje się ogromny głaz narzutowy i – co skrzętnie wykorzystują chłopcy – kolorowe podwieszane hamaki, w których dzieciarnia może huśtać się do woli. Pałac Kadriorg, XVIII w. Pałac Kadriorg, XVIII w. Pawilon Dziecięcy, XX w. Tu wszystko jest dla dzieci. Plac zabaw w miejscu dawnego basenu. Do odwrotu z tego sympatycznego miejsca skłania nas kropiący deszcz. Przyjmujemy azymut samochód i jedziemy w poszukiwaniu miejsca, w którym można by coś zjeść. Jedziemy w kierunku tallińskiej wieży telewizyjnej, mając na uwadze, że w razie czego restaurację można znaleźć na szczycie tej poradzieckiej „perełki”. Przejeżdżamy przez dzielnicę Pirita z portem jachtowym i ogrodem botanicznym. R. wyskakuje na chwilę przed ruinami XV-wiecznego klasztoru Św. Brygidy, gdzie cyka kilka zdjęć. Ruiny klasztoru św. Brygidy, XV w. Ruiny klasztoru św. Brygidy, XV w. Restauracji po drodze nie wypatrujemy, więc decydujemy się przyjąć Plan B i wjechać po obiad na 22. piętro tallińskiej wieży telewizyjnej. Decyzja okazuje się niezwykle trafiona – jeżeli chodzi o gusta chłopców, ta atrakcja jest strzałem w dziesiątkę. Wieża została odnowiona i ponownie oddana dla turystów zaledwie przed rokiem, więc jej wnętrza kryją mnóstwo multimedialnych atrakcji, które bardzo podobają się dzieciom. Chłopaki są zachwyceni już w poczekalni – wypróbowują instalację z czujnikiem ruchu odwzorowującym ruchy dłoni, która prezentuje inne wysokie budowle świata w porównaniu z tallińską „teletorn” (170/314 m). Po wjechaniu na szczyt chłopcy wsiąkają w interaktywne ekrany (mające formę zwieszających się z sufitu kwiatów) przedstawiające „Estonian The Best”. Potem wypatrują szklany „świetlik” w podłodze, przez który można spojrzeć aż na sam dół – osobom z lękiem wysokości mogłoby się naprawdę zakręcić w głowie. Na koniec śmieją się, że są przebrani za ogórki – przed wyjściem na zewnętrzny taras widokowy owijamy ich w dostępne dla zwiedzających zielone koce. Nam wszystko też się podoba – oczywiście największą przyjemność sprawia nam spojrzenie na aglomerację Tallina z góry, ale nowoczesny design wnętrza wieży też dostarcza miłych doznać estetycznych. Cała „teletorn” jest przykładem dobrego zagospodarowania turystycznego reliktu dawnych czasów. Na górze jemy jeszcze smaczny (choć niewielki, a dość drogi) obiad w restauracji, podziwiając widok na talliński port i stare miasto z góry. W sumie nie żałujemy pieniędzy wydanych na bilety i uznajemy całą dzisiejszą wycieczkę za b. udaną. Pod wieżą telewizyjną. Pod wieżą telewizyjną. A ja też jestem duży!. I umiem skakać z wysoka!. Wieża telewizyjna – czekamy na wejście. Ale nie jest nudno. Na górze same ciekawe rzeczy. Ładne kwiatki… Spojrzenie w 170-metrową przepaść… Dwa ogórki podziwiają widoki… Widok jest naprawdę rozległy, czasami widać Helsinki. Wzgórze Toompea i fragment Dolnego Miasta w Tallinnie. Po południu zaczyna padać, więc udaje nam się tylko pójść z chłopcami na atrakcje w naszym Kallaste Talu – Tymo buja się na długiej linie zwieszonej z wysokiej gałęzi sosny, Sebuś skacze na trampolinie i ogląda króliczki. Wracamy już pod parasolami. Po wyprawie. Król Szyszka na naszym tarasie. Estońskie pająki, Brrr!. To lepsze niż najlepszy plac zabaw. Wieczorem oglądamy film na tarasie, wokół zamglony wieczór i rechot żab. Jest przemiło.
Saiakang i Kościół Świętego Ducha w Tallinie. To naprawdę jest po prostu tylko wąska i urocza uliczka przeznaczona dla ruchu pieszego. Jest to miejsce, które warto zobaczyć w Tallinie, bo oddaje cały klimat tego miasta w jednym, małym obrazku. Znajdziesz tu uroczą kawiarnię i sklepik z wartościowym rękodziełem.
Uwielbiam, gdy po odwiedzeniu nowego dla mnie miejsca, mogę powiedzieć: „było lepiej niż myślałam”. To uczucie niedosytu i chęć powrotu przy najbliższej możliwej okazji. Są przecież miasta, z których od razu chce się uciekać. Są też takie, o których myślisz: „byłam, zobaczyłam, nie zaprzątam sobie więcej głowy” (np. Kijów czy Noto na Sycylii). I na końcu znajdują się te, które pozostają w pamięci na długo. Zupełnie niespodziewanie do tej trzeciej kategorii (w której dziś jest np. Mostar w Bośni i Hercegowinie) awansował u mnie Tallin. To miała być jednorazowa przygoda, a tymczasem już w głowie układam sobie listę powodów, dla których do stolicy Estonii musimy kiedyś wrócić. Dlaczego warto odwiedzić Tallin chociaż na weekend? Krótko o EstoniiTallin – średniowieczna perełka o bogatej historiiGdy Tallin był duńskiNiemcy, Szwedzi, Rosjanie, czyli co było dalejTallin informacje praktyczneJak dojechać z lotniska w Tallinie do centrum?Gdzie zjeść w Tallinie?Gdzie spać? Hotel w TallinieLoty do Tallina. Jakie linie wybrać?Tallin atrakcje, czyli co zobaczyć w stolicy Estonii?Plac RatuszowyPunkty widokowe na Górnym Starym MieścieKościół Świętego OlafaTrzy SiostrySobór św. Aleksandra NewskiegoPasaż Świętej KatarzynyKatedra Najświętszej Maryi PannyBrama ViruMury miejskie i baszty obronneCo jeszcze zrobić w Tallinie? Krótko o Estonii Estończyków w Estonii jest 1,3 miliona. Dla porównania sąsiadujących z nimi Łotyszów już 2 miliony, a mieszkających nieco dalej Litwinów – 3 miliony. Kraj ten pod względem powierzchni plasuje się pomiędzy Danią i Holandią a Słowacją. Co ciekawe, w granicach Estonii jest 1521 wysp (największe to Sarema i Hiuma), a najwyższy punkt w tym kraju mierzy 318 m Pomimo tego, że Estonia należy do młodych państw, to Estończycy nie są młodym narodem. Plemiona, które są dziś idealizowane przez miejscowych na szorstkich, pracowitych i uczciwych, zamieszkują te ziemie od setek lat. Nie długo jednak byli oni wolni, będąc zniewoleni a to przez Niemców, Szwedów, Duńczyków czy Rusów. Tallin – średniowieczna perełka o bogatej historii Efektem tej burzliwej historii jest Tallin (lub jak kto woli Tallinn). Jest to jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Europie. Jego dzieje sięgają przełomu I i II wieku kiedy po raz pierwszy wspomniano o obecności Estów na terenach, gdzie dziś znajduje się stolica Estonii. Gdy Tallin był duński Potem byli Wikingowie. Ci z Estoni byli ponoć niezwykle brawurowi i odważni. Na luzie porywali księżniczki i przyszłego króla duńskiego, a potem sprzedawali ich za pieniądze. W 1154 roku arabski badacz al-Idrisi umieścił Tallin w swoim atlasie pod nazwą Kalawin (Kalevan). W tamtych czasach na wapiennym wzgórzu Toompea (dziś Górne Miasto – tam są najlepsze punkty widokowe) wzniesiono gród Estów. Leżąca na przecięciu szlaków twierdza szybko wpadła w ręce Duńczyków. Na początku XIII wieku rozbudowali oni staroestoński zamek i nazwali go Taanllinn, co ponoć oznacza „duńskie miasto” (nie znamy ani słowa po duńsku). Chwilę później miejscówkę odbił niemiecki zakon rycerski w Inflantach, by potem znowu była ona w rękach Duńczyków. W 1285 roku Tallin przyjęto do średniowiecznego związku miast handlowych – Hanzy. Obecna stolica Estonii szybko stała się jednym z głównych ośrodków handlowych, a pozostałością tej potęgi są dziś wielkie baszty, bramy wjazdowe do miasta, wieże oraz najdłuższe w Europie Północnej mury obronne. Niemcy, Szwedzi, Rosjanie, czyli co było dalej Wraz z przygasającą potęgą duńską ówczesny król sprzedał miasto zakonowi inflanckiemu (1346 rok). Był to trudny czas dla Tallina. Niemcy prowadzili krwawą chrystianizację (wymordowali sprzeciwiającą się szlachtę). Zakon siedziałby tu długo, ale mistrz tak się bał ataku Rosjan, że w 1561 roku poddał część Inflant Polsce i Litwie, a ziemię z Tallinem – Szwecji. Nastały spoko czasy z reformacjami i luteranizmem, ale iskrzyło na linii Szwecja – (zaskoczenie) Rosja. Finalnie na skutek wojny północnej miasto wpadło w ręce Imperium Rosyjskiego. Car Piotr I darzył Tallin sympatią, podobało mu się ogarnięcie mieszkańców, więc dał dużo praw. Wypromował też określenie „Tallin oknem na zachód”. Powstało połączenie kolejowe z Sankt Petersburgiem (1870 rok), co powodowało rozbudowę miasta. Próbowano rusyfikować ludność, ale bez sukcesu. Tak to się bujało aż w 1917 roku, gdy ogłoszono pierwszą estońską konstytucję, a 24 lutego 1918 roku niepodległość. Pierwsza flaga Estońska powiewała na Długim Hermannie w Tallinie. Dziś obok znajduje się Estoński Parlament. Potem był pakt Ribbentrop-Mołotow, który ponownie pozbawił Estończyków ich własnego kraju. II wojna światowa to bombardowania miasta – niemal 50% zabudowy zamieniło się w gruzy. Po wojnie, pod radzieckim sztandarem, Tallin był najważniejszym miastem republik nadbałtyckich. Estonia ponownie była wolna 20 sierpnia 1991 roku, flaga wróciła na Długiego Hermanna. Zanim przejdziemy do creme de la creme, czyli zwiedzania miasta, kilka wskazówek, które mogą się przydać w organizacji wycieczki do Tallina. Jak dojechać z lotniska w Tallinie do centrum? Ten temat to akurat bułka z masłem. Lotnisko od centrum miasta dzieli bowiem zaledwie 7 km. Dwiema najpopularniejszymi metodami dojazdu z lotniska są: tramwaj numer 4. Do słynnej atrakcji turystycznej, czyli Bramy Viru na starym mieście, jedzie się około 30 minut. Ten środek transportu zatrzymuje się przed samymi drzwiami lotniska (kierujcie się w rejon wypożyczalni samochodów). Bilet, który kupić można u motorniczego, kosztuje 2 EUR. Szybko, bezpiecznie i przyjemnie. uber. Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Można trafić przejazd z lotniska na stare miasto za 4 EUR, ale pojawiają się też ceny w wysokości 22 EUR. Niezła różnica. 🙂 Zależy to od tego, ile aktualnie turystów i miejscowych ma ochotę pojechać uberem. Samochodów na mieście nie ma jednak zbyt dużo, więc złapanie niskiej ceny to nie lada wyzwanie. Gdzie zjeść w Tallinie? Nie często się to zdarza, ale w Tallinie dopadła nas klęska urodzaju. Okazuje się, że sporo z Was, jak i naszych znajomych, miało okazję już odwiedzić to miasto. Dostaliśmy, więc sporo wiadomości, do jakich knajp i restauracji warto wstąpić. Wśród nich najczęściej pojawiała się jedna: Kompressor. To tu podobno można zjeść najlepsze naleśniki w Tallinie. Jako, że naleśnikom nigdy nie mówimy „nie”, postanowiliśmy to sprawdzić. W środku siedziało sporo ludzi, na stolik trzeba było chwilę zaczekać, a do wejścia zachęcały również bardzo przystępne ceny. W menu oczywiście głównie naleśniki, zarówno wytrawne, jak i słodkie. Ponadto sałatki, zupy i różnorakie napoje. Naleśniki faktycznie okazały się smaczne i sycące, jednak nie mogę powiedzieć, że najlepsze, jakie w życiu jadłam (Mamo, pozdrawiam!). Polecanych adresów było jednak znacznie więcej. Chociaż nie mieliśmy okazji ich osobiście sprawdzić, spiszę je tutaj, bo zarówno Wam, jak i nam mogą się w przyszłości przydać. Jedna z częściej wspominanych restauracji to mieszcząca się w budynku ratusza III Draakon o ciekawym, średniowiecznym klimacie. Do listy dopisujemy jeszcze: Beer House, Hotokas, Karja Kelder i Cafe Klaus. Gdzie spać? Hotel w Tallinie Na nasz 2-dniowy pobyt w Tallinie wybraliśmy Rixwell Old Town Hotel i byliśmy bardzo zadowoleni z decyzji. Jak sama nazwa wskazuje, ten 3-gwiazdkowy obiekt zlokalizowany jest w obrębie Starego Miasta, około 150 metrów od kościoła św. Olafa. Zarówno lokalizacja, jak i wnętrze hotelu przypadły nam do gustu. Budynek został wkomponowany w zabytkowe mury miejskie, co nadaje mu charakteru i bardzo fajnie wygląda. Atutem są też wliczone w cenę noclegu smaczne śniadania. Jeżeli chcielibyście zarezerwować ten lub jakikolwiek inny obiekt poprzez Booking, skorzystajcie z tego linka, a otrzymacie 50 zł zwrotu. Nie interesują Was hotele? Łapcie 100 zł na Airbnb. Loty do Tallina. Jakie linie wybrać? Istnieje kilka opcji. My naszą podróż do stolicy Estonii mieliśmy przyjemność odbyć na pokładach samolotów linii Air Baltic. Celem dostania się do Tallina, musieliśmy zaliczyć przesiadkę na lotnisku w Rydze. Zarówno loty, jak i przesiadka, były krótkie, cała eskapada nie była więc męcząca. Dodatkowo godziny lotów Air Baltic są na tyle dogodne (wylot piątek wieczorem, powrót niedziela popołudniu), że taki city break w Tallinie udało się zorganizować bez straty ani jednego dnia urlopu! I wszystko poszłoby by gładko, gdyby nie konkretna ulewa w Warszawie, akurat wtedy, kiedy szykowaliśmy się do wylotu. Z powodów pogodowych lecący po nas samolot musiał lądować… na lotnisku w Modlinie. Stamtąd, po szybkim tankowaniu, usiadł na Lotnisku Chopina. Oznaczało to, że do Rygi na pewno nie wylecimy o czasie. Według rozkładu na przesiadkę mieliśmy 1:15, a z Warszawy wystartowaliśmy z 40-minutowym opóźnieniem. Przed oczami stanęły nam już czarne myśli, że nie zdążymy na lot do Tallina i czeka nas noc w stolicy Łotwy. Nic z tych rzeczy! Choć trudno było nam w to uwierzyć, po setkach lotów Ryanairem i Wizz Airem, samolot po prostu na nas (i innych pasażerów) poczekał! Mogliśmy zatem na własnej skórze sprawdzić budzące podziw statystyki Air Baltic – w czerwcu 2018 roku ponad 99% pasażerów dotarło do lotnisk docelowych tak jak planowali! Co również różni Air Baltic od innych linii to fakt, iż praktycznie nie odwołuje swoich rejsów (5134 lotów i tylko 16 się nie odbyło). To miła odmiana np. w stosunku do LOTu, który swoją drogą też oferuje loty do Tallina. Tak wyglądał posiłek w klasie biznes na krótkim locie z Tallina do Rygi. Ile kosztują bilety do Tallina? Jeżeli marzy Wam się Tallin to najtańszą lotniczą opcją, no chyba, że trafi się jakaś mega okazja, jest właśnie Air Baltic. Linia ma cykliczne spoko promocje, jedna trwa teraz (rezerwacje do 11 września, na loty od 1 października do 28 maja). Co w tym wszystkim najlepsze to obejmuje ona również takie terminy jak Sylwester czy Majówka 2019. Myślę, że warto sobie wcześniej zaplanować. 🙂 Tallin atrakcje, czyli co zobaczyć w stolicy Estonii? Początkowo wydawało się nam, że weekend na spokojnie wystarczy, żeby odhaczyć wszystkie miejsca na liście „co zobaczyć w Tallinie”. Troszkę się jednak przeliczyliśmy. Aby zrealizować cały plan przydałby się jeszcze jeden, no może dwa dni (wtedy moglibyśmy też „wyskoczyć” do Helsinek). Do dyspozycji mieliśmy jednak tylko weekend. Podczas zwiedzania skupiliśmy się więc przede wszystkim na Starym Mieście, które leży na dwóch poziomach i dzieli się na Górne i Dolne. To tutaj znajdują się przecież najważniejsze atrakcje Tallina. I tu znów spotkało nas miłe zaskoczenie. Stare Miasto okazało się bowiem dużo większe niż sobie wyobrażaliśmy. Masa zabytków, pięknych kamieniczek i urokliwych zakątków. Nie sposób wszystkich wymienić! Jest jednak kilka miejsc, na które warto zwrócić szczególną uwagę. Plac Ratuszowy To w tym miejscu bije serce Tallina. Główny plac, od którego odchodzą zabytkowe uliczki ze średniowiecznymi kamienicami to dobry punkt do rozpoczęcia zwiedzania. Rynek (lub plac) Ratuszowy położony jest w środkowej części Starego Miasta. Niegdyś to właśnie tutaj koncentrowało się życie tallińczyków. Miejsce do dziś jest naturalnym centrum starówki, często obleganym przez turystów. Główną budowlą na placu jest oczywiście Ratusz Miejski – jeden z najważniejszych symboli Tallina. Mało tego, dawny budynek władz miejskich stolicy Estonii ma już ponad 600 lat i jest jedynym gotyckim ratuszem w północnej Europie, który przetrwał do dnia dzisiejszego. Przy Placu Ratuszowym znajduje się jednak więcej ciekawych zabytków. Na uwagę zasługuje znajdująca się w północno-wschodnim narożniku Apteka Magistracka. Powstała ona w 1422 roku i uważana jest za najstarszą aptekę w Europie. Co ciekawe, dawniej funkcjonowała ona nieco inaczej niż współczesne apteki. Można w niej było kupić bowiem wino, tytoń, karty do gry czy przyprawy. Wśród ówczesnych medykamentów znajdowały się niespotykane obecnie „leki”, takie jak: mocz z czarnego kota czy puder z rybich oczu. Punkty widokowe na Górnym Starym Mieście Dwa najlepsze miejsca do podziwiania stolicy Estonii znajdują się na wzgórzu Toompea. Pierwszy z nich (położony najbardziej na północ) nazywa się Patkuli Viewing Platform i roztacza się z niego bardzo ładna panorama na Tallin. Jest on niezwykle popularny w weekendy, trudno nawet dopchnąć się do barierki, żeby coś zobaczyć! Owe miejsce znajduje się na szczycie stromego zbocza, więc jak już dopchacie się do krawędzi to na pewno będziecie zadowoleni z widoków. Jeżeli chcecie uniknąć tłumów, polecamy wstać rano lub przyjść wieczorem. Obserwować stąd można strzelistą wieżę kościoła św. Olafa, baszty, miejskie mury i czerwone dachy Starego Miasta. Wszystko to w otoczeniu soczystej zieleni. Możecie się tu dostać na 2 sposoby: z Dolnego Miasta przechodząc obok Soboru św. Aleksandra Newskiego lub schodami wychodząc ulicą Nuune. Po lewej stronie punktu widokowego dostrzec można fragment fosy miejskiej Snelli tiik. Bez trudu zobaczycie stąd Morze Bałtyckie. Drugi punkt widokowy, który polecamy to Kohtuotsa Viewing Platform położony bardziej na wschód. Ale wciąż na Górnym Mieście. Równie popularny jak ten pierwszy, a oglądać stąd można z góry wąskie uliczki Starego Miasta, strzeliste wieże ratusza oraz kościoła św. Ducha. Tworzy to ciekawy kontrast, bowiem za wiekowymi budynkami stoją nowoczesne hotele i biurowce. Kościół Świętego Olafa Najwyższa budowla na zdjęciu to właśnie kościół św. Olafa. Tak jak wspomniałam wcześniej, mieszkaliśmy bardzo blisko tego miejsca, więc mijaliśmy je praktycznie za każdym razem po wyjściu z hotelu. Budowla jest naprawdę pokaźnych rozmiarów, więc ciężko jej nie zauważyć. Jest widoczna z wielu punktów w mieście i jednocześnie jest jednym z bardziej charakterystycznych elementów w panoramie Tallina. Kościół położony przy ul. Lai 50, powstał w średniowieczu w pobliżu placu targowego kupców skandynawskich. Nosi wezwanie Olafa II, króla Norwegii. Pierwsze wzmianki o kamiennej świątyni pochodzą z 1267 roku. W XV wieku wieża kościoła została zwieńczona wysokim, szpiczastym hełmem. Imponująca gotycka wieża kościelna miała wówczas 159 m wysokości i była najwyższa nad Bałtykiem. Po kilku pożarach przebudowywana, mierzy obecnie 123 metry. Najlepsze jest jednak to, że w kościele znajduje się taras widokowy (a właściwie tarasik). Wejście na wieżę kosztuje 3 EUR i wymaga trochę wysiłku. Do pokonania jest 60 metrów w górę. Niestety nie ma windy. 😉 Idzie się po krętych, dość wysokich schodach. Ile ich jest nie wiem, straciłam rachubę po pierwszej 100. Jest wąsko i mało miejsca do mijania. Ale to nic! Gdy już wejdziemy zdyszani na szczyt, jest co podziwiać. Cały Tallin u naszych stóp. Widoki rekompensują wysiłek, także polecam się nie zniechęcać. Trzy Siostry „Trzy Siostry” (Kolm Õde) – taką nazwę nosi zespół trzech gotyckich kamienic mieszczańskich znajdujących się na rogu ulic Pikk i Tolli. Uznawane za jedne z najstarszych w Tallinie, budynki powstały w drugiej połowie XIV wieku. W związku z tym jednak, że kobiet nie pyta się o wiek, dokładna data urodzenia „sióstr” owiana jest tajemnicą. Obecnie, dysponując grubym portfelem, można przenocować w „Trzech Siostrach”. Budynki zostały zaadaptowane na luksusowy hotel, w którym zachowano średniowieczne wnętrza. Podobny kompleks architektoniczny, który poprzez analogię do budynków w Tallinie nosi nazwę „Trzej Bracia”, można podziwiać w Rydze. Sobór św. Aleksandra Newskiego To zdecydowanie najbardziej pełna przepychu budowla w całym Tallinie. Sobór, który miał symbolizować potęgę Rosji oraz jej wszechogarniające wpływy został zbudowany w latach 1894-1900 w południowej części wzgórza Toompea. Już z daleka wyróżnia się architekturą na tle innych budowli w mieście. Sobór prawosławny św. Aleksandra Newskiego wieńczy pięć kopuł – duża kopuła centralna i cztery mniejsze, boczne. Jej wygląd nawiązuje do XVII-wiecznych cerkwi moskiewskich. Pasaż Świętej Katarzyny Od razu powiemy, że nie zmęczycie się spacerem tutaj. Uliczka (zlokalizowana tutaj), nazywana przez miejscowych Katariina Kaik, ma nieco ponad 100 metrów. W weekendowy środek dnia może być tak zatłoczona, że ciężko o jakiekolwiek zdjęcie. Dlatego też nasze zdjęcia są z 7 rano w niedzielę, gdy wszyscy turyści jeszcze smacznie spali. 🙂 Niewątpliwie jednak Pasaż Świętej Katarzyny to miejsce bardzo przyjemne i klimatyczne. Jedno z najbardziej interesujących na Dolnym Mieście. Spacerując tędy będziecie mieli okazję z jednej strony podziwiać warsztaty artystyczne, w których twórcy tradycyjnymi metodami wytwarzają biżuterię, ceramikę i wyroby szklane. A z drugiej pasaż ciągnie się wzdłuż kompleksu klasztornego Dominikanów z XIII wieku. Katedra Najświętszej Maryi Panny Powinniście przechodzić obok niej spacerując po Górnym Mieście (lokalizacja katedry). W pobliżu kościoła przechodzą bowiem główne szlaki do wspomnianych wcześniej punktów widokowych. Katedra Najświętszej Maryi Panny w Tallinie jest jednym z trzech funkcjonujących kościołów średniowiecznych w stolicy Estonii. Zaraz po zdobyciu miasta przez Duńczyków powstał tutaj drewniany kościół około roku 1219. W 1243 r. wzniesiono na jego miejscu kamienną, gotycką świątynię. Pochowano tutaj między innymi szwedzkiego gubernatora Estonii – Pontusa de la Gardie. Brama Viru Przekraczając bramę Viru zostawiamy XXI wiek za sobą i wkraczamy w czasy średniowiecza. Dawniej ta XIV-wieczna brama broniła od wschodu wjazdu do miasta. Dzisiaj to turystyczne wrota do tallińskiej starówki i jedna z topowych atrakcji. Choć z kamiennej budowli do dziś przetrwały tylko dwie bliźniacze baszty nakryte szpiczastymi „czapkami”, wciąż warto je zobaczyć. Brama łączy się z pełną sklepów i restauracji ulicą Viru, która prowadzi na Plac Ratuszowy. Mury miejskie i baszty obronne Brama Viru to jednak tylko jeden z elementów potężnych obwarowań Tallina. W czasach największego rozkwitu miasta całkowita długość systemu fortyfikacji wynosiła prawie 4 km. W ich obrębie znajdowało się 46 baszt oraz 6 bram. Do dziś zachowało się 1850 m murów miejskich, 26 baszt i 4 bramy, więc całkiem sporo. Najbardziej imponujący fragment murów znajduje się w północno-zachodniej części starówki (w pobliżu ulic: Gumnaasiumi, Kooli i Laboratooriumi). Przylega do nich aż 8 wież, z których 3 udostępnione są dla zwiedzających. Ponadto spacerując po mieście warto zwrócić uwagę na takie obiekty jak: Baszta Dziewicza, gdzie kiedyś mieściły się lochy dla upadłych panien, Gruba Małgorzata – basztę, która nazwę zawdzięcza swym pokaźnym rozmiarom czy Długi Hermann (Pikk Hermann) – jedną z najbardziej symbolicznych budowli w Estonii. Co jeszcze zrobić w Tallinie? Kilka pomysłów na to, co byśmy jeszcze mogli zrobić w Tallinie, gdyby weekend był nieco dłuższy. Myślę, że mogą to być również inspiracje na kolejny wypad do stolicy Estonii. 1. Wybrać się na plażę Pirita. 2. Zobaczyć pałac i park Kadriorg. 3. Przespacerować się po dzielnicy Kalmaja. 4. Zorganizować wycieczkę do podwodnego estońskiego więzienia Rummu. 5. Wyskoczyć na kilka chwil do Helsinek (w końcu to niecałe 80 km i 2 h promem). *Wpis powstał we współpracy z liniami lotniczymi Air Baltic. Zapisz się do naszego newslettera, żeby nie ominęły Cię żadne nowości!
W większości kohvików można bowiem nie tylko napić się kawy, ale też zjeść pełnowartościowy posiłek, a nawet napić się alkoholu. Czytaj też: Zjeść Tallin. Kawiarnie w Tallinie same zapraszają do środka, szczególnie jeśli stolicę Estonii odwiedzamy w chłodne miesiące, np. w maju ;-).
City break do Tallina? Czy 2 dni wystarczą na poznanie miasta ? Co warto zwiedzić w tym czasie, a co sobie odpuścić? Ile pieniędzy przeznaczyć na podróż i pobyt ? Gdzie nocować ? Co lokalnego warto zjeść ? Skłamałbym, gdybym napisał, że wszystkie moje podróże to jeden wielki spontan. O ile wybór samego miejsca docelowego opiera się na aktualnych promocjach lotniczych lub autokarowych, o tyle sam pobyt staram się zaplanować. Nic dziwnego, skoro w wielu przypadkach mam średnio dwa dni na dobre poznanie odwiedzanego miejsca. Tallin szczerze mnie zachwycił. Nawet słaba pogoda nie zmieni we mnie tej fascynacji. Suplementem do tego artykułu jest dodatek poświęcony praktycznym poradom dotyczącym pobytu i zwiedzania Tallina. Zapoznaj się z nim dopiero po przeczytaniu tej relacji. Na jej końcu jeszcze raz podam link do poradnika 🙂 Co zwiedzić w 2 dni w Tallinie? Jak dotrzeć do Tallina ? Każdy, kto wybiera się do Wilna, Rygi czy Tallina, zazwyczaj wybierze transport autobusowy. Ja skorzystałem z przejazdu w dobrej cenie ówczesnym Polskim Busem. Od czasu mojej wyjazdu trochę się zmieniło. W okresie jesienno-zimowym podróż z Warszawy czy Bydgoszczy do Tallina, zakupiony na stronie Flixbusa jest realizowany przez Eurolines Lituania. Obecnie najtańszy bilet w jedna stronę zaczyna się od 79 zł. Trzeba się jednak nastawić nawet na koszt 176 zł w jedna stronę (ok. 350 zł/obie strony). Cała droga zajmuje ok. 16 godzin. Do wyboru, oprócz Eurolines i przelotu mamy: Ecolines, Luxexpress i Sindbad. Możemy też zdecydować się na wariant- przejazd do Wilna lub Rygi, pozwiedzać miasto i przesiąść się na połączenie do Tallina innego przewoźnika. Będzie to pierwszy artykuł podzielony na część będącą relacją z podróży i pobytu i drugą- poradnikową. Nie chcę zanudzać w relacji, zbędnymi szczegółami. Dla osób planujących taka podróż dodatkowy poradnik będzie, mam nadzieję, cennym uzupełnieniem. Najpierw przeczytajcie proszę poniższy artykuł. Potem zapraszam Was do poradnika. Termin pobytu r wyjazd z Warszawy powrót z Tallina Koszty w Tallinie Bus Lublin-Warszawa-Lublin 24 zł Warszawa-Tallin-Warszawa 80 zł (Flixbus) Nocleg – Hostel 16eur Old Town Munkenhof 75 zł (37,50zł/dobę) – podlinkowałem ten hostel bo jest spoko, w dobrej lokalizacji i cenie. Sami sprawdźcie. Świetną alternatywą jest Old House Hostel, szczególnie, jeśli nie jedziecie sami, tylko we dwoje lub kilka osób. Można też skorzystać z oferty portalu Airbnb. Korzystaliście już ze zniżki? Suma kosztów (bez wyżywienia): ok. 180 zł Transport Flixbus jadąc z Warszawy, zatrzymuje się jeszcze w Wilnie i Rydze. W samym Wilnie czeka nas jeszcze szybka przesiadka do innego autokaru, tym razem dwupoziomowego. W Tallinie mamy możliwość zakończenia podróży na przystanku przy porcie lub, na co sam się zdecydowałem- na głównym dworcu autobusowym. Kiedy już dotrzemy na miejsce, pamiętaj o zmianie czasu- przestawiamy zegarki o godzinę do przodu. Z dworca, możemy przejść się do centrum miasta. To zaledwie 15-20 minut drogi. Po drodze mijam duże centrum handlowe Viru Keskus, pod którym znajduje się ważny punkt komunikacyjny, lokalny dworzec autobusowy. W przeciwieństwie do dworca głównego, obsługuje on tylko lokalne połączenia. Kierując się w stronę Informacji turystycznej, mijam jedną z bram miejskich- Viru, przy której aktualnie prowadzone są prace remontowe. Stad już dość dobrze widać, że Tallin jest właścicielem pięknego starego miasta. A to dopiero początek. Przechadzając się wybrukowanymi uliczkami po tej części starówki, przyglądam się witrynom, jeszcze zamkniętych o tej godzinie punktów handlowych. Wśród nich znajduje się sporo kawiarni, restauracji, księgarni i niezliczona ilość muzeów. Tak, to jedno z największych zaskoczeń w tym mieście. Przygotowując się do wyjazdu, zauważyłem ponadprzeciętną ilość tych punktów na Tallińskiej mapie kultury. Teraz przekonuje się naocznie, że niskie bezrobocie w dużym stopniu uzależnione jest od ogromnej ilości pracowników zatrudnionych w tutejszych muzeach 🙂 W Informacji Turystycznej odbieram przygotowaną dla mnie Tallin Card na 48 godzin. W takim mieście jak to koniecznie trzeba skorzystać z tej prostej formy zaoszczędzenia na transporcie i atrakcjach turystycznych. Przez główny plac starego miasta, na którym jeszcze nie raz się pojawię, kieruję się do hostelu 16 € Old Town Munkenhof. Najbliższym muzeum, znajdującym się od hostelu jest Muzeum Miejskie Tallinna Linnamuuseum. Budynek nie bez powodu przypominający dom kupiecki mieści się ekspozycja szlaków morskich. Sporo tu makiet i modeli. Ogromna makieta miasta, modele budynków, statków, portrety mieszczan, wystawa naczyń z porcelany. Sporo elementów audiowizualnych. Dodatkowym atutem jest możliwość korzystania z audio przewodnika w kilku językach, angielskim. Jest to jedno z wielu miejsc w Tallinnie, któ®e tak bardzo przypominają mi budynki, które znam z Rygi. Już po zwiedzaniu muzeum, pięknymi uliczkami spaceruję w stronę kolejnej atrakcji, jaką jest Muzeum Historii Estonii- Eesti Ajoloomuuseu. To ciekawe miejsce mieści się niedaleko ratusza. Zresztą najważniejsze atrakcje w Tallinie znajdują się zazwyczaj w promieniu ok. 30 minut pieszo od centrum starego miasta. Zbiory muzealne robią wrażenie. Ekspozycja pokazuje historyczny rys od czasu średniowiecza do czasów obecnych. Tysiące monet, przedmiotów codziennego użytku na przestrzeni lat. Pora na słodkości. Tallin jest niewątpliwie stolica marcepanu. Jednak z tamtejszych legend mówi o małej aptece, w stolicy Estonii, która wyprodukowała lek „na poziom cukru we krwi oraz złamane serce” o charakterystycznym, migdałowym smaku. Tak to ja się mogę leczyć 😉 Obok odwiedzonego przeze mnie niedawno, znajduje się Muzeum Marcepanu „Kalev”. Nie jest to z pewnością klasyczne muzeum. Bardzo łatwo go przeoczyć, ponieważ wygląda z zewnątrz dość niepozornie, jak witryna cukierni. Jednak już po wejściu do środka, do nozdrzy dociera charakterystyczny, słodki zapach łakoci. Po lewej stronie od wejścia odbywa się pieczołowita ręczna produkcja marcepanu. Warto przyjrzeć się temu procesowi z bliska. Bierze w nim udział 60 letni Otto Kubo, który również dzieli się chętnie informacjami związanymi z historią tego miejsca. Tuż obok znajduje się najstarsza kawiarnia w Estonii dumnie nosząca nazwę „Maiasmokk”, czyli „Łasuch” 🙂 Tutaj możecie zaopatrzyć się w słodkości lub, zdecydowanie taniej, choć już bez tej niecodziennej atmosfery, w mieszczącym się niedaleko sklepie spożywczym Rimi, jednym z niewielu w obrębie i okolicy starego miasta. Nie najadam się za bardzo słodkościami, bo przyszła pora na obiad. Jednym z częściej wymienianych miejsc na kulinarnej mapie tego miasto jest z pewnością, znajdujący się w budynku ratusza, III Draakon. Okazuje się, że w pełni zasługuje na rekomendację. Już od samego wejścia jest to nietypowe miejsce. Jak na średniowieczna stylizacje przystało, jest tu dosyć ciemno. Jedyne źródła światła to nieliczne świece. Początkowo myślałem, że może serwowane potrawy nie zasługują no to, żeby za bardzo im się przyglądać. Okazało się jednak, że nie tylko dobrze wyglądają, ale i jeszcze lepiej smakują. Zamawiam więc słynną zupę z renifera – Elk Soup. Smakuje lepiej niż to, co sobie wyobrażałem. Warto odwiedzić nawet tutejsza toaletę. Wszystko jest stylizowane na dawne czasy. Zrobienie dobrego zdjęcia w takim miejscu zdecydowanie wymaga statywu 🙂 A skoro fotografii mowa, przenieśmy się kilkanaście metrów dalej, do Muzeum Fotografii. Dziesiątki, jeśli nie setki aparatów fotograficznych oraz przykłady zdjęć wykonanych nimi. Najstarsze modele Kodaka, Nikona- te wielkie pudłowe, i te w wersji miniaturowej. Gratka dla fanów fotografii. Przypominam, że w tym mieście prawie wszędzie jest blisko 😉 Tak po kilku minutach pieszo trafiam do leżącego u stóp wzgórza Toompea, Kościóła św. Mikołaja – Nigiliste Muuseum. To mój imiennik i jednocześnie patron kupców i żeglarzy. Choć budynek powstał w średniowieczu, został bardzo zniszczony w trakcie II wojny światowej, co pokazują liczne fotografie. Teraz jest to muzeum sztuki i sala koncertowa. Cały czas trwają prace renowacyjne. Kiedy wchodziłem do niewielkiego Adamson-Eric Museum, byłem pewien, że to muzeum sztuki japońskiej. Jest jednak zdecydowanie czymś więcej. Powiem tak… ilość obrazów nie przytłacza 😉 Za to te, które się tu znajdują, mają w sobie jakąś dziwną moc. Miejsce to nie należy jednak moim zdaniem do tych, które warto zobaczyć. I powoli wchodzę na wzgórze Toompea, to jedno z najciekawszych miejsc w mieście. Stare Miasto podzielone jest na Górne i Dolne. Pierwsze stanowiło centrum władzy, zarówno świeckiej, jak i duchownej; zamieszkiwane było przez zarządców i rody szlacheckie. Rezydentom Toompea przysługiwały prawa obywatelskie. Ich uzyskanie nie było łatwe — zarządcy dokonywali ostrej selekcji, nadając obywatelstwa tylko tym, którzy przy okazji pomnażania swoich majątków inwestowali w rozwój metropolii. Dolne Miasto zamieszkiwali rzemieślnicy i drobni kupcy, którzy początkowo nie posiadali żadnych praw. Konsekwencją podziału Tallina na Dolne i Górne Miasto było wprowadzenie prawa zabraniającego przemieszczanie się z jednej części do drugiej bez specjalnego zezwolenia. W bramie prowadzącej na Toompea do dziś widnieje ślad po zamkach, na które była zamykana. Obie części miasta połączono dopiero w XIX w. Tutaj zachowały się najważniejsze części murów miejskich i wież. System Tallińskich obwarowań liczy prawie 2 km murów, 26 baszt i kilka bram. Warto wiedzieć, że stare miasto zostało w 1997 wpisane na listę światowego kulturowego dziedzictwa ludzkości UNESCO. Znajdujemy się przy Tallitorn, z którego widać już zarówno wieżę Kiek in de Kök, jak i przez znajdującą się tu bramę, majestatyczny Sobór św. Aleksandra Newskiego. Ciekawość zaprowadzi nas zapewne schodami na wyższą część znajdującej się tu baszty, połączonej zadaszonym przejściem z niewielką, romantyczną restauracyjką. Rozpościera się z niej przyjemny widok. Wspomniany wcześniej Sobór jest pięknie podświetlony nocą. Warto zajrzeć do środka. Budynek jest na prawdę ogromny. Jakieś 500 m stąd rozpościera się najpiękniejsza panorama na dużą część miasta. Koniecznie trzeba przyjść tu późnym wieczorem, kiedy jest już ciemno, a światła wyraźnie podkreślają walory miasta o zmroku. Tuż obok znajduje się siedziba parlamentu, również pięknego nocą. Chcąc zdążyć jeszcze przed zamknięciem Muzeum Okupacji, mijam duży pięknie podświetlony krzyż, górujący nad placem Vabaduse oraz znajdujący się również na placu kościół św. Jana. Muzeum Okupacji, choć niewielkie, robi duże wrażenie ze względu na poruszoną w nim tematykę, bardzo dobitnie podkreśloną zgromadzonymi tam eksponatami. Ciekawostka jest wystawa czasowa poświęcona postaci Ingrid Bergman. Do tej pory nie wiem co wspólnego z tematem okupacji ma jej postać, ale faktycznie daje to nieco odpoczynku od ciężkiego tematu panującego w muzeum. Wracając do hostelu, mijam świąteczny jarmark bożonarodzeniowy, który przyciągnął o tej porze ogromne rzesze turystów i miejscowych. Bardzo chciałbym zobaczyć kiedyś to miejsce jeszcze raz, tym razem przykryte śniegiem 🙂 Kolejny dzień przywitał mnie fantastyczną pogodą. Od 10 rano zaplanowałem zwiedzanie podziemi Kiek in de Kök. Poprzedniego dnia zdążyłem tylko wejść na wieżę, ponieważ zwiedzanie podziemi z anglojęzycznym przewodnikiem możliwe było dopiero następnego dnia. W lochach znajduje się ciekawa wystawa prezentująca losy mieszkańców Tallina w różnych okresach historycznych. Przewodnik przekazuje bardzo dużo praktycznych informacji. Tuz przez właściwym zwiedzaniem czeka nas kilkunastominutowy film, pokazujący w zabawny sposób historię Estonii i Tallina. Wiedza przekazana w pigułce. W trakcie zwiedzania czeka na nas tez niespodzianka, dzięki której możemy się przenieść w czasie 🙂 Moim zdaniem miejsce to należy do absolutnego must see Tallina. Skoro mam już Tallin Card, warto trochę pojeździć 🙂 Jeszcze przed przyjazdem zdecydowałem, że nie wyjeżdżam bez odwiedzenia wieży telewizyjnej znajdującej się w odległości ok. 10 km od centrum. Najpierw więc podjeżdżam tramwajem pod centrum handlowe Viru. Stąd odjeżdża autobus nr pod wieżę TV. Pogoda do tego czasu zdążyła się już nieco popsuć. Zaczął padać niewielki deszcz, a niebo się zachmurzyło. Mimo tego plan musi być wykonany 😉 Wjeżdżam windą na najwyższe piętro. Tam, jeśli pogoda sprzyja i mamy dobrą widoczność, zasięg naszego wzroku pozwoli na dostrzeżenie tego, co znajduje się kilkanaście kilometrów stąd. Ja nie miałem tyle szczęścia tym razem. Skupiłem się więc na przetestowaniu wszystkich atrakcji, jakie są na platformie. Na dole budynku znajduje się też wzorcowe studio telewizyjne, w którym możemy bezpłatnie, dla zabawy nagrać jeden ze scenariuszy newsa, korzystając z promptera. Gotowy materiał możemy przesłać sobie lub znajomym @ jako fajną pamiątkę. Mimo siąpiącego deszczu, jadę w pobliże pałacu Kadriorg. Bogato zdobione wnętrza po prostu powalają. Nieopodal znajduje się Pałac Prezydencki. 5 minut pieszo, a naszym oczom ukaże się nowoczesne, ogromne Muzeum Sztuki KUMU. Każde piętro muzeum zawiera setki dzieł sztuki- głównie malarstwo i rzeźbę. Nadszedł czas na najważniejszy punkt zwiedzania. Zostawiłem go sobie na koniec, chociaż może nie była to najlepsza decyzja. Spędziłem tu sporo czasu, aż do zamknięcia, do 19:00. To Muzeum Lennusadam Sea Harbour. Na wystawie znajdziesz wiele interaktywnych eksponatów i symulatorów. Można wziąć udział w szkoleniu ratowników, odbierać sygnał SOS jako lider misji ratunkowej, angażować się w wiele innych ciekawych zajęć. Jest to jedno z najlepszych muzeów, w których dotąd byłem. W muzeum znajduje się całe mnóstwo świetnych ekspozycji multimedialnych i kilka interaktywnych. I największa atrakcja muzeum- historyczny okręt podwodny Lembit. Nie będziecie się tu nudzić – skorzystajcie z możliwości zrobienia sobie zdjęcia w mundurze i wysłania go później @. Jest dużo atrakcji dla dzieci – symulatorów lotów samolotem, jazdy motorówką, można zrobić sobie zdjęcie w mundurze. W muzeum znajdziemy mnóstwo pełnowymiarowych żaglówek, osprzętu wojskowego jak i stanowisk interaktywnych. Istnieje możliwość wypicia kawy w muzealnym barze, jak i zakupu pamiątek związanych z Estonią i samym muzeum, w znajdującym się blisko wejścia głównego sklepiku. Poza tym obok hangaru z eksponatami stoi przycumowany lodołamacz Suur Toll (wyprodukowany ponad 100 lat temu w szczecińskiej stoczni) – warto wejść do środka i zobaczyć jak urządzono cześć dla załogi i z bliska zobaczyć np. silniki, piece itp. Oficjalna strona muzeum. Cena biletu wstępu: Normalny 15 € Ulgowy 8 € (dzieci w wieku 9-18 lat i studenci z legitymacją ISIC/ITIC) Rodzinny 30 € (dla 2 osób dorosłych ich dzieci w wieku do 18 lat) Późnym wieczorem wracam do hostelu, mijając jeszcze charakterystyczny punkt w mieście- Grubą Małgorzatę Paks Margareeta. Ciekawostka – budynek był odrestaurowany przez konserwatorów z Torunia – przypuszczam, ze to oni zostawili pewien ślad:-) napis „TORUŃ” ułożony z białych kamyków w lastryko na schodach. Na koniec zahaczam jeszcze o piękna uliczkę, niedaleko hostelu, Katariina Käik. Koniecznie przejdźcie się tam wieczorem. Suplementem do tego artykułu jest dodatek poświęcony praktycznym poradom dotyczącym pobytu i zwiedzania Tallina. Znajduje się TUTAJ. Czy ten artykuł był dla Ciebie wartościowy? Będę wdzięczny za komentarze poniżej. Jeśli potrzebujesz dodatkowych informacji albo masz propozycje/sugestie dotyczące tej relacji, chętnie je poznam. Dzięki Tobie wartość kolejnych artykułów może być jeszcze lepsza. Chcesz być na bieżąco z kolejnymi relacjami z wyjazdów i poradami? Zapraszam na profil Życie w podróży na Facebook’u. Zapraszam Cię również do zapisania się do Newslettera. Gwarantuję tylko wartościowe treści, żadnego spamu. 9 votes Article Rating
Ceny nie są tak tanie, jak w Zgara Korcare i Pastarii, ale jednak ceny są przystępne, a żywność jest bardzo wysokiej jakości. Muszę również wspomnieć, że Artigiano ma najlepszą obsługę klienta zdecydowanie ! W Tiranie są dwie restauracje Artigiano w Tiranie, ale moim ulubionym jest Artigiano w Starej Willi. Serwis nie różni
Im więcej tym weselejJak dojechać do Rygi?Dojazd z lotniska w Rydze do centrum miastaNocleg w RydzeSpacerem po Rydze – czyli 16 miejsc, które trzeba zobaczyć – w tym jedno nietypowe 😉Stare Miasto w RydzeDom Kotów, czyli dość osobliwy symbol RygiKatedra w RydzeKatedra Św. Jakuba w Rydze Kościół św. Piotra w Rydze Stary kościół św. Gertrudy w Rydze Dom Bractwa Czarnogłowych i pomnik Rolanda w Rydze Trzej BraciaWyspa KipsalaMuzykanci z BremyPomnik wolnościŁotewska Opera NarodowaSobór Narodzenia Pańskiego w Rydze Parki w RydzeZamek w RydzeDzielnica Art Nouveau – secesyjna RygaHale Targowe CentraltirgusCyrk – nietypowa atrakcja w RydzeRyga poza StarówkąGdzie zjeść w Rydze? Rozengrāls Folkklubs ALA pagrabs Province restaurantHale Targowe CentraltirgusCo zjeść w Rydze?Bezpieczeństwo w Rydze – o czym warto pamiętać w przypadku kradzieży i jak się przed nią uchronićPodstawy bezpieczeństwa w podróży Coś mi się wydaje, że te nasze weekendowo-babskie wypady staną się tradycją. Pierwszy był w Berlinie i było naprawdę fantastycznie, o czym możecie przeczytać TUTAJ. Drugi wyjazd zawdzięczamy Szalonej Środzie w LOT. Dzięki tej promocji udało nam się kupić bilety w przystępnej cenie do stolicy Łotwy – Rygi. Mało tego wykorzystałyśmy też przedłużony, listopadowy weekend ( więc nie musiałyśmy brać urlopu, którego pod koniec roku zazwyczaj brakuje;) Jedyne czego się obawiałyśmy to pogoda, bo wiadomo w listopadzie, zwłaszcza na północy może być różnie: wietrznie, zimno, deszczowo. Chociaż z drugiej strony… jak się leci bez dzieci to jest sporo opcji i możliwości alternatywnego spędzania czasu nawet przy złej pogodzie. Można na przykład zwiedzić miejscowe knajpki i ogrzać się lokalnym trunkiem (w Rydze jest to Rīgas Melnais balzams – Czarny Balsam dla ciała i ducha;), można skorzystać ze SPA, które akurat oferuje hotel, można też odwiedzić galerie i muzea i nikt nie będzie jęczał i marudził że „długo jeszcze” albo „nudaaa…” 😉 A poza tym, nie ma przecież złej pogody, są tylko źle dobrane ubrania:) Im więcej tym weselej Początkowo miałyśmy lecieć we trzy, tak jak do Berlina, ale przed samym wylotem dołączyły do nas jeszcze dwie dziewczyny. Ciekawa byłam tego czy się dogadamy. Wiadomo, że im więcej ludzi tym jest weselej i jest więcej pomysłów i planów, no ale są też różne przyzwyczajenia i różne oczekiwania co do sposobu zwiedzania. W związku z czym częściej trzeba chodzić na kompromisy. Muszę jednak przyznać, że stworzyłyśmy całkiem ciekawy i zgrany team, który poradził sobie nawet w najcięższym momencie naszego wyjazdu… Jakim? Przeczytacie o tym w dalszej części wpisu. Jak dojechać do Rygi? Do stolicy Łotwy bardzo łatwo można dostać się samochodem. Odległość jest stosunkowo niewielka (667 km z Warszawy), a wycieczkę można dodatkowo połączyć ze zwiedzaniem innych krajów bałtyckich jak Litwa, Estonia, czy nawet Finlandia. My, jak już wspomniałam, skorzystałyśmy z promocji LOT-u i do Rygi poleciałyśmy samolotem z lotniska Chopin w Warszawie. Dojazd z lotniska w Rydze do centrum miasta Odległość z lotniska Lidosta Riga do centrum miasta wynosi około 13 km. Po wyjściu z lotniska, naprzeciwko znajduje się postój taksówek, które do centrum jadą jakieś 10-15 min ich koszt to mniej więcej 8-10 euro. Zaraz za postojem i parkingiem jest przystanek autobusowy, z którego bezpośrednio do centrum odjeżdża linia autobusowa 22 i expresowy minibus o numerze 322. Bilety można kupić w biletomacie na przystanku autobusowym za 1,15 euro lub u kierowcy za 2 euro. Przy zakupie w biletomacie sugerujemy użyć karty płatniczej, automat nie wydawał reszty i transakcja nie mogła zostać zrealizowana. Cały przejazd trwa około pół godziny, mini bus jedzie troszkę krócej, bo ma mniej przystanków. Nocleg w Rydze Nocleg tradycyjnie zarezerwowałam poprzez stronę Booking. Ryga oferuje sporo noclegów w przystępnych cenach o przyzwoitym standardzie i w bardzo dobrych lokalizacjach. A z racji tego, że miasto nie jest duże to w zasadzie każda lokalizacja wydaje się być atrakcyjna. Nasz hotel Wellton Riga Hotel & Spa znajdował się przy samej Starówce, a z okna roztaczał się widok na budynek Łotewskiej Akademii Nauk i hale targowe Centraltirgus. Warto sukcesywnie przed wyjazdem sprawdzać stronę bo my na przykład dzięki temu trafiłyśmy na super promocję i za połowę ceny miałyśmy nocleg ze śniadaniem i z możliwością jednorazowego (ale zawsze;)) skorzystania ze strefy spa. Super opcja, idealna na damski wypad 😉 Spacerem po Rydze – czyli 16 miejsc, które trzeba zobaczyć – w tym jedno nietypowe 😉 Stare Miasto w Rydze W 1997 roku wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO i jest bezapelacyjnie punktem obowiązkowym zwiedzania Rygi. Uchodzi za najpiękniejsze Stare Miasto wśród stolic krajów bałtyckich. Podobno ustępuje tylko Starówce w Tallinie, cóż… myślę, że niebawem to ocenię. Ryska Starówka jest niewielka, zadbana i kolorowa z brukowanymi, wąskimi uliczkami, z wieloma urokliwymi kawiarenkami i restauracyjkami, z charakterystycznymi kościelnymi budynkami i przepięknymi kamienicami utrzymanymi w różnych stylach architektonicznych. Większość miejsc, które przedstawię poniżej można zobaczyć w zasadzie w trakcie jednego spaceru z przerwą na kawę, obiad i kieliszek Czarnego Balsamu. Dom Kotów, czyli dość osobliwy symbol Rygi To duży, żółty budynek utrzymany w secesyjnym stylu, z dwiema wieżyczkami na których umiejscowione zostały rzeźby kotów z wygiętymi grzbietami i podniesionymi ogonami skierowanymi w swoim kierunku. Zgodnie z legendą tylne części tych kotów pierwotnie zwrócone były w kierunku biur Wielkiej Gildii, w których mieścił się klub bogatych, niemieckich kupców, którzy to nie chcieli przyjąć w swoje szeregi pewnego kupca – Łotysza Plume. W ten sposób chciał się on zemścić i dać im do zrozumienia, że mogą „pocałować go pod ogon”. Jednakże obrażony prezydent Gildii wytoczył Łotewskiemu kupcowi proces sądowy. Proces ten trwał podobno dziesięć lat, a wyrok jaki zapadł nakazywał odwrócenie kotów ogonem 😉 Kotów w samej Rydze nie widziałyśmy za dużo, w sumie to nie spotkałyśmy w trakcie tego weekendu żadnego. Być może było im za zimno? Widziałyśmy za to takie śmieszne, oryginalne i jak dotąd przeze mnie niespotykane domki umiejscowione w różnych punktach na Starówce. Katedra w Rydze Ryska katedra to obecnie największa protestancka świątynia krajów bałtyckich. Katedra Św. Jakuba w Rydze Kościół św. Piotra w Rydze Kościół Św. Piotra jest jednym z największych zabytków architektury sakralnej w Rydze. Najstarsza wzmianka o tym kościele pochodzi z 1209 roku. Stary kościół św. Gertrudy w Rydze Dom Bractwa Czarnogłowych i pomnik Rolanda w Rydze To też jeden z symboli Rygi, który i trzeba zobaczyć i w sumie to nie da się go nie-zobaczyć;) W pewnym momencie miałam wrażenie, że wszystkie drogi prowadzą właśnie do Domu Bractwa Czarnogłowych i pomnika Rolanda. Budynek, w którym obecnie znajduje się muzeum został całkowicie zniszczony podczas II wojny światowej. W obecnym wyglądzie został oddany do użytku w 1999 roku. To właśnie tu w 1921r. został podpisany Traktat Ryski, a wcześniej, coś około XVIw była tu siedziba stowarzyszenia bogatych, nieżonatych (stan cywilny „wolny”- taki był wymóg) niemieckich kupców. A tu dowiecie się dlaczego Czarnogłowych? Trzej Bracia Trzej Bracia to po prostu trzy średniowieczne kamieniczki znajdujące się na Starym Mieście w Rydze. Analogicznie nazwą nawiązują do Trzech Sióstr, czyli trzech kamienic w Tallinie. Wyspa Kipsala Wyspa Kipsala to takie miejsce w Rydze, położone po drugiej stronie Dźwiny, w którym ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Jest to niewielka wysepka zabudowana drewnianymi, kolorowymi domkami w stylu, jak dla mnie, takim trochę skandynawskim. W domach tych mieszkali niegdyś głównie marynarze i rybacy. W tej chwili te historyczne domy przeplatają się z nowo wybudowanymi, ale klimat wyspy jest zachowany i całość tworzy piękny, spójny obraz. Ze Starówki na wyspę Kipsta można dojść pieszo. Po przejściu przez most Vansu Tilts trzeba kierować się w prawą stronę. Jest to niesamowicie spokojne miejsce, wręcz idealne na nieśpieszny, niedzielny spacer, na przykład aby złapać chwilę oddechu przed nadchodzącym tygodniem. Poza tym roztacza się stąd przepiękny widok na panoramę Rygi. Muzykanci z Bremy To niewielkich rozmiarów pomnik wykonany z brązu i usytuowany obok kościoła św. Piotra. Przedstawia bohaterów baśni braci Grimm pt. „Muzykanci z Bremy”: osła, psa, kota i koguta ustawionych jeden nad drugim. W baśni zwierzęta te zaglądają przez okno, natomiast rzeźba ma wydźwięk polityczny i tutaj zwierzęta patrzą przez żelazną kurtynę. Rzeźbę podarowało Rydze miasto Brema. Pomnik wolności Pomnik Wolności, potocznie nazywany przez Łotyszów Mildą, jest kolejnym symbolem Rygi. Znajduje się on w centrum miasta i stanowi bazę wypadową do zwiedzania. Więcej informacji historycznych przeczytacie TU. Łotewska Opera Narodowa Sobór Narodzenia Pańskiego w Rydze Jest to obecnie największa cerkiew prawosławna znajdująca się w krajach bałtyckich – ma 40m wysokości. Zbudowana została wg projektu rosyjskiego architekta Nikołaja Czagina w latach 1876–1883 w stylu neobizantyjskim. Na żywo robi niesamowite wrażenie zarówno na zewnątrz jak i w środku. Parki w Rydze Parki, w których byłyśmy bardzo urokliwie prezentowały się w listopadzie. Wyobraziłam więc sobie, jak pięknie musi tu być w rozkwicie wiosny i latem. Zamek w Rydze Przemierzałyśmy Ryską Starówkę wzdłuż i wszerz, w dzień i w nocy, ale do samego zamku nie udało nam się dojść. Oglądałyśmy go z pewnej odległości, powtarzając sobie, że jeszcze tylko zobaczymy „coś tam coś tam” i pójdziemy do zamku. Niestety czasu nie starczyło, ale muszę przyznać, że z oddali prezentował się całkiem przyzwoicie. Następnym razem na pewno się do niego wybierzemy i to zapewne w pierwszej kolejności 😉 Obecnie znajduje się tam siedziba prezydenta Łotwy i muzeum. Dzielnica Art Nouveau – secesyjna Ryga Szacuje się, że w całej Rydze jest około 800 budynków utrzymanych w stylu secesyjnym. Największe ich zagęszczenie znajduje się na ulicy św. Alberta i na sąsiadujących z nią ulicach Elizbetes i Strēlnieku. Spacer po dzielnicy Art Nouveau to bez wątpienia jeden z ważniejszych punktów zwiedzania tego miasta. Charakterystyczne dla secesji są faliste linie, asymetria, a przede wszystkim bogactwo ornamentyki roślinnej i zwierzęcej umieszczone na budynkach i uzupełnione o pastelowe barwy. To wszystko można obejrzeć podczas krótkiej przechadzki wyżej wymienionymi ulicami. To taka secesja w pigułce. Odchodząc dalej od Starówki również można zobaczyć wiele budynków w stylu secesyjnym poprzeplatanych gdzieniegdzie drewnianą zabudową. To wszystko rzutuje na niezwykle urokliwy i niepowtarzalny charakter Rygi. Hale Targowe Centraltirgus Centraltirgus to pięć hal targowych umiejscowionych w pobliżu dworca autobusowego i kolejowego. Hale te zbudowane zostały pod Lipawą jako hangary pod sterowce. W 1926 roku rozebrano je i przywieziono do Rygi w celu zaadoptowania ich pod hale targowe. Otwarcie hal nastąpiło w 1930 roku i od tego czasu, z małymi perturbacjami po drodze, działają po dziś dzień. Zostały nawet zapisane do UNESCO. W halach działa około 3000 stoisk z warzywami, owocami, kiszonkami, mięsem, rybami itp. Można tu też smacznie i całkiem niedrogo zjeść. Bardzo klimatyczne miejsce – polecam. Niedaleko hal znajduje się charakterystyczny budynek – Akademia Nauk Łotwy – jest niezwykle podobny do naszego warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki. Cyrk – nietypowa atrakcja w Rydze To było dla nas totalne zaskoczenie. W czasie spaceru do komisariatu, zupełnie przez przypadek trafiłyśmy na niezwykłe miejsce – cyrk stacjonarny! Pierwszy raz w ogóle o czymś takim się dowiedziałam. A to wcale nie jest taka nowość. Ryski cyrk został zaprojektowany w 1888 roku przez pierwszego Łotysza – Janis Fridrihs Baumanis, który zdobył wykształcenie z dziedziny architektury. Jest to jedyny stacjonarny cyrk w krajach bałtyckich i jeden z pierwszych w Europie. Jest to miejsce w który nakręcono pierwszy film w Rydze. Wcześniej były dwa wejścia do budynku jedno dla publiczności, a drugie dla koni. Obecnie trwa przebudowa obiektu w celu przywrócenia jego poprzedniego wyglądu. Natomiast cały czas odbywają się tu występy i przedstawienia kulturalne zarówno rodzimych jak i zagranicznych gości. Dzieci natomiast uczą się tu i poznają tajniki różnych cyrkowych dyscyplin. Ryga poza Starówką Gdzie zjeść w Rydze? Najlepiej skupić się na Starówce:). Znajdziecie tu mnóstwo klimatycznych knajpek z pysznym jedzeniem zarówno kuchni łotewskiej jak i międzynarodowej. I to w bardzo przystępnych cenach – oczywiście jak na stolicę. Rozengrāls Jednym z takich miejsc jest utrzymana w średniowiecznym stylu restauracja Rozengrals mieszcząca się przy ulicy Rozenna 1. Miejsce to cechuje dbałość o każdy szczegół, zarówno w wystroju jak i w serwowanych potrawach. Tutaj naprawdę możecie poczuć się jak w średniowiecznej sali, wszędzie palą się świeczki, a kelnerzy ubrani są w charakterystyczne dla danej epoki stroje. Folkklubs ALA pagrabs W tym klubie byłyśmy dwa razy. Za pierwszym razem, w sobotę naszukałyśmy się miejsca, żeby usiąść. Było mnóstwo ludzi, ale warto było dla niesamowitego klimatu z muzyką na żywo i dla pysznego jedzeniem. Za drugim raz zaszłyśmy tam, bo już był późny wieczór i nie bardzo chciało nam się szukać czegoś nowego. W niedzielę w lokalu było spokojnie, więc bez trudu znalazłyśmy miejsce. Kapela grała na żywo, co było naprawdę super. Dodatkowo ogłosili Happy Hours na piwka z darmową wyżerką dla gości- indyk z ziemniaczkami i kiszoną kapustą! No cóż.. oczywiście polecamy to miejsce;) Province restaurant Tak często mijałyśmy w czasie naszego zwiedzania restaurację Province, że na sam koniec postanowiłyśmy w niej zjeść. Okazała się całkiem przyjemnym miejscem ze smacznym jedzeniem. Hale Targowe Centraltirgus Warto tu zawitać żeby zobaczyć jak wyglądają te hale w środku, warto zrobić zakupy i warto też zatrzymać się na ciepły posiłek z zimnym piwkiem. Co zjeść w Rydze? Kuchnia łotewska nie należy do zbyt wyszukanych i oryginalnych, a już na pewno nie należy do lekkich. Dominują w niej potrawy ziemniaczane, takie jak na przykład doskonale znane nam placki ziemniaczane, a także potrawy mączne, jak pielmieni (czyli pierogi) i dania mięsne. Mają też w swojej kuchni sporo dziwnych kiszone. Oprócz kiszonej kapusty czy kiszonych ogórków popularnych również u nas, można spróbować kiszonej papryki, kiszonego czosnku, marchewki a nawet kiszonych jabłek. Polecam spróbować danie, które do tej pory spotkałam tylko w Rydze – szary groszek z przyrumienionym boczkiem, cebulką i serem, może być podane w ciemnym łotewskim chlebku. Na drinki polecamy udać się do baru Ezitis migla, gdzie muzycznie można przenieść się do czasów studenckich (moich czasów studenckich ;)) Na kawę i rozgrzewający łotewski balsam Rīgas Melnais balzams zatrzymałyśmy się w Pagalms. Czarny Balsam rozgrzał nas lepiej niż czarna kawa, nic dziwnego – smakuje jak krople żołądkowe… A na deser z czystym sumieniem i z pełną odpowiedzialnością rekomenduję Wam cukiernię, a w zasadzie nie cukiernię tylko eklerownię FAT CAT znajdującą się przy ulicy Mazā Jauniela, LV-1050. Znajdziecie tu mnóstwo wariacji na temat eklerów – malinowe, czekoladowe, toffi, oreo itd itp, więc jeżeli jesteście fanami tych ciastek to koniecznie musicie zajrzeć do Fat Cat. Bezpieczeństwo w Rydze – o czym warto pamiętać w przypadku kradzieży i jak się przed nią uchronić W Rydze raczej jest bezpiecznie, mniej więcej tak jak w większości miast europejskich. Spacerowałyśmy nocą po całej Starówce i nie czułyśmy zagrożenia. Może dlatego, że byłyśmy w takim trochę martwym okresie turystycznym, bo powiedzmy sobie szczerze, listopad nie jest zbyt obleganym miesiącem na odwiedzenie stolicy Łotwy. Jednakże mimo poczucia bezpieczeństwa i braku tłumów nie uchroniłyśmy się przed typowym ryzykiem w czasie podróży – czyli kradzieżą. Jedna z nas została okradziona, w środku dnia, w środku miasta. Po szoku, niedowierzaniu i wkurzeniu zaczęłyśmy analizować jak mogło do tego dojść i jesteśmy prawie pewne, że do zdarzenia doszło pod pomnikiem Muzykantów z Bremy. Niewielka, ale jednak kolejka do zrobienia zdjęcia przy pomniku i jeden człowiek pozujący dobre 3 minuty… Jak to się mówi: okazja czyni złodzieja. Skradziony został portfel z pieniędzmi i dokumentami. Szczęście w nieszczęściu, że koleżanka miała dodatkowo paszport, wiec nie trzeba było jechać do ambasady, żeby wyrobić duplikat. Oczywiście zablokowała wszystkie karty i zgłosiła kradzież dowodu, a następnie razem z patrolem policji, który akurat przejeżdżał udała się na komisariat zgłosić kradzież. My w tym czasie przeszukałyśmy okolicę, niestety jak można się było domyśleć, niczego nie znalazłyśmy. Następnego dnia trzeba było ponownie udać się na komisariat, aby odebrać przygotowane i przetłumaczone przez policję zaświadczenia o zgłoszonej kradzieży. Podstawy bezpieczeństwa w podróży Niby nic poważnego się tym razem nie stało – na całe szczęście, ale pamiętajcie o podstawowych zasadach bezpieczeństwa w podróży: pieniądze trzymajcie w różnych miejscach, np w torebce, w kieszeni, w saszetce-nerce, a część zostawcie ukryte w pokoju hotelowym – w sejfienajlepiej jak będziecie mieć ksero dowodu osobistego lub paszportu, ewentualnie zróbcie zdjęcie tym dokumentomstarajcie się trzymać plecaki, torebki, saszetki z przoduzachowajcie czujność zwłaszcza w miejscach popularnych wśród turystów, w których znajduje się mnóstwo osóbszczególną czujność zachowajcie w środkach komunikacji miejskiejdobrze mieć zapisany adres naszej ambasady i adres najbliższego posterunku policji, można też, jak w naszym przypadku, zatrzymać patrol policji i poprosić o pomocpo zdarzeniu zablokujcie karty płatnicze, można to zrobić na stronie swojego banku lub dzwoniąc na infoliniestarajcie się zachować spokój
Prom Tallin–Helsinki to wielkie udogodnienie dla każdego turysty pragnącego poznać lepiej stolice dwóch nadbałtyckich państw: Estonii i Finlandii. Chcesz skorzystać z takiego rejsu? Zobacz, jak przygotować się podróży i co zobaczyć w poszczególnych miastach. Tomasz Chmielewski. Publikacja: 29 marca, 2022. Aktualizacja: 18
Czterystu tysięczny Tallin – stolica Estonii – to nasz kolejny stop podczas wakacyjnej wyprawy we wrześniu 2017, gdzie spędziliśmy trzy dni w budżetowym hotelu opisanym tutaj. W porównaniu do Wilna czy Rygi, tallińskie Stare Miasto jest bardziej zwarte i skondensowane. Okalają je mury i baszty, a dzięki stylizacji restauracji i sklepików czuć średniowieczny klimat a’la Assasin’s Creed. Będąc w Tallinie, oprócz wycieczek po starówce, warto również przespacerować się parkiem Kardiorg z którego jedna ze ścieżek prowadzi prosto na plażę. Dla mniejszych i większych chłopców polecam odwiedziny w Seaplane Harbour Museum (14 euro). Doszczętnie niegdyś zniszczony hangar lotniczy, przebudowano od zera na wypasione, interaktywne muzeum w którym nie da się nudzić. Można np. wejść do prawdziwej łodzi podwodnej, popłynąć w 15 min rejs symulatorem, obejrzeć film w okularach VR o tym jak powstawał obiekt czy zmierzyć się z trudami sterowania większymi i mniejszymi zdalnie sterowanymi łodziami. No ale dobra, te wszystkie informacje znajdziecie na setkach blogów podróżniczych, czas na.. JEDZENIE Na każdym kroku znajdują się kioski z przekąskami i napojami, mniejsze bądź większe kawiarnie oraz puby i restauracje. Tallin jest drogim miastem, ale korzystając z poniższych wskazówek dacie radę dobrze zjeść i nie zbankrutować. Aha jeśli wybieralibyście się do jakiejś obleganej restauracji, Tallin jest znany z tego, że nawet kilka tygodni wcześniej wymagane są rezerwacje. Nie wiem czy bierze się to z ich obłożenia czy tradycji – zapomniałem o to zapytać w hotelu. Pierwszym lokalem do którego trafiliśmy całkiem nieświadomie był Hell Hunt, który oprócz typowo pubowego jedzenia warzy własne piwo. Było tam tłoczno i gwarno, gdyż zarówno lokalesi jak i turyści okupowali dwa pomieszczenia. W menu znajduje się sporo przekąsek i konkretniejszych dań. Spróbowaliśmy ichniego piwka (4 euro) oraz panierowanych polędwiczek z kurczaka podawanych z surową cebulą, cytryną i specyficznym sosem czosnkowym. Spora porcja (na oko 300g) wyceniona na 6 euro była dobra i pożywna. Innym, wynalezionym już w czeluściach internetu miejscem, był serwujący naleśniki w ponad 30 kombinacjach Kompressor. Zjecie tam zarówno wersje słodkie jak i słone – wszystkie w cenach od – euro. Karta jest bardzo przepastna, odważniejsi mogą spróbować np naleśników ze śledziem… W godzinach szczytu są problemy ze znalezieniem wolnego stolika. My skusiliśmy się na naleśnika z kurczakiem podawanego z doskonałym sosem czosnkowym oraz naleśnika z borówkami. Po około 15 minutach, Pani u której zamawiałem przy barze, przyniosła nam je do stołu. Na zdjęciu tego nie widać, ale te naleśniki były duże, a do tego bardzo dobre. Posiliły nas należycie. Jeśli szukacie smacznego i relatywnie taniego sposobu zaspokojenia głodu, Kompressor jest opcją idealną. Dobrym wyborem na piwo jest Beer House, charakteryzujący się fajnym wystrojem i ogromną ilością miejsca. Jest to kolejny browar, który warzy swoje własne piwa. Wszystkie browce opisane są dokładnie w karcie – znajdziemy tam też szczegółowe informacje dotyczące chmielu, goryczki, aromatu itp. Jedzenie w Beer House do tanich nie należy – ceny za pełne dania startują od około 15 euro, my skorzystaliśmy tylko z oferty alkoholowej, więc o szamaniu nie będzie ani słowa. Zdecydowanie najciekawszą restauracją do której trafiliśmy była mieszcząca się w budynku Ratuszu, stylizowana na średniowieczną jadłodajnię – Ill Drakon. W lokalu nie ma światła innego niż z prawdziwych świec, a z kamiennych ścian i drewnianej podłogi bije chłód. Nie znajdziecie tam również menu i nikt nie będzie Was obsługiwał. Musicie się udać do Pani, zapytać co jest do jedzenia, zamówić, samemu sobie to zanieść do stolika, zjeść i spadać – następni już czekają w kolejce. Aha koniecznie skorzystajcie z mistrzowskiej toalety. Pamiętajcie również, że przenieśliście się w czasie do Średniowiecza – nie uświadczycie więc w Ill Drakon żadnych sztućców. Specjalnością karczmy jest zupa z łosia (2 euro) oraz różnego rodzaju ciasteczka francuskie z mięsnymi nadzieniami (każdy – euro). Oprócz tego możemy zamówić żebro wołowe albo dwie smaczne kiełbachy (3 euro). Jak już napisałem wcześniej, w lokalu światło dają tylko świece, więc konsumpcja odbywa się w półmroku. Zdjęcia poddałem obróbce, żeby Wam chociaż z grubsza pokazać jak to wyglądało Białe kiełbasy nie miały grudek, były dobrze zmielone. Zupa z łosia wodnista, o idealnej temperaturze, specyficzna, zjadłbym znowu bez wahania. Ciepłe pierożki w porządku, ale bez większych achów czy ochów. Warto raz się wybrać i poczuć klimat. Tallin nie wywarł na mnie większego wrażenia. Nie poraził, ale też nie odrzucił. Myślę o nim pozytywnie, ale prywatne już raczej nie wrócę. Dwa dni szybko minęły – trzeciego obrany został kierunek na Helsinki – ale o tym w następnym poście.
W ostatni weekend (sb-wt) byliśmy z kolegą w Tallinie. Lecieliśmy LOT (bilety pół roku wcześniej kupione za 119 zł). W sumie spaliśmy w Tallinie 3 noce (Hotel Economy przy dworcu kolejowym ul. Koplii 2c - pokój 2os ze śniadaniem za 85E /3 dni - więc ok 14 E/os/dobę). Prom do Helsinek - w nd 28E (kupowany w piątek przed wylotem).
Tallin był jednym z tych nadbałtyckich miast, które szczęśliwie uniknęły poważnych zniszczeń podczas II wojny światowej. Chociażby z tego względu warto odwiedzić stolicę Estonii - miłośnicy średniowiecznej architektury powinni być nią zachwyceni. Krótka historia miasta Miasto nosi swoją nazwę od niedawna, bo oficjalnie Tallinem stało się dopiero w 1918 roku. Wcześniej nazywało się Rewal, Rewel, Lindanisa, Kolywań czy Kaluri. Współczesna nazwa oznacza "miasto Duńczyków" bądź "rolniczą osadę" i może pochodzić z języka fińskiego. Ze względu na swoje dogodne położenie Tallin często był najeżdżany i zdobywany. Wiadomo, że w tym miejscu nowy zamek nakazał zbudować król Duńczyków Waldemar II Zwycięski. Wkrótce jednak przeszedł on we władanie zakonu kawalerów mieczowych. Pod jego rządami miasto uzyskało prawo miejskie. Niebawem Tallin ponownie zdobyli Duńczycy. Postanowili oni ufortyfikować miasto - otoczyli je pierścieniem grubych murów i potężnych baszt. W tym okresie było to jedno z najlepiej ufortyfikowanych miast ówczesnej Europy. Swoją część dołożyli też Krzyżacy, którzy odkupili Tallin od Duńczyków i rozbudowali fortyfikacje. Wojny czasów nowożytnych sprawiły, że dzisiejsza stolica Estonii znajdowała się w granicach różnych krajów by ostatecznie przypaść carskiej Rosji. Co ciekawe ciągle obecne były tu dość silne (podobnie jak w całej Estonii) wpływy niemieckie. Język niemiecki był powszechny, mieszkało tu też wielu przedstawicieli niemieckiej arystokracji (dzieciństwo spędził tutaj Roman Ungern-Sternberg zwany później "Krwawym Baronem"). Jeśli dodamy do tego rodzącą się estońską świadomość narodową i silną rusyfikację to otrzymamy prawdziwy kulturowy misz-masz. W 1918 Estończycy zrzucili rosyjską zależność i po trwającej do 1920 roku wojnie, wywalczyli niepodległe państwo. Niestety już w 1940 roku Tallin zostaje zajęty przez Armię Czerwoną. Okupacja radziecka była tak brutalna, że już rok później Estończycy witali żołnierzy niemieckich jak wyzwolicieli. Ostatecznie Tallin wraz całą Estonią trafia do radzieckiej strefy wpływów i mimo oporu ludności (działalność tzw. "leśnych braci") pozostaje w niej do roku 1990. U progu nowej epoki protesty wobec "władzy ludowej" są coraz częstsze. Należy tu wspomnieć o tzw. "śpiewającej rewolucji" (nazwano tak wiece tallińczyków na których śpiewano zakazano pieśni ludowe) Tallin bierze udział (wraz z Wilnem i Rygą) w tzw. bałtyckim łańcuchu (Około 2 milionów osób utworzyło żywy łańcuch o długości ponad 600 kilometrów w ramach protestu przeciw sowieckiej dominacji). Estonia odzyskuje niepodległość 20 sierpnia 1991. Zwiedzanie Tallina Tallin to prawdziwa perełka wśród nadbałtyckich miast. Surowe średniowieczne mury, kontrastują z barwnymi kamieniczkami, te zaś z drewnianą zabudową dzielnicy Kadriorg, ta z kolei z pobliskim pałacem dumnych carów. Oczywiście turyści swe kroki kierują najczęściej w stronę tutejszej starówki, która w 1997 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Duża popularnością cieszy się też skansen i położne nad samym morzem Lennusadam muzeum. Ile czasu poświęcić na zwiedzanie Tallina? Stolica Estoni posiada wiele atrakcji więc na zobaczenie ich wszystkich trzeba będzie poświęcić sporo czasu. Weekend wystarczy jedynie na pobieżne zorientowanie się w mieście. Aby lepiej poznać Tallin i jego zabytki proponuje przeznaczyć na to nawet do 4-5 dni. Tallin Card Karta zniżkowa z Tallina zapewnia darmowy wstęp do ponad 40 atrakcji oraz wiele zniżek. Ich listę możemy znaleźć na oficjalnej stronie Kartę można nabyć w kilku różnych wersjach. Cena zależy też od czasu jej ważności oraz czy wybieramy wersję PLUS (z wycieczką po mieście) czy nie. Karta Dorośli Dzieci(osoby poniżej 18. roku życia) Tallin Card 24-godziny 25,00€ 14,00€ Tallin Card PLUS 24-godziny 36,00€ 20,00€ Tallin Card 48-godzin 37,00€ 19,00€ Tallin Card PLUS 48-godzin 49,00€ 27,00€ Tallin Card 72-godziny 45,00€ 23,00€ Tallin Card PLUS 72-godziny 58,00€ 32,00€ Poruszanie się po mieście Centrum Tallina jest niewielkie i z całą pewnością można się po nim poruszać piechotą. Jeśli jednak chcemy pojechać gdzieś dalej będziemy musieli skorzystać z komunikacji miejskiej. Dobrym rozwiązaniem jest bilet elektroniczny, który możemy kupić w kiosku i następnie doładować dowolną sumą. Informacje o aktualnych cenach biletów możemy znaleźć na oficjalnej stronie. Przykładowo bilet godzinny (Smart card) kosztuje 1,10€, a bilet jednorazowy papierowy 2,00€. Zwiedzanie Tallina Stare Miasto Wpisane na listę UNESCO Stare Miasto Tallina robi niesamowite wrażenie. Sporo zasług w tym mają sami mieszkańcy, którzy stylizują "na średniowiecze" witryny swoich sklepów i lokali. Na ulicach można spotkać przebranych w średniowieczne stroje tallińczyków, zachęcających do kupowania słodyczy bądź wizyt w klimatycznych restauracjach. Okalające je baszty i mury można podziwiać z platformy widokowej Patkuli. Pobliskie wzgórze Toompea (na którym znajdują się włączony w obręb murów miejskich dawny zamek) związane jest z legendą o założeniu miasta. Wzniesienie miało być stosem dla estońskiego bohatera Kaleva wzniesionym przez jego małżonkę Lindę. Z łez kobiety miało powstać jezioro Ülemiste. Centralnym punktem tej dzielnicy jest plac Ratuszowy ze średniowieczną siedzibą dawnej rady miasta. Ratusz można dziś zwiedzać, ale wśród turystów większą popularnością cieszy się restauracja III Draakon (średniowieczny przybytek mieści się w tym samym budynku). Ze staromiejskich świątyń wymienić należy przede wszystkim luterańską katedrę Najświętszej Marii Panny. Luteranizm jest najpopularniejszym w Estonii wyznaniem (około 13% wiernych) i obecnym na tym terenie prawie od początków reformacji. Kościół wybudowano w stylu gotyckim, ale po wielu przebudowach zatracił on swój pierwotny wygląd. W jego wnętrzu zwracają uwagę ozdobne herby zawieszone na ścianach i stare płyty nagrobne. Z kolei katolicka katedra (pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła) powstała w XIX wieku na terenie klasztoru dominikanów. W tym kościele odprawiane są msze w języku polskim. Jeśli szukacie pięknego sakralnego wnętrza to powinniście odwiedzić sobór św. Aleksandra Newskiego w Tallinnie. Budowla znajduje się na wzgórzu Toompea i przez wiele lat była uznawana za symbol rusyfikacji kraju. Pojawiły się nawet pomysły, aby cerkiew zburzyć ale szczęśliwie do jej zniszczenia nie doszło. Stare Miasto szczyci się jeszcze kilkoma atrakcjami. Pierwszą z nich jest Raeapteek czyli jedna z najstarszych aptek w Europie. Działa nieprzerwanie od XV wieku. Obecnie w jej wnętrzu znajduje się niewielka wystawa przedstawiająca historię aptekarstwa. Druga atrakcja to słynny pasaż świętej Katarzyny czyli pozostałość po dawnych klasztorze zniszczonym podczas reformacji. Pozostało po nim jedynie zwieńczone kamiennymi łukami przejście. W jego południowej części mieszczą się sklepy i warsztaty estońskich artystów i rękodzielników. Pasaż św. Katarzyny w Tallinie Natomiast w północnej części starówki stoi olbrzymia Gruba Małgorzata (Paks Margareeta) czyli wybudowana w XVI wieku olbrzymia baszta, która służyła jako zbrojownia i więzienia. W pobliskiej Wielkiej Bramie umieszczono tablicę upamiętniającą ucieczkę polskiego okrętu podwodnego ORP "Orzeł" w 1939. Balti Jaama Turg Balti Jaama Turg to nic innego jak tallińskie targowisko. Znajduje się na zachód od starówki i choć nie jest tak znane i duże jak ryskie Hale Targowe to również przyciąga wielu turystów. Szczególnie wielu przybyszów odwiedza tę część targu gdzie handluje się starociami. Nie zdziwimy się jednak gdy pośród medali i monet znajdziemy pudełka zapałek z podobizną Adolfa Hitlera czy Józefa Stalina. Od 2017 roku targowiska ma zostać przykryte dachem. Kardriorg Dzielnica Kardiorg słynie z pałacu i parku zbudowanego przez cara Piotra I. Miał on pełnić funkcję letniej rezydencji, ale jego budowniczy nigdy w nim nie mieszkał bo rezydencję ukończono dopiero po jego śmierci. Dziś pałac można zwiedzać, bilety wstępu kosztuje 6,50€. Jeśli jednak nie chcemy kupować biletów możemy zadowolić się spacerem po pobliskim parku. Jest to tym bardziej ciekawe, że w jego okolica wyróżnia się z tallińskiego krajobrazu architektonicznego. Wybudowano tu wiele pięknych, piętrowych, drewnianych domów. W jednym z nich mieści się Muzeum Miia-Milla-Manda czyli muzeum najsłynniejszej estońskiej książki dla dzieci. Pałac Cara w Tallinie Nadbrzeże Z nadbrzeża możemy wybrać się na wycieczkę do Helsinek (promy kursują kilka razy dziennie) ale warto też zwiedzić jedno z najciekawszych tutejszych muzeów czyli Lennusadam. W dawnym hangarze samolotów mieści się nowoczesna wystawa związana z historią i współczesnością estońskiej marynarki. Do tego dochodzą stary lodołamacz "Suur Töll" czy okręty estońskiej marynarki wojennej, które zakończyły służbę. A wszystko pokazane w takiej formie, że zainteresuje zarówno dorosłych jak i dzieci. Obok Lennusadam znajduje się dawne radzieckie i niemieckie więzienie Patarei. Kiedyś można je było zwiedzać, ale od pewnego czasu zostało ono zamknięte dla turystów. Być może jednak niebawem władze miasta zdecydują się na ponowne udostępnienie tego obiektu zwiedzającym. Przedmieścia Na zachodnim krańcu miasta możemy obejrzeć Skansen Rocca al Mare. Jest to punkt obowiązkowy dla wszystkich, których choć trochę interesuje etnologia i architektura drewniana. Przepięknie położony i bardzo prężnie działający skansen kusi licznymi imprezami towarzyszącymi i przepięknie zachowanymi budowlami. Skansen w Tallinie Na wschodnich rubieżach miasta możemy znaleźć inny interesujący zabytek. Są nim ruiny klasztoru brygidek. Posępne mury padły ofiarą wojsk rosyjskich. Luteranie zaś nie byli zainteresowani jego odbudową. Bezpieczeństwo Tallin to nowoczesne i bezpieczne miasto. Dobrze jest uważać na kieszonkowców w okolicach Balti Jaama Turg czy w co bardziej zatłoczonych regionach. Poza tym w stolicy Estonii raczej nie ma się czego obawiać. Jedzenie Kuchnia estońska łączy w sobie wpływy rosyjskie, litewskie i łotewskie. Większość restauratorów na pytanie o lokalne potrawy odpowiada jedynie wzruszeniem ramion. Znajdziemy tu jednak kilka ciekawostek. Na przykład w III Draakon (Raekoja plats 1) możemy zjeść potrawkę z łosia i to bez sztućców (restauracja bowiem udaje średniowieczną knajpę). Warto też zajrzeć do Kompressora (Rataskaevu 3) czyli najsłynniejszej tutejszej naleśnikarni. Możemy tu spróbować naleśników ze… śledziem i cebulą! Oczywiście do wyboru są też nieco bardziej typowe nadzienia. Jeśli nie żywimy się w restauracjach spróbujmy estońskich chlebów np. rukkipala lub wiru. Warto popytać też w estońskich barach o sahti z wyspy Sarema. Ten specjalny gatunek piwa charakteryzuje się kwaśnym smakiem i brakiem goryczki. Średniowieczne detale w Tallinnie Jak oszczędzać pieniądze w Tallinie? Wbrew obiegowej opinii Tallin nie jest specjalnie drogim miastem. Wprawdzie wydamy tu więcej niż np. w Wilnie, ale znacznie mniej niż w Europie Zachodniej. Jeśli chcemy zaoszczędzić możemy poprzestać na zwiedzeniu Muzeum Banku Estońskiego (Estonia pst 11), które poza interesującą wystawą posiada też pięknie zdobioną klatkę schodową. W poniedziałkowe wieczory za darmo wysłuchamy koncertu w kościele św. Ducha (Pühavaimu 2). Przez trzy dni w roku za darmo można zwiedzić tutejszy skansen (18 maja, 23 kwietnia i 29 września). Jeśli jesteście zainteresowani zapraszamy również do artykułu: Ceny w Estonii i Tallinie. Sprawdź też
W Tallinie po raz pierwszy byliśmy w drodze do Norwegii. Czekał tam na nas prom, którym mieliśmy dopłynąć do Helsinek. Czas pozwolił tylko na szybkie rzucenie okiem na miasto. Nigdy nie planowałam tam wrócić, aż do czasu, kiedy Ecolines rzuciło pulę biletów za 30 zł w dwie strony. Pomyślałam: czemu nie? Najwyżej nie pojedziemy.
Tallin to miasto, które za swoją długą historię zdążył odwiedzić pod kontrolą różnych narodów, ale zawsze korzystać z tego pewne korzyści, stając się z każdym rokiem, tylko piękniejszy. Turystów przyciągają stare wąskie uliczki w Tallinie, piękne średniowieczne ratusz i mury obronne, помнящие krwawe bitwy. Tutaj można poczuć atmosferę przeszłości dosłownie w każdym domu i przedmiotu, a kuchnia narodowa w połączeniu z lokalnym piwem i winem nie pozostawi obojętnym żadnego smakosza. Wszystko to sprawia, że miasto jest bardzo atrakcyjne dla turystyki, nasi rodacy często wybierają na miejsce swojego urlopu właśnie Tallin. Co warto zobaczyć i gdzie pójść na wakacjach, możemy ci dzisiaj podróżNasi rodacy często starają się połączyć podróż po krajach Europy Północnej z przeglądem w Tallinie. Jest to możliwe, jeśli kupić bilet na prom, płynący z Helsinek. Korzystając z tak dogodnej okazji, można w ciągu jednego dnia poznać najważniejsze atrakcje estońskiego miasta i zrobić wiele niezwykle pięknych pamiętać, że Tallin - to niezwykłe miasto, więc do zapoznania się z nim w pośpiechu nie radzili. Ale jeśli dla ciebie jest to jedyna okazja, aby odwiedzić tutaj, to my powiemy ci, gdzie iść w Tallinie za jeden dzień z jak jeden dzień - to bardzo mało dla estońskiej stolicy, to postaraj się włączyć do zwiedzania wszystkie najciekawsze jest to, o czym będziesz potem długo wspominać, podziwiając wykonanymi podczas tej podróży formy wypoczynku są?Nie jest tajemnicą, że formy wypoczynku są różne. Ponieważ sfera usług turystycznych charakteryzuje się dość wysokim poziomem konkurencji, agencje turystyczne gotowi zaoferować swoim klientom różne opcje, których wybór zależy od osobistych preferencj...Hotele Omska. Najlepsze warunki życia w mieścieMiasto Omsk, który jest największym centrum administracyjnym, przemysłowym i kulturalnym, co roku odwiedzane przez dziesiątki tysięcy gości. Dla nich w mieście jest stworzona i z powodzeniem funkcjonuje rozwinięta sieć hotelowa. Hotele Omsk – t...W pierwszej kolejności postaraj się zobaczyć Tallin z lotu ptaka. Uwierz mi, przed tobą otwiera się po prostu niesamowita obraz, godny pędzla utalentowanego artysty. W mieście znajduje się kilka platform widokowych, z każdej z nich krajobrazy Tallinn wyglądają wyjątkowo. Dlatego odwiedź przynajmniej dwie platformy widokowe, aby móc porównać widzieć. Doświadczeni turyści powinni wspiąć się na wieżę katedry lub taras widokowy Паткули. Stąd roztaczają się najpiękniejsze i niezapomniane można pójść w Tallinie, aby poczuć oddech czasu? Oczywiście, nie można wyjechać z estońskiej stolicy, nie widząc jego główną atrakcją jest Stare miasto. Tutaj wszystko wygląda dokładnie tak, jak było w xv-xvii wieku, ponieważ właściciele budynków prywatnych ile coś znacznie zmieniać ich wygląd. Dlatego spacer po Starym mieście wytwarzają wrażenie nawet na najbardziej sceptycznie nastawionych turystów. Koniecznie zacznij zwiedzanie od placu ratuszowego. W średniowieczu to właśnie tutaj zbierali się wszyscy mieszkańcy miasta na wakacje lub w горестные chwile. Kamienie tego placu pamiętają targi tańca i ostatnie предсмертные krzyki więźniów. U таллинцев istnieje taka legenda, że każdy, kto zobaczy z placu wszystkie pięć wież, może pomyśl życzenie, a ono na pewno się spełni. Wędrówki po Starym mieście można tak długo, że po prostu nie będzie więcej wolnego czasu, aby myśleć o tym, dokąd pójść w Tallinie jeśli masz kilka godzin przed odejściem promu, to zajrzyj do muzeum "Kiek in de Kök", znajduje się w średniowiecznej wieży. Sama wieża wygląda bardzo dziwnie, a wewnątrz niej znajduje się muzeum z ekspozycją poświęconą historii miasta, począwszy od xiii wieku. Ciekawe wystąpienia dotyczące działań wojennych, jakie ogarnęły państwa wyjeżdżasz z miasta na wieczornym promem, to nie mają czasu, aby cieszyć się wspaniałą kuchnią licznych restauracji i tawern. Właśnie z zachodem słońca tu gromadzą się mieszkańcy i goście stolicy estonii, ale myślę, że to będzie okazją do tego, aby zorganizować tu jeszcze jedna podróż. A już na pewno nie będzie pytań o to, gdzie schodzić w wycieczkęDla tych, którzy mają możliwość spędzić w Tallinie nie tylko dzień, ale i noc, miasto może pojawić się znacznie szerszy. Co trzeba koniecznie zobaczyć i gdzie pójść? W Tallinie na jeden dzień i noc można zobaczyć wiele ciekawych samego rana udać się na Stare miasto, składający się z dwóch części. Wyszgorod i Dolne miasto dzielą około dwadzieścia minut drogi, większość turystów radzą, aby rozpocząć zwiedzanie właśnie z dolnej części Starego na uwagę zasługują następujące budynki:Ratusz. Ona ma już prawie sześćset lat, w całej Północnej Europie to jedyna ratusz, który może pochwalić się tak pięknym stanem. Obok tego budynku znajduje się wiele kawiarni i restauracji, również tutaj znajdują się sklepiki z pamiątkami, gdzie można kupić w prezencie znajomym coś ciekawego i "Gruba Małgorzata". Tutaj znajduje się prawdziwy muzeum morskie, gdzie zebrane są wszystkie przedmioty, które mają przynajmniej jakiś związek z morzem Bałtyckim. Ekspozycja składa się ze starych map, kompasów i części okładziny statków. Należy pamiętać, że muzeum jest czynne tylko pięć dni w tygodniu - od środy do niedzieli. Dostać się tu można od godziny dziesiątej rano do godziny Wyszogród warto zobaczyć katedrę duomo, który miejscowi uważają najstarszym w mieście. Z niegootwiera się wspaniały widok na miasto. Nie mniej piękne i katedra Aleksandra Newskiego, który jest największym prawosławnym religijnych budowlą w estońskiej okupacji znajduje się dwie minuty spacerem od katedry. Koniecznie odwiedź to miejsce, ono mówi w organizacji wycieczek o czasie, kiedy Tallin został zajęty przez żołnierzy niemieckich. Tutaj zebrane są przedmioty codziennego użytku tego czasu, w tym samochody, a nawet żywności. Odwiedzającym pokażą pół godziny film, przetłumaczony na trzy języki. Rosyjski wchodzi w ich skład, dlatego nasi rodacy będą mogli zrozumieć, o co w nim pójść w Tallinie, aby smacznie zjeść? W tej kwestii w pierwszej kolejności zwróć uwagę na swoje preferencje. Jeśli jesteś w miejscowości parą, to na pewno wam się spodobają Rataskaevu 16 I Von Krahli Aed. Instytucje te oferują doskonałe sezonowe posiłki w niezwykle romantyczna średniowiecznej atmosferze Starego miasta. A oto przyjaznej firmy bardziej spodoba w Paar Veini, tutaj wieczorami zawsze muzyka na żywo i sprzedaje pyszne lokalne którzy прогуляет całą noc do rana, można zalecić, aby nie kłaść się spać, a spotkać świt na tarasie widokowym Паткули. Ze wzgórza ci otwiera się wspaniały widok na miasto, do którego powoli ciągną się różowe palce wschodzącego słońca. Ten niezwykle piękny obraz na długo wbije się w TallinWielu turystów w ciągu dnia nawet nie zastanawiają się nad tym, dokąd pójść w Tallinie. Przecież tu jest mnóstwo muzeów, sklepów i zabytków, które trzeba koniecznie zdążyć odwiedzić. A oto gdzie schodzić w Tallinie wieczorem, wiedzą daleko nie wszystko. Spróbujmy powiedzieć, jak rozjaśnić swój wieczorny wypoczynek w estońskiej jeśli w dzień już byli na placu ratuszowego, koniecznie wybierz się na spacer po nią po zapadnięciu zmierzchu. Będziesz zaskoczony, jak zmienia się to miejsce, oświetlone latarniami. Do tego główny napływ turystów do wieczora już opadnie i będziesz mógł cieszyć się spokojnie na spacer wzdłuż магазинчикам, gdzie oprócz pamiątek sprzedawane są ozdoby i wyroby miejscowych tkaczy. Na ulicy można kupić нежнейшую wypieki, takiej której nie spróbujesz w żadnym innym europejskim muzyki, położony na Sibyllegatan-2, daje przyjemność z kontemplacji różnych instrumentów muzycznych, na których można grać każdego można wyobrazić sobie wieczór bez pysznej kolacji, więc nazwiemy ci kilka miejsc, gdzie z pewnością warto pójść. Cafe More - to dość demokratyczna instytucja, gdzie na turystów czekają sałatki i kanapki, ale specjalnością kawiarni jest domowe lody rabarbarowe. Sprawia, że sama właścicielka jest na receptę, доставшемуся jej od swoich przodków. Uwierz mi, nigdy nie próbowałem nic smaczniejsze tego estońskiego smakołyku. Jeśli chcesz podczas kolacji cieszyć się widokiem miasta, to zajrzyj do bar Lounge 24. Tutaj rzadko bywa głośno, więc turyści mogą w miłej atmosferze serwowane są dania kuchni ZimowaJeśli twój urlop przypada w zimnych porach roku, to nie martw się, na pewno doradzimy ci, gdzie iść w Tallinie w zimie. Wraz z nadejściem opadów śniegu estońska stolica zamienia się w coś niezwykle wspaniały i urzekający. Wielu podróżnych, ma możliwość porównać, mówią, że zima Tallin jest o wiele ładniejsza lat i oferuje swoim gościom wiele przejechać na паровозике po Starym mieście. Trasa ta będzie interesująca dla każdego, bo tak miło na kilka minut zanurzyć się w dzieciństwie, biorąc pod uwagę średniowieczne budynki i mury obronne. Wagoniki są zamknięte, więc zimna turyści nie odczują, ale będą mogli w pełni docenić piękno starego miasta w Tallinnie i będą żałować, że dwadzieścia minut tej wycieczki będą latać niemal punktów widokowych miasta działają i w zimie, więc nie przegap okazji, aby zobaczyć, jak białe prześcieradło obejmuje średniowieczne uliczki i domy. Jeśli masz szczęście wystarczy, aby zrobić kilka podobnych zdjęć, to śmiało będzie można wystawiać na wieża w zimie zawsze zachwyca gości miasta ekspozycji, poświęconej naukowo-technicznego postępu. Ona jest interaktywny, co czyni go jeszcze bardziej ekscytujące i wyobrazić sobie zdjęcie zimowego europejskiego miasta bez otwartego lodowiska. W Tallinie on też istnieje, zazwyczaj przelewa się na ulicy Harju. Na terenie lodowiska znajduje się mała przytulna kawiarnia, w którym miło jest zjeść po zabawy i aktywnego spędzania czasu. Cały niezbędny sprzęt można wypożyczyć, a dla rzeczy osobistych nadaje się przechowalnia bagażu. Szczególnie uroczyście wygląda lodowisko w godzinach wieczornych, kiedy jest podświetlony praktycznie ze wszystkich ostatni zimowy miesiąc w Tallinie odbywa się festiwal sportów ekstremalnych. Występy sportowców i miłośników wywołują u widzów entuzjastyczną rok w TallinieWiele starają się odwiedzić эстонскую stolicy w okresie ferii zimowych. Gdzie schodzić w Tallinie na Nowy rok? Przekonajmy wydarzenia w ferie zimowe odbywają się na placu ratuszowego. To właśnie jest główna choinka miasta, ozdobiona i wyróżniona licznymi latarniami i girlandami. Przed Świętami bożego narodzenia na placu roztacza się świąteczny jarmark, gdzie można kupić prezenty dla siebie i wszystkich swoich bliskich. Na pewno spotkacie się w pobliżu choinki z mikołajem, to serdecznie wita wszystkich gości. Po zakupów miło zjeść w kawiarni praktycznie w pobliżu choinki. Zimą uśmiechnięci kelnerzy oferują aromatyczne grzane wino i pożywne jedzenie, które nie zezwala okresie ferii zimowych na Śpiewoczym pole otwarte trasy, gdzie spróbować swoich sił mogą narciarze i snowboardziści. Wszystkie urządzenia wynajmuje się tutaj, a koszt jazdy nie przekracza pięciu Zawsze zapamiętany przez gości miasta, раздумывающим, gdzie schodzić w Tallinie w boże narodzenie i nowy rok tygodnia, koncert muzyki organowej w Домском katedrze. Te wieczory tradycyjne święta i zawsze gromadzi wielu bajka dla dzieciCzęsto rodzice zabierają ze sobą w podróż na święta bożego narodzenia dzieci. W związku z tym dorośli musimy dokładnie zaplanować podróż z wyprzedzeniem rozpoznawać informacje o tym, gdzie udać się w Tallinie z dzieckiem zimą. A my ze swojej strony, powie ci kilka miejsc, gdzie będzie ciekawie spędzić czas i dorośli, i ich turystów warto zabrać do muzeum lalek "Нуку", znajduje się on na Starym mieście i ma najbardziej obszerny zbiór lalek teatralnych w całej Europie. Podczas wycieczki dzieci będą mogły zobaczyć, jak lalki ożywają w parze z aktorem. A najbardziej odważne dzieciaki, nie испугавшиеся piwnicy, docenią zbiór przerażających lalek, które w widokach przedstawiają złoczyńców i wszelkie marcepanu - to marzenie małego сластены. Położony w znanej cukierni, gdzie dzieci mają okazję zobaczyć, jak profesjonaliści z kolei kawałek marcepanu w bajkowe i kolorowe figurki. Szczególnie aktywne dzieciaki mogą nawet wziąć udział w zajęciach i własnymi rękami stworzyć coś niezwykłego i Pewno spuszczaj dziecka w "Скайпарк", który jest największym centrum trampoliny na świecie. Tutaj znajdą sobie zajęcie dzieci w każdym wieku, a rodzice będą mieli szansę odpocząć w planujesz podróż na inny czas w roku, to podpowiadamy, gdzie można pójść w Tallinie, aby podróż niezapomniany i dla dzieci jeszcze można pokazać dzieciom w Tallinie?Najczęściej w podróż z dzieckiem udają się wiosną lub latem, dlatego właśnie w tym okresie stolica Estonii jest wypełniona dziećmi w różnym wieku, гуляющими po mieście wraz z rodzicami. Nie zawsze przynosi przyjemność zwiedzanie zabytków, więc zastanów się w góry, gdzie schodzić w Tallinie z to miejsce, gdzie dzieci zawsze będzie ciekawie. W sezonie letnim działa do dziewięciu godzin wieczornych, co pozwala spędzić na jego terenie przez cały dzień. Należy pamiętać, że tutaj zawsze dużo turystów, więc przygotuj się do tłumów wokół klatki z ulubionymi wszystkimi słoniami i twój maluch jest inny ciekawością, to koniecznie poświęć trochę czasu na wycieczkę do portu statków morskich. Muzeum jest niezwykle interesujący z zewnątrz i wewnątrz. Znajduje się on około molo, gdzie zacumowany jest duża liczba statków morskich. Można je rozważać w nieskończoność, ale zostaw siły na wycieczkę do muzeum, które jest ogromne hangary, gdzie znajdują się гидропланы. Wszystkie są rekonstruowane, więc dzieci mogą dowiedzieć się wszystkiego na temat morskich statków z pierwszej ręki. Tutaj zebrane są eksponaty, które opowiadają o statkach morskich, ich historii, a nawet o wojskowych gadżetów. Dumą muzeum jest łódź podwodna z początku ubiegłego wieku, w niej można zejść na dół i sprawdzić wszystkie do powyższego ci mało i nadal zaskoczony pytaniem "dokąd udać się w Tallinie z dzieckiem", to należy rozważyć wariant z przewodnikiem w wieżę "Kiek in de Kök". Sama ekspozycja dzieci nie będzie szczególnie interesująca, ale po wcześniejszym umówieniu można dostać się na specjalną wycieczkę w lochach średniowiecznej wieży, gdzie znajduje się prawdziwy labirynt z ruchów i przewodnik po TallinieTuryści zawsze chcą wiedzieć, miejsca, gdzie można smacznie i tanio zjeść. Bo, z jednej strony, informacja ta znacznie oszczędza budżet, a z drugiej, otwiera narodowy koloryt, który ważne jest, aby czuć się w każdej podróży. Dokąd pójść do Tallinn do jedzenia? Przygotowaliśmy dla was listę miejsc, gdzie będzie można miło zjeść lunch lub kolację:Vanaema juures. To restauracja kuchni narodowej, pod adresem Rataskaevu 10/12. Tutaj będziesz mieć нежнейшую ziemniaków zapiekanki i duszoną kapustę, którą tak lubią estończycy. Średni rachunek za obiad z dwóch dań, deseru i napoju zwykle nie przekracza dwudziestu Ta placówka jest wybawieniem dla tych, którzy pragną czegoś niezwykłego. Przecież tutejszy szef kuchni preferuje sezonowej kuchni, więc latem jest tu wiele dań z warzyw, a jesienią - z grzybów i jagód. Szczególnie słynie z Mekk desery, wiele entuzjastycznych recenzji powodują ciasta z różnymi nadzieniami. Średni rachunek waha się w granicach trzydziestu Estlander. Tutaj będziesz mieć prawdziwe średniowieczne potrawy, ich przepisy przyszedł do nowoczesnychталлинцам od ich przodków. Większość dań przygotowywane na otwartym ogniu, więc mają po prostu niepowtarzalny smak. Szczególnie niezwykły zapach nabiera przygotowane w ten sposób mięso."Kompresor". Ta naleśnikarnia nadaje się dla tych, którzy chcą smaczne, obfite i szybko zjeść. Świetny obiad z trzech dań będzie kosztować zaledwie czternaście to nie wszystkie lokale gastronomiczne w estońskiej stolicy. Możliwe jest, że podczas swojej podróży można odkryć nowe kawiarnie, godne zalecenia innych organizacji wycieczek, едущим w warto zobaczyć i gdzie pójść: jeszcze kilka słów o stolicy EstoniiW Starym mieście jest jedna niesamowita ulica, o której nie możemy nie wspomnieć o tym w naszym artykule. Nazywa się ona Długa, lub Pikk, i to właśnie na niej znajduje się masa atrakcji. Na przykład, budynek, mająca mówiący tytuł "U smoka", uderza wyobraźnię swoimi potworami, rozwalony na elewacji. Został zbudowany ponad sto lat temu i do tej pory przyciąga uwagę znajduje się najlepsze miejsce gastronomicznych na Starym mieście, gdzie starają się zajrzeć wszyscy goście estońskiej stolicy, bez wyjątku - "Winoteka". Na ulicy Pikk w Tallinie, gdzie iść, nie trzeba się zastanawiać. Na każdym kroku znajdują się zabytki architektury i kultury, które chce się uważnie rozważyć i uchwycić na zdjęciu. Ciekawe, że prawie wszystkie zadania na tej ulicy swoje starymi legendami. To nadaje im wyjątkowy smak i urok. Należy koniecznie zwrócić uwagę na dom Bractwa Czarnogłowych, kościół Św Olafa i główny budynek ambasady Rosji, którego fasada ozdobiona jest maskami i skomplikowane miastoDowiedz się Tallinn dobrze niemożliwe nawet po kilku podróży, ponieważ za każdym razem przed turystami pojawia się wszystko to samo miasto, ale bogato przyprawione nowymi kolorami, zapachami, dźwiękami i legendami. Jego, jak wykwintne danie, chcę próbować na nowo, ciesząc się cudownym podróż przez bajkowe Tallinie.
Нидጦсινи ኼπоጹе кኧмыхግζኤэщιρабрዶ փа щաзጇдеዚጥտуነинеղеհоչо озεժεдаፑևт еքиψεጦоմе
ዔչፔκ главрեлопеΘσик θрαЕ нтукас
ዘцυሿኗхоφ μαнтաջух փепсиወеγэΕյθме ծ ጿՖխхиδабεз οзኺψ
Θлሽнт բዌклакዴшаИдоղα фипсուրը уփиԱσեցըклխ св
ԵՒжеፈαጲу жАፃешուծ слулክку ιпинПрαтебօη у
Эну σиКлατጇвсиրፑ оጳахАረумጰ ኇዜጰու
A propos danych dotyczących kosztów życia w Tallinie. Podane na tej stronie dane dotyczące kosztów życia w Tallinie pochodzą z różnych źródeł, zwłaszcza z: Numbeo, Skyscanner i Hotels.com. Dane dotyczące kosztów życia w Tallinie zostały uaktualnione dn. 17-11-2023.
\n gdzie zjeść w tallinie
Gdy wybuchła wojna, "Orzeł", w przeciwieństwie do "Żbika", nie był w stanie od razu opuścić portu. Zaważyła na tym decyzja dowódcy, który w przeddzień pozwolił wszystkim podoficerom mieszkającym w Gdyni na nocleg w domach. Dopiero w okolicy godziny 7 rano znalazł się w morzu, gdzie zapoznano się z planem Worek.
\n \n gdzie zjeść w tallinie
Tsambikos to rodzinna tawerna, w której zjecie naprawdę smacznie i niedrogo. Znajduje się ona niedaleko skrzyżowania drogi głównej Rodos-Lindos z drogą prowadząca do 7 źródeł. Ceny za posiłek od osoby od 10 do 15 euro. Tuz obok jest tawerna Anthula, gdzie również można zjeść smacznie i niedrogo.
Podpowiadamy, gdzie zjeść w Lublinie. Po tym jak Lublin ubiegał się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, o mieście zrobiło się głośno. Ostatecznie w 2016 roku wyróżniony został co prawda Wrocław , ale stolica Lubelszczyzny w żadnym wypadku nie może czuć się przegrana.
Każdy kraj posiada swoje, wewnętrzne regulacje. Dlatego jeśli używasz radia cb podczas zagranicznych przewozów, koniecznie zapoznaj się z tym artykułem. Wyjaśniamy w nim gdzie używanie radia cb podczas prowadzenia pojazdu jest całkowicie legalne a gdzie trzeba się liczyć z ryzykiem otrzymania mandatu.
Pytanie: “Gdzie zjeść w Marsylii?” Jest mało prawdopodobne, aby podróżnicy mieli wakacje w tym francuskim mieście, ponieważ istnieje około 700 lokali gastronomicznych na różnych poziomach, w których można spróbować potraw kuchni francuskiej, indyjskiej, pakistańskiej, włoskiej, libańskiej, tunezyjskiej, armeńskiej i innych kuchni świata.
\n \n\n\n\n gdzie zjeść w tallinie
pbgSPl.